Pulaski Policy Paper – J. Gajda: Śmierć generała Solejmaniego – punkt zwrotny napięć amerykańsko-irańskich?

Pulaski Policy Paper – J. Gajda: Śmierć generała Solejmaniego – punkt zwrotny napięć amerykańsko-irańskich?

Pułaski Policy Paper Nr 1, 2020. 04 stycznia 2020 r.

3 stycznia 2020 r. światowe media obiegła informacja o ataku amerykańskiego drona na kolumnę samochodów w okolicach lotniska w Bagdadzie. W wyniku ostrzału zginęli – wraz z pięcioma innymi osobami – dowódca elitarnej irańskiej jednostki Qods generał Kassem Solejmani oraz dowódca irackiej milicji Kataib Hezbollah Abu Mahdi al-Muhandis. Władze Islamskiej Republiki Iranu zapowiadają odwet, najpierw jednak zarządziły trzydniową żałobę narodową i zwołały nadzwyczajne obrady Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Obradom po raz pierwszy przewodniczy sam najwyższy przywódca Ali Chamenei. Waszyngton zaapelował o opuszczenie regionu przez obywateli amerykańskich.

Politykę prezydenta Trumpa wobec Islamskiej Republiki Iranu od początku kadencji uznać należy za bezkompromisową i prowokacyjną. Władze Iranu z kolei próbują w zaistniałych warunkach jeszcze aktywniej i niejednokrotnie w sposób agresywny przeciwdziałać amerykańskim interesom na Bliskim Wschodzie. Owocuje to coraz bardziej widocznymi problemami wewnętrznymi w samym Iranie. Przeradza się też w groźbę wojny. Wydaje się, iż śmierć irańskiego dowódcy stawia Bliski Wschód na krawędzi najpotężniejszego w historii konfliktu zbrojnego. Odpowiedź na atak ze strony Teheranu, choć trudna do określenia w czasie i międzynarodowej przestrzeni, wydaje się być kwestią bezdyskusyjną. Biorąc pod uwagę rolę, jaką odgrywał gen. Solejmani w irańskim establishmencie, polityce zagranicznej, a nawet swego rodzaju „popkulturze”, będzie ona zapewne miała znaczący i jak przekonują irańscy politycy „adekwatny” wymiar. Owa, adekwatna odpowiedź, doprowadzić może nawet do bezpośredniej wojny Stanów Zjednoczonych ze wzmocnionym poprzez uczynienie Solejmaniego szahidem (męczennikiem), Iranem. Być może taka jest intencja samego prezydenta Trumpa, świadomego dysproporcji sił pomiędzy supermocarstwem, a mającym regionalne ambicje państwem bliskowschodnim. Oczywistym jest, że Iran nie ma w militarnym starciu żadnych szans na zwycięstwo, aczkolwiek zauważyć należy, iż sam konflikt miałby potencjał na długie lata trwania i z pewnością rodziłby znacznie szersze konsekwencje dla regionu i świata niż obecne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w sąsiadujących z Iranem państwach: Afganistanie i Iraku.

Ruch Trumpa logiczny, choć rodzący problemy

Podejmując się merytorycznej oceny sensu amerykańskiego zamachu na Solejmaniego, należy na początku podkreślić, że Iran jest obecnie jedynym poważnym oponentem wobec amerykańskiej polityki w regionie. Niniejszym uśmiercając Solejmaniego, Stany Zjednoczone w sposób bezkompromisowy starają się realizować swoje interesy na Bliskim Wschodzie. Prawdziwa wydaje się też teza, że prezydent Trump próbuje walczyć w ten sposób o reelekcję. W tym przypadku realizacja wyborczej obietnicy „uczynienia Ameryki wielką” miałaby uzasadnić likwidację osoby (i zarazem żywej legendy, urastającej do rangi symbolu), która dość skutecznie przeciwdziała polityce amerykańskich wpływów w regionie i buduje siatkę wrogich wpływów. Solejmaniego, za życia lubiącego określać siebie skromnie mianem „irańskiego żołnierza”, należy obiektywnie uznać za wybitnego stratega, co więcej przez osobistą obecność na frontach, także za będącego blisko swych żołnierzy i sojuszników zaangażowanego bojownika na rzecz stojącej w opozycji do panującego Pax Americana, wizji regionalnego Pax Iranica. Solejmani był architektem i budowniczym irańskiej polityki bliskowschodniej. Generał działał z dużymi sukcesami na tym polu zarówno w Afganistanie, Iraku i Syrii, jak również w Jemenie. Można zaryzykować stwierdzenie, że w wielu miejscach w otoczeniu Iranu częściej znany jest jako wróg Państwa Islamskiego (ISIS) i Al-Kaidy, aniżeli człowiek powiązany z organizacjami terrorystycznymi. Śmierć dowódcy sił Qods to niewątpliwie bolesna strata nie tylko dla irańskiego sztabu operacyjnego, ale i szerzej dla irańskiej polityki zagranicznej i dyplomacji regionalnej. Nieoficjalnie w irańskich kręgach władzy mówi się o tym, że w niespokojnym regionie Bliskiego Wschodu to Solejmani był w ostatnich latach odpowiedzialny za politykę zagraniczną Iranu w znacznie większym stopniu niż prezydent Hasan Rouhani i minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif. Na dowód przytacza się tezę, że ambasadorzy Iranu w państwach bliskowschodnich są uznawani za ściśle powiązanych z dowodzoną przez Solejmaniego jednostką.

Śmierć Solejmaniego to w wizji D. Trumpa, likwidacja irańskiego namiestnika nad wszystkimi nieirańskimi milicjami szyickimi w regionie. Cios zadany IRI jest jednak wysoce ryzykownym ruchem ze strony Waszyngtonu, który stanowi bardzo silną prowokację wobec Teheranu. Prowokacje i odwety mają już w relacjach amerykańsko-irańskich długą historię, a amerykańskie władze podkreślają, że ze strony irańskiej za większość z nich — oraz kolejne planowane – odpowiada osobiście Kassem Solejmani.  Uderzenie w Solejmaniego, jako czułego punktu IRI, trudno uznać za blamaż dla irańskich służb i stratę twarzy irańskiego establishmentu. Jest to przyczyna narodowej rozpaczy, ale i motor do konsolidacji nie tylko władz, ale i większości irańskiego społeczeństwa w tym również wielu warstw sceptycznie nastawionych do działań irańskiego reżimu, dla którego Solejmani jako „obrońca granic Iranu” uosabiał wiele cech herosa. Być może, bardziej istotny jest właśnie fakt konsolidacji irańskiego społeczeństwa niż konsolidacja irańskich polityków wokół tzw. twardogłowych (obozu Alego Chameneiego), której znaczenie podkreślają dziś zachodni eksperci.

Ryzyko poważnych i nieprzewidywalnych następstw leży również w innym wymiarze. Solejmani był bardzo eksponowaną figurą, żywym symbolem odwagi i rewolucyjnej niezłomności, ale jednocześnie dowodził on jednostką składającą się z elity irańskich sił wywiadowczych i bojowych. Istotą sprawy może okazać się fakt, że będąca częścią Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) jednostka Qods (Al-Quds) to organizacja w dużej mierze utajniona, mająca szerokie powiązania na całym Bliskim Wschodzie, co sprawić może, że odwet z jej strony będzie nie tylko nakierowany na obywateli amerykańskich, czyli żołnierzy i dyplomatów (bo de facto tylko tych prezydent Trump narażać będzie na niebezpieczeństwo), ale przede wszystkim na regionalnych sojuszników Waszyngtonu. Państwa takie jak Izrael i Arabia Saudyjska natychmiast odczuły realne zagrożenie, o czym świadczą oficjalne oświadczenia wydane przez władze oraz zaostrzone środki ostrożności.

Konsekwencje bliskie i te już odczuwalne

Konsekwencje ekonomiczne w ujęciu globalnym dały się odczuć natychmiast po pojawieniu się informacji o ataku w mediach. W górę poszły akcje amerykańskich firm zbrojeniowych oraz paliw, tymczasem w Iranie i całym regionie wzrósł społeczny strach przed wojną. Dalsza destabilizacja Bliskiego Wschodu wydaje się być wielce prawdopodobna. Iran jest największym pod względem populacji państwem regionu, które w wypadku eskalacji napięcia, może stać się źródłem kolejnego kryzysu uchodźczego m. in. dla Unii Europejskiej. Mimo, że zagrożenie dla bezpieczeństwa, nawet w wypadku zaistnienia otwartego konfliktu na Bliskim Wschodzie, będzie dla Starego Kontynentu znikome, to nie należy przy tej okazji zapominać o negatywnych skutkach wynikających z polityki Stanów Zjednoczonych wobec IRI, które dotykają ich sojuszników. Stany Zjednoczone jednostronnie wychodząc z umowy nuklearnej z Iranem (JCPOA), rykoszetem uderzyły w interesy gospodarcze państw Unii Europejskiej. Obecnie, poprzez otwarty konflikt z Iranem mogą stanąć za eskalacją kryzysu uchodźczego, który pogłębi chaos panujący na południu i zachodzie Europy.

W kontekście wzrostu napięcia nie należy zapominać o wspólnych grudniowych manewrach okrętów wojennych Chin, Iranu i Rosji. Choć Iran medialnie przedstawiał je jako kolejny krok na drodze budowania antyamerykańskiego obozu, póki co Pekin i Moskwa podchodzą do sprawy zabicia Solejmaniego dość powściągliwie. Nie należy się spodziewać zasadniczych zmian w kwestiach większego zaangażowania w sam konflikt Moskwy i Pekinu. Prawdopodobnie jedynym skutecznym, acz niekoniecznie pożądanym przez Waszyngton i Zachód, mediatorem w amerykańsko-irańskim klinczu mogłaby być Moskwa,  nie widać jednak woli próby podjęcia rozmów w takim charakterze przez władze Federacji Rosyjskiej.

Mimo deklaracji obozu Donalda Trumpa o chęci utrzymania pokoju i uznania zabójstwa Solejmaniego za działanie na rzecz pokoju, konsekwencje wydają się zdecydowanie bardziej prowadzić w stronę wojny (ten fakt jest oczywisty i powinien zostać przyjęty) bez kierowania się poprawnością polityczną. Solejmani nie był z pewnością postacią jednowymiarową – terrorystą, jak został przedstawiony przez stronę amerykańską.  Odnosząc rzecz do polityki zagranicznej Polski: Stany Zjednoczone pozostają obecnie strategicznym partnerem dla Warszawy, lecz po raz kolejny trzeba podkreślić, że polityka obecnego prezydenta tego państwa winna być rozważnie analizowana przez władze RP. Zacieśnianie sojuszu z Waszyngtonem, które obecnie ma miejsce, nie powinno odbywać się niniejszym za wszelką cenę. Nie należy zapominać o wielowiekowych, pokojowych relacjach Polski z Iranem (niegdyś częściej zwanym Persją).

Wnioski

1. Eskalacja napięcia w regionie, najprawdopodobniej, objawi się w pierwszej kolejności w Iraku, również ze względu na śmierć al-Muhandisa.

2. Istnieje możliwość kolejnych ataków z terytorium Jemenu na amerykańskiego sojusznika – Arabię Saudyjską.

3. Należy spodziewać się większej aktywności szyickich grup w Libanie i ostrzału terytorium Izraela z terytoriów palestyńskich.

4. W wyniku wyżej wspomnianej eskalacji konfliktów bliskowschodnich i ewentualnego, acz coraz bardziej prawdopodobnego wciągnięcia w otwartą wojnę samego Iranu, konsekwencje sięgną także Europy. Istotne pogłębienie kryzysu uchodźczego – to realna perspektywa na najbliższe miesiące.

5. Kolejna odpowiedź Waszyngtonu na działania irańskie/inspirowane przez Iran tudzież milicje szyickie i uwikłanie Stanów Zjednoczonych w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, odwróci uwagę Waszyngtonu od innych strategicznych regionów. Poszerzy to pole do realizacji planów takim państwom jak Rosja i Chiny. Te dwa państwa stoją obecnie w najkorzystniejszej i najbezpieczniejszej pozycji w obliczu ewentualnego bezpośredniego starcia na linii Iran – Stany Zjednoczone.

Autor: Jakub Gajda, Research Fellow w Programie Polityka Zagraniczna Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: By sayyed shahab-o- din vajedi, CC BY 4.0

Pobierz jako PDF