Jemen: zakładnik irańskich ambicji

Jemen: zakładnik irańskich ambicji

W siedzibie Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego 16 marca 2015 r. odbyła się wizyta studyjna Ahmeda Ali al. Yamani i Abdusalama Mohammeda. Niezależni jemeńscy analitycy przybliżyli zebranym sytuację w swoim kraju w kontekście regionalnego układu sił i problemów bezpieczeństwa.

Odwiedzający Polskę, pod opieką Radcy Konsulatu RP w Rijadzie Jakuba Sławka, goście to uznani fachowcy o bogatym dorobku – współpracowali m.in. z międzynarodowymi ośrodkami jak Stratfor czy Al Jazeera. Stronę polską podczas wizyty studyjnej reprezentowali członkowie Fundacji Pułaskiego oraz delegacja portalu Bliski Wschód.pl .

Na początku jemeńscy analitycy przedstawili w zarysie sytuację w Jemenie. Zwrócili uwagę na nieskuteczny proces pokojowy, kładąc nacisk na słabość władz centralnych i wynikający z tego wzrost znaczenia grup zbrojnych o charakterze terrorystycznym. Eksperci wyróżnili w wewnętrznym konflikcie trzy osie sporu. Są to nieporozumienia o charakterze: regionalnym, plemiennym i religijnym.

Początki konfliktu wiążą się z protestami w stolicy Jemenu Sanie, podczas tzw. „Arabskiej Wiosny”, w 2011 roku. Wówczas doszło do demonstracji młodych ludzi zawiedzionych nie spełnianiem podstawowych oczekiwań społecznych przez władze. Niewydolność środowiska skupionego wokół prezydenta Alego Saliha wynikała z systemu biznesowo-rodzinnego, który Ahmed Ali określił jako „rodzinną monarchię”.

Sytuacji nie poprawiły ani pokojowe demonstracje ani odsunięcie od rządów ekipy Saliha czy też kolejnego prezydenta – Abda Hadiego. Dodatkowo na wzrost niestabilności wpłynęły czynniki zewnętrzne. Powstałą na skutek zamieszek próżnię władzy wypełniają międzynarodowe organizacje terrorystyczne, takie jak Al Kaida czy ugrupowania plemienne. Zwiększyło się także zaangażowanie mocarstw regionalnych, głównie Arabii Saudyjskiej i Iranu.

Szczególnie istotne są powiązania między Teheranem a konfliktem w Jemenie. Iran to jedyny gracz, w którego interesie leży niestabilność na południowo-zachodnim brzegu Półwyspu Arabskiego. Rządzący tym mocarstwem uważają, że wszelkie działania takie jak inicjatywa Rady Współpracy Państw Zatoki, to naruszenie suwerenności Jemenu. Pozostali gracze opowiadają się za stabilizacją i pokojem.

Ewentualna próba zaangażowania czy tylko wywarcia presji na Jemen, przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone może zagrozić istotniejszym dla nich negocjacjom o programie nuklearnym Teheranu. Stąd można uznać Jemen za państwo-zakładnika na międzynarodowej szachownicy. Zaproszeni analitycy podkreślili nieskuteczność działań społeczności międzynarodowej. Poza Radą Współpracy Państw Zatoki, wspólnota międzynarodowa nie prowadzi efektywnych działań na rzecz stabilizacji w regionie.

Wspierana przez Radę Bezpieczeństwa ONZ plan uregulowania konfliktu autorstwa Rady Współpracy posiada kilka wad. Po pierwsze, w porozumieniu skupiono się na personalnym aspekcie nowej jemeńskiej sceny politycznej. Zdaniem analityków, rozjemcy przywiązali nadmierną wagę do efektów „Arabskiej Wiosny” a nie podstawowych wyzwań, z którymi mierzy się Jemen i jego obywatele. Na skutek tego oparty na realistycznej wizji dokument, w którym zawarto projekt nowej konstytucji, nie jest realizowany.

Zamiast tego spór zaostrzył się. Wzrósł poziom nienawiści między zwolennikami Salefa i Hadiego. Niemożliwa stała się jakakolwiek współpraca między nimi. Sytuacja wciąż pozostaje niejasna. Nie można wykluczyć interwencji międzynarodowej.

Równie ważnymi czynnikami kształtującymi przyszłość Jemenu są uwarunkowania wewnętrzne. Historia regionu uczy, że stabilizacja jest możliwa, gdy aparat  państwowy współpracuje z plemiennym. Brak równowagi sił między centrum a plemionami destabilizuje region. Trudno przecenić rolę trybalizmu w systemie politycznym Jemenu. Plan budowy państwa opartego na instytucjach musi je uwzględniać. Kwestie etniczne, religijne czy podziały regionalne na północ i południe nie odgrywają takiej roli. Choć taki obraz rzeczywistości forsuje Al Kaida czy Zajdyci. Scenariusze syryjski czy libański nie mają więc szans realizacji.

Najważniejszym wyzwaniem jest słabość i niekompetencja władzy centralnej. Dla jej wzmocnienia konieczne jest rozwiązanie rudymentarnych problemów o charakterze społecznym, tj. analfabetyzmu, zacofania, czy sposób pojmowania prawa przez Jemeńczyków. Rozwiązanie tych kwestii umożliwi stworzenie podstaw dla funkcjonowania państwa. Pomijanie tych barier, sprawia iż zarządzanie jest nieefektywne ze względu na brak odpowiedniej tkanki społecznej. Radykalne organizacje wykorzystują funkcjonujący trybalizm, by zyskać społeczną legitymizację. Jeśli osiągną cel, to forsowane przez nie podziały mogą stać się rzeczywistymi, jeszcze bardziej destabilizując region.

Przyjęcie haseł ekstremistów może dokonać z pragmatycznych powodów, takich jak stworzenie przez terrorystów efektywnych instytucji, które unowocześnią kraj i zlikwidują biedę. Zastąpienie państwa przez radykałów byłoby zagrożeniem dla regionalnego porządku a nawet obniżyłoby poziom bezpieczeństwa dla społeczności międzynarodowej.

W opinii jemeńskich analityków problem terroryzmu jest dziś błędnie interpretowany. Na przykład w Jemenie istnieją grupy powiązane z islamskim fundamentalizmem, ale nie stanowią rzeczywistego zagrożenia. Brak im trwałego poparcia. Podczas zamieszek w 2011 r., mimo wysokiego poziomu ubóstwa i próżni politycznej, możliwości operacyjne terrorystów były niewielkie. W chwili wybuchu demonstracji przeciw władzy, młodzi wybrali pokojowe formy protestu. Zmienili zdanie dopiero, gdy politykę zdominowała wendetta a społeczność międzynarodowa zawiodła.

Ahmed Ali i Abdusalam Mohammed podkreślili, że islamskie ugrupowania radykalne są często wygodnym instrumentem w polityce mocarstw. Nie ma czegoś takiego jak ponadpaństwowa struktura terrorystów. To tylko liczne komórki połączone ideologią przemocy. Na przykład wśród islamistów jemeńskich brak zgody co do Państwa Islamskiego. Dużo ważniejsze czy te ugrupowania posiadają zdolność stworzenia własnego podmiotu, który zapełni pustkę po słabym państwie jemeńskim. Eksperci podsumowali, że dla zapobieżenia takiemu scenariuszowi należy przekonać struktury plemienne do państwa zinstytucjonalizowanego.

Oprac. Wojciech Łysek