ANALIZA: Perspektywy rozwoju relacji USA-Iran

ANALIZA: Perspektywy rozwoju relacji USA-Iran

Niemal dokładnie rok temu (14 lipca 2015 r.) wypracowano międzynarodowe porozumienie w kwestii budzącego kontrowersje programu nuklearnego Islamskiej Republiki Iranu. Umowa o akronimie JCPOA (Joint Comprehensive Plan of Action), zwana również potocznie „Iran deal”, zakłada zniesienie sankcji nałożonych na Iran przez społeczność międzynarodową w zamian za dostęp inspektorów ONZ do wybranych irańskich instalacji wojskowych. Mimo że sygnatariuszami porozumienia są członkowie grupy P5+1 (Chiny, Francja, Rosja, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Niemcy) oraz Iran, to kluczem do jego zawarcia był stan relacji na linii Teheran – Waszyngton. Po roku amerykańsko-irańska rozgrywka wciąż pozostaje wyznacznikiem dla implementacji poszczególnych postanowień JCPOA. Ma jednocześnie ogromny wpływ na rzeczywistość w niespokojnym regionie Bliskiego Wschodu oraz na rozwój relacji gospodarczych Iranu ze światem, głównie państwami Unii Europejskiej.

Stosunki Iran – USA

Porewolucyjne relacje Iranu ze Stanami Zjednoczonymi (tj. od 1979 roku) naznaczone są wrogością ze strony władz Islamskiej Republiki, które zgodnie z ideologią sformułowaną przez Ruhollaha Chomejniego obarczają Waszyngton winą za zacofanie i zniewolenie gospodarcze, do którego doszło za czasów rządów szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Irańska rewolucja islamska zaproponowała stworzenie świata wielobiegunowego, który obecnie stanowi oczywistą alternatywę dla amerykańskiej pozycji supermocarstwa. Filozofia rewolucji została bardzo dosadnie wyrażona w antyamerykańskiej retoryce – władze irańskie określiły Stany Zjednoczone mianem „Wielkiego Szatana”. Podobnie Stany Zjednoczone kreowały Iran na jedno z państw – wrogów światowego porządku, czego wyrazistym przykładem było choćby włączenie tego państwa do „Osi Zła” przez prezydenta George’a W. Busha w 2002 roku. Dynamika zdarzeń bliskowschodnich, a także rosnące zagrożenie ze strony terroryzmu już kilka lat temu doprowadziły do sytuacji, w której zarówno dla jednej jak i drugiej strony pojawiły się czynniki przemawiające za koniecznością przewartościowania głoszonych poglądów, podjęcia działań w zakresie przywrócenia zerwanych stosunków, a także skoordynowania pewnych działań regionalnych. Najbardziej wyrazistym przykładem jest walka z ekstremizmem na terenie Iraku i Syrii.  Wspólna strategia amerykańsko-irańska mogłaby dać dużą szansę na ostateczne zwycięstwo nad Państwem Islamskim (IS). Iran – Stany Zjednoczone to w tym wypadku sojusz oczywisty, bowiem IS jest tak wrogiem Zachodu, jak i szyickiego Iranu.

Istnieją również inne korzyści płynące z potencjalnej amerykańsko-irańskiej współpracy. Zachód ze Stanami Zjednoczonymi na czele, poprzez bliską współpracę z Iranem, ma interes w jednoczesnym osłabieniu współpracy tego państwa z Rosją. Z kolei po przywróceniu stosunków z Waszyngtonem, Iran wzmocniłby znacznie swoją pozycję na Bliskim Wschodzie. Dzięki przychylności Waszyngtonu, Teheran odzyskałby również zaufanie na sceptycznym wobec niego Zachodzie z państwami UE na czele. Scenariusz zbliżenia wydaje się jednak uniemożliwiać sieć zależności i międzynarodowych układów obu państw. Fakt zaistnienia tego pozornie naturalnego sojuszu obudziłby jednak falę niepokoju, szczególnie u obawiających się wzrostu irańskiej potęgi bliskowschodnich sojuszników Stanów Zjednoczonych – Izraela, a także Arabii Saudyjskiej oraz innych państw sunnickich w regionie. W elitach rządzących obu państw istnieje ponadto duże lobby sprzeciwu dla amerykańsko-irańskiej odwilży. Jakkolwiek administracja Baracka Obamy uznaje przełom w relacjach z Iranem za jeden ze swych największych sukcesów dyplomatycznych, to kandydat republikanów w nadchodzących wyborach Donald Trump otwarcie mówił, o „podarciu” umowy JCPOA  po wyborze na prezydenta. Nie inaczej wygląda sytuacja w Teheranie. Środowiska umiarkowane skupione wokół prezydenta Rouhaniego deklarują chęć konstruktywnego dialogu, jednak reputacja Stanów Zjednoczonych w Iranie absolutnie nie zmienia się, o co dbają konserwatyści dzierżący w rękach machinę propagandy oraz sam przywódca duchowy Ali Chamenei. Stany Zjednoczone przedstawiane są jako państwo wrogie Iranowi, a murale z antyamerykańskimi grafikami i hasłami nadal nie zniknęły z teherańskich ulic.

Znaki ocieplenia

Do niespodziewanego przełomu doszło we wrześniu ubiegłego roku, gdy prezydent Obama zadzwonił do prezydenta Rouhaniego. Była to pierwsza od trzech i pół dekady rozmowa telefoniczna głów obu państw. Jednak główny nurt amerykańsko-irańskiego zbliżenia mieli wytyczać sekretarz stanu John Kerry i minister spraw zagranicznych Mohamad Dżawad Zarif, którzy nawiązali między sobą przyzwoitą, nastawioną na konstruktywny dialog relację. Kerry wskazywał na wagę swojej  relacji z Zarifem m.in. gdy w styczniu br. amerykańscy marynarze przechwyceni przez irańskie siły na wodach terytorialnych Iranu zostali szybko i bezproblemowo przekazani stronie amerykańskiej. Amerykański sekretarz stanu uznał to za kolejny znak ocieplenia relacji amerykańsko-irańskich. Optymistyczna była również wypowiedź Zalmaya Khalilzada byłego ambasadora Stanów Zjednoczonych w Afganistanie, Iraku i przy ONZ, który w kontekście m.in. powyższego zdarzenia wspominał o scenariuszach stopniowego przywracania relacji dyplomatycznych z Teheranem. Khalilzad zaproponował, że można zacząć od umieszczenia amerykańskich dyplomatów w reprezentującej w Teheranie interesy Stanów Zjednoczonych ambasadzie Szwajcarii oraz przyjęcia irańskich dyplomatów przez przedstawicielstwo Pakistanu w Waszyngtonie. Ta wypowiedź uznana została jednak za bezpodstawne spekulacje i została szybko zdementowana przez amerykański Departament Stanu wymownym stwierdzeniem, że nie ma takiego planu, gdyż Iran wciąż pozostaje państwem wrogim, wspierającym terroryzm, którego program rakietowy budzi szereg obaw.

Irańskie obawy

W Teheranie bardzo wiele obaw łączy się z ewentualnością wyboru na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych kandydata republikanów Donalda Trumpa. Wybór Trumpa, w odróżnieniu od Hilary Clinton, według irańskiej opinii publicznej, ma wróżyć powrót do zdecydowanie antyirańskiej polityki Stanów Zjednoczonych. Kandydat republikanów był jednym z krytyków ubiegłorocznego porozumienia P5+1 z Iranem. Zapowiedział również, że po dojściu do władzy jednym z jego pierwszych celów będzie renegocjacja układu z Teheranem, który określa mianem „katastrofalnego”. Obawy w Teheranie są zatem oczywiste, a co charakterystyczne dla władz IRI nie mogły pozostać bez odpowiedzi. Ripostę do Waszyngtonu wysłał sam ajatollah Chamenei, twierdząc, że jeśli Ameryka, jak zapowiadają niektórzy kandydaci na urząd prezydenta, ma zamiar „podrzeć” postanowienia JCPOA, to Iran „spali” tę umowę. Wszystko zamyka się jak na razie w sferze retoryki, ale jak wynika z powyższych stwierdzeń, po obu stronach istnieje możliwość odrzucenia warunków porozumienia w szczególnych okolicznościach.

Obszar sporu

Kolejną burzliwą dyskusję wzbudzają irańskie aktywa zamrożone przez Kongres Stanów Zjednoczonych w amerykańskich bankach, które zostały zabezpieczone wyrokiem amerykańskiego sądu najwyższego na odszkodowania dla ofiar zamachów terrorystycznych. Batalia irańskiego rządu o odzyskanie 2 mld dolarów trwa od kilku miesięcy i Iran apelował już w tej kwestii nawet do sekretarza generalnego ONZ. Minister Zarif wskazywał m.in. na łamanie przez Stany Zjednoczone prawa międzynarodowego i godzenie w nienaruszalność państwa, podnosząc przy tym sprawę wypłaty odszkodowań dla narodu irańskiego za wrogą politykę Stanów Zjednoczonych. Nawiązał między innymi do faktu zestrzelenia przez amerykański krążownik w 1988 roku irańskiego samolotu pasażerskiego.

Kolejnym przedmiotem dysputy amerykańsko-irańskiej jest wizja regionu Bliskiego Wschodu. Teoretycznie Teheran i Waszyngton mają do osiągnięcia wspólny cel, jakim jest zwycięstwo nad Państwem Islamskim, jednak kwestią sporną okazuje się przede wszystkim wizja Syrii (szczególnie) oraz Iraku, po ewentualnym pokonaniu IS. Teheran jest sojusznikiem Baszara al-Asada, zaś Stany Zjednoczone dążą do odsunięcia od władzy alawickiego przywódcy i przeprowadzenia wolnych i transparentnych wyborów w Syrii. Dalsza budowa szyickiej strefy wpływów w Iraku, Syrii i całym „żyznym półksiężycu” niepokoi Waszyngton, a w szczególności jego sojuszników z Izraelem i Arabią Saudyjską na czele. Iran jest do tego blisko związany wizją Syrii z Rosją, co dodatkowo komplikuje sytuację.

Ostatnią kwestią sporną jest sama implementacja JCPOA. Irańska tuba propagandowa, anglojęzyczna telewizja Press TV podkreśla, że z winy Stanów Zjednoczonych po wdrożeniu JCPOA nie zostały wciąż przywrócone niektóre z udogodnień, które zostały wcześniej zablokowane przez sankcje. Nie wszystkie zachodnie banki wymieniły się ponownie kluczami SWIFT z bankami irańskimi, a trzydzieści irańskich banków w ogóle nie zostało ponownie włączonych do systemu SWIFT. Również firmy z całego świata wciąż nie mogą handlować z Iranem korzystając z akredytywy (Lc), co potęguje ryzyko finansowe. Za zniechęcanie władz europejskich banków do współpracy z Iranem, władze w Teheranie obwiniają polityków amerykańskich. Stany Zjednoczone wyrastają zatem w irańskiej percepcji na wroga numer jeden zbliżenia Iranu z Europą i mają być źródłem negatywnej propagandy oraz „iranofobii”.

W biznesie jest jednak pewien bezpośredni układ do zawarcia. Dużym i koniecznym interesem, który Iran chce zrobić ze Stanami Zjednoczonymi jest zakup nowych maszyn od koncernu Boeing. Jak donoszą źródła, z 250 maszyn, które znajdują się we flocie powietrznej Iranu, aż 230 nadaje się do natychmiastowej wymiany. Iran za 25 mld dolarów ma zakupić 100 samolotów na użytek komercyjny. Ma to być druga, po zawartej z europejskim Airbus Group wielomiliardowa transakcja w branży lotniczej. Taki zakup byłby odczuwalny nawet dla amerykańskiej gospodarki, wygenerowałby pewną liczbę miejsc pracy, a także stworzyłby konieczność szkolenia pilotów i serwisantów nowych maszyn. Byłby to zatem układ, który musiałby zatem być realizowany przez kilka lat. Należy nadmienić, że sprzedaż samolotów do Iranu wzbudza ogromne kontrowersje w Stanach Zjednoczonych. Niemniej jeśli nawet dojdzie w tej formie do skutku, sceptycy twierdzą, że na tej amerykańsko-irańskiej transakcji zatrzyma się tendencja zbliżenia się obu krajów.

Około miliona Irańczyków mieszka obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych. Jest w tym fakcie ogromny potencjał biznesowy, warto jednak pamiętać, że wielu spośród irańskich imigrantów za oceanem to ludzie blisko związani, czy wręcz spokrewnieni z wygnanym podczas rewolucji szachem M. R. Pahlawim. Współpraca z irańską diasporą w Stanach Zjednoczonych to również temat kontrowersyjny dla teherańskich konserwatystów.

Wnioski i rekomendacje

  1. Relacje Iranu ze Stanami Zjednoczonymi są skomplikowane i wielowątkowe. Na obu scenach politycznych obecne są zarówno „gołębie” jak i „jastrzębie” zbliżenia. Postawa Obamy, Kerry’ego po stronie amerykańskiej oraz Rouhaniego i Zarifa po stronie irańskiej mogłyby zagwarantować konstruktywny dialog, jednak stanowisko Chameneiego, a także możliwość przejęcia władzy w Waszyngtonie przez D. Trumpa podają w wątpliwość tezę o amerykańsko-irańskim zbliżeniu w nadchodzących latach.
  2. Istnieje duża grupa państw w regionie Bliskiego Wschodu i nie tylko, którym amerykańsko-irański sojusz nie jest na rękę.
  3. Iran niepokoi się opóźnieniami we wprowadzaniu postanowień JCPOA i obarcza za ten stan rzeczy Stany Zjednoczone, co zaczyna znów podsycać napięcie na linii Teheran – Waszyngton.
  4. Wybór H. Clinton na prezydenta Stanów Zjednoczonych jest pożądany przez stronę irańską i może stanowić zabezpieczenie dla trwania JCPOA.
  5. Duże kontrakty z firmami europejskimi np. z Airbusem uznać można za zabezpieczenie JCPOA po ewentualnym wyborze D. Trumpa.
  6. Stany Zjednoczone nie ufają irańskim władzom (w szczególności wciąż silnym konserwatystom) i obawiają się wzrostu potęgi Iranu w regionie po likwidacji wszystkich sankcyjnych niedogodności.
  7. Optymistyczną przesłanką dla Stanów Zjednoczonych może być zwycięstwo w ostatnich wyborach parlamentarnych w Iranie frakcji zwolenników reform popierających H. Rouhaniego.
  8. Amerykańsko-irańskie porozumienie mogłoby korzystnie wpłynąć na walkę z Państwem Islamskim, a także na stabilizację Afganistanu.

Autor: Jakub Gajda, Research Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Pobierz artykuł w formacie PDF.