PUŁASKI POLICY PAPER: Kruk: śmigłowce bojowe jakie i kiedy?

PUŁASKI POLICY PAPER: Kruk: śmigłowce bojowe jakie i kiedy?

Pulaski Policy Paper Nr 9, 2018. 28 czerwca 2018 r.

Śmigłowce bojowe to dzisiaj środek prowadzenia walki występujący w Siłach Zbrojnych RP, jednak nie będący w stanie realizować właściwych mu zadań na współczesnym polu walki. Odpowiednie jednostki istnieją, ale wyposażone są w przestarzałe i niezbyt udane konstrukcje (Mi-24D i W, Mi-2), bądź pozbawione najważniejszego uzbrojenia – przeciwpancernych pocisków kierowanych (W-3PL Głuszec). Powstaje jednak pytanie czy w tej sytuacji należy kupić „od ręki” nowoczesne maszyny od któregoś z wiodących światowych producentów, czy wybrać rozwiązanie pośrednie i czekać na śmigłowiec przyszłości.

Śmigłowce bojowe

Pierwsze śmigłowce „bojowe” pojawiły się na polu walki w czasie wojny koreańskiej i były to początkowo doraźnie bądź eksperymentalnie uzbrajane maszyny transportowe i wielozadaniowe. Duże doświadczenie w wykorzystywaniu uzbrojonych wiropłatów zdobyli w czasie wojny w Algierii Francuzi, którzy przeprowadzali pierwsze próby ze śmigłowcami służącymi jedynie do prowadzenia ognia. Z kolei pierwszy wyspecjalizowany seryjny śmigłowiec bojowy – AH-1 Cobra – wszedł do działań w czasie wojny w Wietnamie, w drugiej połowie lat 60. XX wieku. Od początku przewidywano dla śmigłowca bojowego rolę wsparcia ogniowego dla jednostek lądowych. Mógł je prowadzić przy użyciu broni lufowej (karabiny maszynowe, działka) i niekierowanych pocisków rakietowych. Śmigłowiec bojowy szybko okazał się cennym atutem na polu walki. Mógł operować z przygodnych miejsc, bez kosztownej i łatwej do zniszczenia infrastruktury. Można było też wykorzystywać go do wielu rodzajów zadań (wsparcia wojsk własnych, ataków na wyznaczone uprzednio cele, działań patrolowych). O ich mnogości świadczy chaos w polskiej terminologii. Używa się sformułowań: szturmowy, bojowy, uderzeniowy, a w terminologii angielskiej używa się określeń attack, gunship (w  polskiej terminologii jednak najbardziej celowe – właśnie z uwagi na mnogość zastosowań – wydaje się określenie „śmigłowiec bojowy”).

Obok wsparcia szybko pojawiła się idea zastosowanie śmigłowca jako polującego „niszczyciela” środków bojowych przeciwnika. Pojawienie się kierowanych pocisków rakietowych o coraz większej precyzji rażenia i zasięgu (dziś na Zachodzie są to np. pociski rodziny AGM-114 Hellfire rażące cele z odległości do 8 km) i coraz liczniej przenoszonych pod skrzydłami wiropłatów (obecnie standardem w konfiguracji przeciwpancernej jest 16 pocisków) spowodowało, że śmigłowce bojowe począwszy od lat 70. XX w. zaczęto postrzegać jako doskonałych „łowców czołgów”.

W ostatnich latach nastąpił rozwój sensorów i systemów wymiany danych (największym novum jest dzisiaj zdolność do współpracy z bezzałogowcami), a także możliwości uzbrojenia niekierowanego (które może być laserowo naprowadzane na cel, dzięki zainstalowanej głowicy i ruchomym lotkom), skutkiem czego nowoczesny śmigłowiec może działać stosunkowo bezkarnie i – dobrze użyty – zadawać ciężkie straty. W trwających od 2001 roku konfliktach asymetrycznych z kolei przyjęły one również  nową rolę  maszyn eskortowych, chroniących konwoje, patrole itp. W obecnych czasach śmigłowce bojowe oparte o klasyczny układ Sikorsky’ego (pojedynczy wirnik główny i śmigło ogonowe) wydają się być w szczytowym punkcie rozwoju, a ich pozycji na polu walki – wbrew przewidywaniom z początku wieku – nic nie zagraża. Świadczy o tym fakt, że nawet na najdroższe i najnowocześniejsze konstrukcje decydują się dzisiaj coraz liczniejsze, niekoniecznie bogate państwa. W bieżącym roku AH-64E Apache Guardian odebrała np. Indonezja, a w ostatnim czasie zakupiły tę maszynę także Indie, z kolei AH-1Z Viper zakupił Pakistan. Otwarte pozostaje pytanie jak sprawdziłby się nowoczesny śmigłowiec bojowy w konflikcie z zaawansowanym technologicznie, dobrze zorganizowanym przeciwnikiem, dysponującym lotnictwem myśliwskim i być może zdolnym do – przynajmniej czasowego – wywalczenia przewagi powietrznej. Próbowano na nie odpowiedzieć w czasie gry wojennej prowadzonej we wrześniu 2017 r. przy udziale Fundacji Pułaskiego. W jej trakcie 120 sojuszniczych AH-64E zniszczyło w ciągu dwóch dni m.in. 690 czołgów i bojowych wozów piechoty przeciwnika, skutecznie wspierając bataliony Obrony Terytorialnej i likwidując możliwości ofensywne wojsk rosyjskich zanim te zdołały okrążyć Warszawę. Gra przyjmowała jednak wiele optymistycznych założeń, w tym dużą liczebność polskich Guardianów, przetrwanie polskiego lotnictwa bojowego i brak rosyjskiej przewagi powietrznej.

Śmigłowce bojowe w Siłach Zbrojnych RP

Dziś sytuacja Polski jeśli chodzi o śmigłowce bojowe wygląda źle i wymaga zdecydowanych działań, a paraliż jaki miał miejsce w ostatnich latach był zjawiskiem niezwykle szkodliwym. Pomimo własnych pionierskich prac nad tworzeniem wariantów uzbrojonych lekkiego śmigłowca Mi-2 od lat 60. ub. w. Polska w kolejnych latach była skazana na zakup niezbyt udanych śmigłowców konstrukcji radzieckiej Mi-24D/W. Ich główną wadą była próba stworzenia maszyny zdolnej do przenoszenia desantu i wspierania go ogniem, a nie wyspecjalizowanej wyłącznie w działaniach ogniowych. W efekcie powstał statek powietrzny duży i mniej manewrowy, a przez to łatwiejszy do trafienia, i niezdolny np. do odpalenia salwy pocisków,a następnie szybkiego ukrycia się za przeszkodą terenową. Polscy wojskowi w latach 70. i 80. XX w. zdawali sobie z tego sprawę i – pomimo nacisków ze strony ZSRR – starali się o zakup możliwie niedużej liczby Mi-24. W czasach PRL zakupiono ich łącznie 32 (16 wersji D, przejętych w latach 1978-85 i 16 wersji W przyjętych w latach 1986-89), a kolejnych 16 w wersji D w latach 90. otrzymano za symboliczną opłatą z Niemiec (wcześniej służyły w SZ NRD). Mi-24D/W ulegały w polskiej służbie licznym wypadkom, skutkiem czego ich liczba szybko ulegała wykruszeniu. Do dziś służy ich 27  jednak ich resursy techniczne dobiegają końca. Już od 2012 roku maszyny te nie dysponują kierowanymi pociskami przeciwpancernymi. Termin zdatności do użycia ostatnich z nich (nowszych 9M114 Szturm)  upłynął w 2012 roku, a co za tym idzie Mi-24 mogą wspierać wojska jedynie za pomocą działka kal. 23 mm, wielkokalibrowych karabinów maszynowych kal. 12,7 oraz 57 mm niekierowanych pocisków rakietowych. Oznacza to, że polskie Mi-24 w razie konfliktu musiałyby operować w zasięgu ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych (ang. MANPADS), których zasięg obecnie dochodzi do ok. 6 km, a co za tym idzie – śmigłowce te ponosiłyby ciężkie straty albo byłyby zupełnie nieprzydatne.

Problem ten został dostrzeżony wiele lat temu, a w ramach planu modernizacyjnego na lata 2013-2022 planowano nawet przyspieszenie programu wyboru następcy Mi-24 w ramach programu Kruk. Pierwsze dostawy planowano nawet na 2018 rok, jednak termin ten i priorytety kilkukrotnie uległy zmianie. Według niedawnego stanowiska nowego kierownictwa MON (wypowiedzi z lutego br.) wybór dostawcy miałby nastąpić wprawdzie jeszcze w 2018 roku, dostawy rozpocząć się już w roku 2019, a zakończyć w 2022. Założenia te zostały jednak urealnione w maju bieżącego roku i wybór następcy Mi-24 został przesunięty w czasie na bliżej nieokreśloną przyszłość – z pewnością nie dokona się w 2018 roku. Formalnie nadal trwa jeszcze, rozpoczęta 8 lipca 2014 roku, faza analityczno-koncepcyjna. Nie wiadomo na razie ile śmigłowców bojowych ma zostać zakupionych. Najczęściej padają liczby 16, 24, 32 i 64, przy czym liczby 24 i 32 są najbardziej prawdopodobne i umożliwiłyby utrzymanie obecnych trzech eskadr, z kolei 64 wymusiłoby zmiany organizacyjne i zmiany planów obrony kraju związane ze zwiększeniem liczby eskadr i przygotowaniem dla nich odpowiedniej infrastruktury i baz. Z tego powodu należałoby zwiększyć liczbę szkolonych pilotów śmigłowców bojowych i personelu technicznego. To wszystko generowałoby koszty i etaty, które trzeba by było albo stworzyć poprzez zwiększenie liczebności SZ RP i wydatków na nie, albo poprzez rezygnację z wydatków na inne jednostki bojowe, np. pancerne i zmechanizowane (oczywiście wszystko to jest wykonalne i mogłoby zostać przeprowadzone w sposób nie zmniejszający zdolności obronnych, np. poprzez redukcję zbędnych etatów w SZ RP, w tym instytucjach centralnych). Warto też dodać, że w Strategicznym Przeglądzie Obronnym przedstawionym opinii publicznej w 2017 roku postulowano nawet większe zakupy śmigłowców bojowych –120 egzemplarzy.

Pomimo oficjalnych deklaracji trudno też wyrokować kiedy dostawca zostanie wybrany, a już szczególnie – kiedy zostaną przeprowadzone przez niego dostawy. Wydaje się jednak, że istnieją obecnie dwie drogi ich pozyskania.

Pierwsza jest szybka i polegałaby najpewniej na wyborze jednej z ofert amerykańskich (firmy Bell z AH-1Z Viper lub Boeing z AH-64E Apache Guardian) lub oferty firmy Airbus Helicopters oferującej śmigłowiec Tiger. Maszyny te reprezentują wysoki poziom technologiczny i w zasadzie jedynym zasadnym pytaniem w ich przypadku jest to czy Polskę na nie stać i w jakim stopniu w ich budowie i przystosowaniu do polskich wymagań mógłby uczestniczyć polski przemysł i ośrodki naukowe.

Boeing AH-64E to ciężki śmigłowiec pola walki powstały dla armii Stanów Zjednoczonych (US Army) jako kolejna wersja rozwojowa maszyny, która do służby weszła w 1984 roku. Śmigłowiec ten jest obecnie wybierany przez liczne kraje na świecie, w tym te bardzo poważnie traktujące kwestie obronne (Stany Zjednoczone, Tajwan, Republika Korei, Arabia Saudyjska, Wielka Brytania, Katar, Indonezja, Indie), i charakteryzuje się dużym udźwigiem, wyposażeniem w wysokiej klasy sensory w tym optoelektronikę, a także – opcjonalnie – radar Longbow umożliwiający efektywne zwalczanie celów, w tym obrony przeciwlotniczej, bez narażania na straty własnych statków powietrznych. Nowością wariantu E w stosunku do poprzedniego jest zdolność do współpracy z bezzałogowcami i zwiększona zdolność do wymiany danych, dzięki czemu śmigłowiec staje się jednym z elementów cyfrowego pola walki. Docelowo załoga śmigłowca będzie mogła ich pełnić rolę dowódcy roju bezzałogowców, które  już obecnie dysponują zdolnością do korzystania z pokładowych sensorów śmigłowca. Wątpliwości w przypadku zakupu tej bez wątpienia bardzo potężnej maszyny dla Polski budzi koszt pozyskania i eksploatacji, a także poziom infrastruktury jakiego te maszyny będą wymagać. Nie wiadomo też czy będą mogły operować po rozśrodkowaniu w niewielkich grupach w warunkach polowych w obliczu przewagi przeciwnika.

Z kolei Bell AH-1Z Viper, pochodzący z długiej linii śmigłowców AH-1 Cobra, został stworzony z myślą o Korpusie Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych (US Marine Corps). To maszyna prawdopodobnie tańsza od AH-64E (jeśli chodzi o koszt zakupu i eksploatacji)  i – z uwagi na specyfikę służby Marines – łatwa w utrzymaniu i przystosowana do operowania w trudnych warunkach. Viper został zintegrowany z radarem pokładowym, jednak nie zamówił ich US Marine Corps. AH-1Z może polega na zaawansowanych sensorach optycznych. Zdaniem producenta jest to bardziej optymalne rozwiązanie, jako że jest to czujnik pasywny, który nie powoduje groźby wykrycia przez systemy obronne przeciwnika a umożliwia wykrywanie celów na podobnych odległościach jak radar. Viper ma też 85-procentową wspólnotę części ze śmigłowcem wsparcia pola walki UH-1Y Venom. Jego zakup w parze z Viperem spowodowałby dodatkowe oszczędności w trakcie eksploatacji. Na razie taka możliwość nie jest w Polsce – przynajmniej oficjalnie – rozważana, a zakup śmigłowców wsparcia pola walki został odłożony w czasie (znajduje się jednak w ofercie firmy Bell, tak dla Polski jak i innych państw regionu). Viper to już także konstrukcja sprawdzona w walce. Obecnie poza Marines zamówił ją Pakistan i poważnie zastanawia się nad nią Bahrajn. Obecnie trudno mówić o wadach AH-1Z, który jest najnowszą spośród oferowanych, już dostępnych konstrukcji. Wątpliwości może budzić co najwyżej zdolność producenta do dostarczenia odpowiedniej ich liczby na czas – obecnie niemal cała produkcja tej maszyny idzie na potrzeby Korpusu Piechoty Morskiej, który zamówił 189 egzemplarzy a otrzymał ich na razie niewiele  ponad 40. Bell ma jednak  rosnące możliwości produkcyjne w związku z zakończeniem dostaw Venomów do tej samej formacji. Możliwe jest też ulokowanie zamówień eksportowych wewnątrz kolejki dla wiropłatów amerykańskich, choć dowództwo Korpusu twierdzi, że każda maszyna jest dla niego bardzo cenna i opóźnienia w ich dostawach kosztują życie Marines. W zwiększeniu wolumenu produkcji Viperów mógłby okazać się pomocny polski przemysł, który potrafi budować i remontować wiropłaty.

Powstały w wyniku europejskiej współpracy Tiger to z kolei śmigłowiec najlżejszy z całej trójki, eksploatowany w trzech krajach zaangażowanych w jego produkcję (Niemcy, Hiszpania, Francja) i u jednego klienta eksportowego (Australia), który jednak już zapowiada zakończenie jego służby i wymianę na nową, niewybraną jeszcze konstrukcję. Tiger to maszyna niezwykle elastyczna, jeśli chodzi możliwość konfigurowania, jednak nie dysponuje udźwigiem takim jak konstrukcje amerykańskie (np. może maksymalnie przenosić tylko 8 kierowanych pocisków przeciwpancernych) a jej cena prawdopodobnie plasuje ją pomiędzy AH-64E a AH-1Z.

Druga droga zakłada wydłużenie resursów śmigłowców Mi-24 i ich modernizację przez zakłady WZL Nr 1, w tym integrację z nowoczesnymi naprowadzanymi 70 mm rakietami i kierowanymi pociskami przeciwpancernymi (najprawdopodobniej Hellfire albo Spike), modernizację awioniki i ewentualną wymianę silników (być może we współpracy z przemysłem ukraińskim). Możliwa jest też modernizacja i dostosowanie do przenoszenie kpr i nowoczesnych npr zmodernizowanych śmigłowców W-3 Sokół/Głuszec. Śmigłowiec taki z makietami pocisków rodziny Spike był prezentowany przez PZL Świdnik S.A. na targach MSPO w 2016 roku. Drugie rozwiązanie oznaczałoby wybranie wyjścia pośredniego i w dużej mierze opartego na własnym przemyśle. Chodzi tutaj o PZL-Świdnik S.A., należący do włoskiego koncernu Leonardo, należące do Lockheed Martina zakłady w Mielcu, ale także polskie WZL-1. Te ostatnie dokonały w ostatnim czasie zaawansowanej modernizacji senegalskich Mi-24, które otrzymały częściowo nową awionikę i  nowe silniki z ukraińskiej firmy Motor-Sicz. Z kolei PZL Świdnik wraz z ITWL przeprowadził przebudowę 8 śmigłowców W-3 Sokół do standardu W-3PL Głuszec i także wydaje się dysponować odpowiednim potencjałem, szczególnie że jest częścią jednego ze śmigłowcowych potentatów – Leonardo Helicopters. Wybór rozwiązania pośredniego odsunąłby w czasie wybór i zakup śmigłowca docelowego. Otwierałoby to drogę np. do współtworzenia przez polski przemysł śmigłowca projektowanego obecnie przez Leonardo, czyli AW249, opartego na układzie napędowym średniego śmigłowca transportowego AW149 i rozwiązaniach stworzonych dla AW129 Mangusta. Śmigłowiec ten ma być konstrukcją relatywnie ciężką (podobna maksymalna masa startowa jak w przypadku AH-1Z) i zdolną do przenoszenia podobnego ładunku uzbrojenia jak konstrukcje amerykańskie. Ma być też wyposażony w zaawansowane rozwiązania elektroniczne, sensory i mieć możliwość współpracy z bezzałogowcami. Założenia dotyczące tej konstrukcji dopiero się zarysowują, ale gdyby Polska stała się partnerem tego programu, mogłaby wpływać na jej kształt i stworzyć konstrukcję specjalnie przykrojoną do regionalnych potrzeb.

Wnioski

1. Z punktu widzenia obronności Rzeczpospolitej Polskiej bardziej korzystny byłby szybkie zakup i wdrożenie jednej ze sprawdzonych konstrukcji śmigłowca bojowego, przy uzyskaniu możliwie optymalnych warunków współpracy przemysłowej.

2. W obecnej sytuacji gospodarczej i przy licznych pilnych potrzebach jeśli chodzi o modernizację techniczną SZ RP jest wątpliwe czy w perspektywie najbliższych dwóch lat Polskę będzie stać na zakup i wdrożenie jednej ze sprawdzonych konstrukcji śmigłowca bojowego i czy program Kruk znajduje się obecnie wystarczająco wysoko na liście priorytetów.

3. Rozwiązanie pośrednie w postaci modernizacji Mi-24 i/lub W-3 a następnie wejście krajowych zakładów w program AW249, a co za tym idzie jego daleko idąca polonizacja to rozwiązania atrakcyjne z punktu widzenia wzrostu innowacyjności i możliwości polskiego przemysłu obronnego i lotniczego, obarczone jednak ryzykiem wdrożenia na wiele lat rozwiązania prowizorycznego, które może znów okazać się „trwałym prowizorium”. Ryzyko dotyczy także samego W249, którego program, choć oparty na sprawdzonych rozwiązaniach, może napotkać jakieś nieprzewidziane przeszkody. Rozwiązanie pośrednie to również wydawanie dodatkowych środków, podczas gdy można byłoby od razu inwestować w wyrób docelowy i pozyskać w związku z jego zakupem technologie.

4. Wybór między szybkim zakupem a rozwiązaniem pośrednim i rozwijaniem śmigłowca przyszłości to także wybór między chęcią szybkiego, skokowego wzrostu zdolności obronnych RP a długodystansowym rozbudowywaniem przemysłu, w czasie którego kwestie obronne są na drugim planie.

Autor: Maciej Szopa, Research Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Pobierz artykuł w formacie PDF