Poza fałszywym wyborem

Autor foto: FKP

Poza fałszywym wyborem. Rada Pokoju Trumpa jako test reguł i władzy

Poza fałszywym wyborem. Rada Pokoju Trumpa jako test reguł i władzy

20 stycznia, 2026

Poza fałszywym wyborem. Rada Pokoju Trumpa jako test reguł i władzy

Poza fałszywym wyborem

Autor foto: FKP

Poza fałszywym wyborem. Rada Pokoju Trumpa jako test reguł i władzy

Autor: Maciej Dachowski

Opublikowano: 20 stycznia, 2026

Powstanie tzw. Rady Pokoju (Board of Peace), zaproponowane przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, należy traktować nie jako epizod związany z Gazą, lecz jako symptom głębszej transformacji porządku międzynarodowego [1]. Po raz pierwszy od 1945 roku kluczowy aktor nie próbuje reformować istniejących instytucji bezpieczeństwa, lecz świadomie inicjuje wobec nich mechanizm konkurencyjny. Nie oznacza to jeszcze powstania nowego filaru globalnego ładu, lecz próbę przesunięcia granic systemu i test tego, czy w warunkach narastającej nieskuteczności instytucji możliwe jest zarządzanie pokojem i stabilizacją poza ramami prawa, bez odwołań do wspólnych norm i formalnej odpowiedzialności państwowej[2][3].

Ta logika nie pojawia się w próżni. Wcześniejsze decyzje administracji amerykańskiej sygnalizowały odejście od automatyzmu instytucjonalnego i traktowanie uczestnictwa w organizacjach międzynarodowych jako narzędzia warunkowego, podporządkowanego bieżącej kalkulacji politycznej. Rada Pokoju wpisuje się w ten nurt myślenia, w którym precedens zastępuje regułę, a skuteczność operacyjna wypiera normatywne zobowiązania [3][4].

Podobne przesunięcie widoczne jest w innych obszarach globalnego zarządzania, w tym w doborze aktorów zapraszanych do kluczowych formatów politycznych i gospodarczych, takich jak G20. Coraz częściej decyduje nie formalny status państwa, lecz jego użyteczność systemowa i wiarygodność w warunkach fragmentacji porządku międzynarodowego. Rada Pokoju jest najbardziej wyrazistym, choć nie jedynym, przejawem tej zmiany [3] [5].

W tym kontekście warto odnotować przemówienie Sekretarza Generalnego António Guterresa z 15 stycznia 2026 roku, wygłoszone w Nowym Jorku podczas debaty Zgromadzenia Ogólnego Organizacja Narodów Zjednoczonych. Wystąpienie to, które przeszło niemal bez echa, koncentrowało się na usprawnieniach administracyjnych i organizacyjnych systemu ONZ [6].

Doświadczenie historyczne pokazuje jednak, że kluczowe zmiany porządku międzynarodowego rzadko były efektem instytucjonalnej autorefleksji. Reforma systemu Bretton Woods, proces dekolonizacji czy kolejne rozszerzenia ONZ następowały pod wpływem presji geopolitycznej i zmiany układu sił. Nawet Rada Bezpieczeństwa ONZ, powszechnie uznawana za najbardziej problematyczny element systemu, nie została zreformowana mimo trzydziestu lat debat [7].

W tym sensie Guterres broni instytucji przede wszystkim jako formy, a nie jako narzędzia realnego działania. Na przeciwległym biegunie sytuuje się właśnie inicjatywa Trumpa, który nie próbuje zmieniać zasad gry, lecz zmienia samą grę, nie dbając o konsekwencje dla porządku normatywnego. Jest to skrajność rewolucyjna, pozbawiona instytucjonalnych mechanizmów hamujących.

Warto przy tym podkreślić, że konsekwencje tej zmiany wykraczają daleko poza relacje transatlantyckie. Dla państw takich jak Rosja i Chiny inicjatywa Rady Pokoju nie stanowi szoku normatywnego, lecz potwierdzenie kierunku, w którym system i tak zmierza. Moskwa od lat funkcjonuje poza realnymi ograniczeniami instytucjonalnymi, traktując prawo międzynarodowe instrumentalnie, a decyzje polityczne opierając na logice faktów dokonanych. Pekin z kolei konsekwentnie buduje równoległe formaty współpracy i zarządzania, formalnie odwołując się do istniejącego porządku, lecz w praktyce stopniowo go obchodząc. Inicjatywa amerykańska nie tworzy więc nowej rzeczywistości, lecz przyspiesza proces, w którym reguły przestają być wspólnym punktem odniesienia, a stają się jednym z wielu zasobów w grze mocarstw.

W rezultacie analiza inicjatywy Rady Pokoju nie dotyczy wyłącznie Bliskiego Wschodu ani samej Gazy. Dotyczy pytania bardziej fundamentalnego: czy porządek międzynarodowy oparty na instytucjach i prawie międzynarodowym wchodzi w fazę testowania swoich granic, czy też ustępuje miejsca modelowi zarządzania bezpieczeństwem opartemu na władzy, relacjach personalnych i selektywnym dostępie do decyzyjnych formatów.

 

Rada Pokoju jako propozycja i test systemu

Propozycja utworzenia Rady Pokoju została przedstawiona jako instrument nadzoru nad administracją i odbudową Strefy Gazy, o charakterze ograniczonym czasowo i sytuacyjnie. Już na etapie projektu widać jednak, że ambicje inicjatorów wykraczają poza jeden konflikt. Zarówno treść proponowanej karty, jak i sposób zapraszania uczestników wskazują na próbę zdefiniowania nowego mechanizmu zarządzania pokojem, a nie jedynie technicznego narzędzia stabilizacji powojennej.

Szczególnie istotne jest to, że dokument nie odwołuje się do Karty Narodów Zjednoczonych ani do kompetencji ONZ w zakresie utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa [8]. Przeciwnie, sugeruje, że dotychczasowe instytucje zawiodły i powinny zostać zastąpione bardziej elastycznym, politycznie sterowalnym mechanizmem decyzyjnym. Jest to jakościowa zmiana narracji, ponieważ nie chodzi o reformę istniejących struktur, lecz o ich funkcjonalne obejście [7].

W praktyce oznacza to próbę stworzenia struktury, która nie reformuje systemu ONZ, lecz potencjalnie go omija. Rada Pokoju nie posiada kompetencji prawnie wiążących ani formalnego statusu instytucjonalnego, lecz jej znaczenie polega na precedensie: uznaniu, że zarządzanie bezpieczeństwem może odbywać się poza ramami prawa międzynarodowego, bez formalnego mandatu i kolektywnej odpowiedzialności państw [4] [9].

Skala tego odejścia staje się wyraźna w porównaniu z innymi formatami międzynarodowymi, również tymi spoza zachodniego porządku liberalnego. Zarówno Szanghajska Organizacja Współpracy, jak i BRICS deklarują przywiązanie do Karty Narodów Zjednoczonych jako podstawy ładu międzynarodowego, a G20, mimo selektywnego charakteru, nie rości sobie kompetencji w zakresie zarządzania pokojem ani nie kwestionuje roli ONZ wprost [10] [11].

Na tym tle propozycja Rady Pokoju wyróżnia się radykalnie. Jest pierwszym projektem o globalnych ambicjach, który rości sobie kompetencje pokojowe, całkowicie rezygnując z odwołań do Karty Narodów Zjednoczonych nawet na poziomie deklaratywnym. To właśnie ta cecha, a nie zakres planowanych działań, czyni z niej istotny test granic współczesnego porządku międzynarodowego.

 

Zerwanie z zasadą reprezentacji państwowej i logika transakcyjna

Jedną z najbardziej fundamentalnych cech propozycji Rady Pokoju jest personalny charakter członkostwa. Zaproszenia do udziału w Radzie nie są kierowane do państw jako podmiotów prawa międzynarodowego, lecz do konkretnych polityków sprawujących władzę. Potwierdzenie zaproszenia skierowanego do Władimira Putina pokazuje, że adresatem nie jest Federacja Rosyjska jako państwo, lecz sam przywódca [4].

Analogicznie zaproszenia kierowane do innych krajów oznaczają w istocie zaproszenia dla prezydentów lub premierów, a nie dla rządów jako takich. Taki model oznacza odejście od zasady reprezentacji państwowej, będącej jednym z fundamentów systemu westfalskiego, w którym to państwa, a nie osoby sprawujące władzę, są podmiotami stosunków międzynarodowych [9]. W Radzie Pokoju relacja ta zostaje odwrócona: decyzje podejmują liderzy, których mandat wynika z bieżącej pozycji politycznej i relacji personalnych, a nie z trwałych zobowiązań instytucjonalnych.

Konsekwencje takiego rozwiązania są daleko idące. Uczestnictwo w Radzie Pokoju nie wymaga ratyfikacji parlamentarnych ani klasycznej kontroli konstytucyjnej, co w praktyce przenosi kluczowe decyzje dotyczące pokoju i bezpieczeństwa ze sfery prawa i instytucji do sfery relacji personalnych. Taki model zbliża się bardziej do XIX-wiecznej dyplomacji koncertu mocarstw niż do powojennego porządku opartego na regułach i formalnej równości państw [12].

Z personalizacją członkostwa bezpośrednio powiązana jest logika transakcyjna. Projekt karty Rady przewiduje możliwość uzyskania trwałego miejsca w strukturze w zamian za bardzo wysokie wpłaty, które, mimo personalnego charakteru zaproszeń, musiałyby pochodzić z budżetów państwowych lub podmiotów przez państwo kontrolowanych. Powstaje w ten sposób konstrukcja, w której państwo ponosi koszty finansowe bez formalnego statusu członkowskiego, natomiast osoba zaproszona uzyskuje wpływ polityczny bez jednoznacznej odpowiedzialności konstytucyjnej.

Jest to rozwiązanie bez precedensu w nowoczesnym systemie organizacji międzynarodowych. Oznacza ono odejście od zasady równości państw na rzecz hierarchii opartej na sile politycznej, zasobach finansowych i dostępie do decyzyjnych formatów. W tym sensie Rada Pokoju nie tylko testuje granice istniejącego porządku, lecz proponuje alternatywną logikę jego organizacji.

 

Polska w warunkach zmiany reguł gry

Propozycja utworzenia Rady Pokoju, nawet na etapie projektu, sytuuje Polskę w szczególnym punkcie szerszej zmiany reguł gry w polityce międzynarodowej. Kluczowe znaczenie ma fakt, że zaproszenie do nowego formatu ma charakter personalny, a nie państwowy, co przesuwa ciężar uczestnictwa z poziomu instytucjonalnego na poziom indywidualny. W połączeniu z potencjalnymi zobowiązaniami finansowymi tworzy to sytuację, w której państwo ponosi realne koszty i ryzyka polityczne, nie uzyskując jednocześnie formalnego statusu członkowskiego ani jasno zdefiniowanych mechanizmów odpowiedzialności i kontroli.

Z perspektywy strategicznej nie jest to więc wybór zero–jedynkowy. Potencjalne zaangażowanie w Radę Pokoju może zwiększyć krótkoterminową widoczność Polski oraz dostęp do nieformalnych kanałów decyzyjnych w Waszyngtonie, co w świecie coraz silniej opartym na relacjach personalnych ma wymierną wartość. Jednocześnie jednak ujawnia ono napięcie między doraźną skutecznością a długofalowym interesem państwa, które przez dekady opierało swoje bezpieczeństwo na systemie reguł i instytucji, nawet wtedy, gdy system ten funkcjonował w sposób selektywny i niepełny.

W tym miejscu szczególnego znaczenia nabiera perspektywa historyczna. Polska była państwem założycielskim Liga Narodów w 1920 roku oraz Organizacja Narodów Zjednoczonych w 1945 roku. W obu przypadkach nie był to gest symboliczny, lecz świadoma próba osadzenia własnego bezpieczeństwa i suwerenności w ramach instytucjonalnego ładu zbiorowego, który miał ograniczać arbitralność najsilniejszych aktorów systemu międzynarodowego.

Ta sama logika powróciła po rozpadzie porządku jałtańskiego. Po zakończeniu zimnej wojny i rozwiązaniu Układu Warszawskiego w 1991 roku naturalną konsekwencją dla Polski było poszukiwanie trwałych gwarancji bezpieczeństwa w ramach zachodnich struktur instytucjonalnych. Dążenie do członkostwa w NATO, zakończone akcesją w 1999 roku, oraz do  Unii Europejskiej w 2004 roku, nie oznaczało zerwania z wcześniejszym sposobem myślenia o bezpieczeństwie, lecz jego konsekwentną kontynuację w nowych warunkach geopolitycznych.

Z polskiej perspektywy nie był to wybór między suwerennością a instytucjami, lecz próba wzmocnienia suwerenności poprzez instytucjonalne zakotwiczenie. Doświadczenia międzywojenne, powojenne i zimnowojenne ukształtowały przekonanie, że dla państwa średniej wielkości, położonego w strefie trwałych napięć strukturalnych, kluczowe znaczenie ma nie tylko własny potencjał, lecz także przewidywalność i trwałość ram zbiorowego bezpieczeństwa.

Jednocześnie polska historia dostarcza równie silnych dowodów na to, że instytucje w momentach próby często zawodzą. Zarówno w okresie międzywojennym, jak i w czasie zimnej wojny, kluczowe decyzje dotyczące bezpieczeństwa zapadały poza formalnymi strukturami, a gwarancje instytucjonalne okazywały się niewystarczające wobec brutalnej logiki siły.

To podwójne doświadczenie, inwestowania w instytucje oraz wielokrotnego doświadczania ich nieskuteczności, sprawia, że Polska nie mieści się dziś w prostym podziale między obroną statusu quo a akceptacją świata precedensów. Polska perspektywa jest bardziej wymagająca. Zakłada, że instytucje są potrzebne, lecz nie reformują się same; że reguły wymagają ochrony, lecz nie kosztem ich realnej funkcji; oraz że obejście instytucji może być skuteczne krótkoterminowo, lecz niesie długofalowe ryzyka systemowe.

W tym sensie ostrożność wobec propozycji Rady Pokoju nie jest wyrazem pasywności ani braku ambicji. Wynika z doświadczenia państwa, które przez dekady konsekwentnie opierało swoje bezpieczeństwo na regułach i instytucjach, a jednocześnie wielokrotnie przekonywało się, że w momentach przesilenia mechanizmy te przestają działać w sposób automatyczny. Polska perspektywa nie polega więc ani na bezkrytycznej obronie istniejącego porządku instytucjonalnego, ani na akceptacji świata precedensów pozbawionych ram normatywnych.

Istota obecnego dylematu polega na konieczności funkcjonowania poza tym fałszywym wyborem. Oznacza to uznanie, że instytucje pozostają ważnym elementem stabilności międzynarodowej, lecz nie gwarantują jej same z siebie, a działania podejmowane poza nimi mogą przynosić doraźne efekty, jednocześnie generując koszty systemowe. W takich warunkach kluczowe staje się nie opowiedzenie się po jednej ze skrajności, a zachowanie zdolności manewru i oceny konsekwencji w świecie, w którym relacja między regułami a władzą ulega trwałemu przekształceniu.


________________________

Przypisy

[1] Biały Dom, Presidential Statement on the Establishment of the Board of Peace, Waszyngton, styczeń 2026.

[2] G. John Ikenberry, After Victory: Institutions, Strategic Restraint, and the Rebuilding of Order after Major Wars, Princeton University Press, 2001.

 [3] Barry Buzan, George Lawson, The Global Transformation: History, Modernity and the Making of International Relations, Cambridge University Press, 2015.

 [4] Stephen Krasner, Sovereignty: Organized Hypocrisy, Princeton University Press, 1999.

 [5] G20, Leaders’ Declaration, New Delhi, 2023.

 [6] António Guterres, Secretary-General’s Remarks to the General Assembly on Priorities for 2026, New York, 15 January 2026.

 [7] Ian Hurd, After Anarchy: Legitimacy and Power in the United Nations Security Council, Princeton University Press, 2007.

 [8] Organizacja Narodów Zjednoczonych, Charter of the United Nations, San Francisco, 1945.

 [9] Hedley Bull, The Anarchical Society: A Study of Order in World Politics, Palgrave Macmillan, 1977.

 [10] Shanghai Cooperation Organisation, Charter of the Shanghai Cooperation Organisation, St. Petersburg, 2002.

 [11] BRICS, Johannesburg Declaration, XV BRICS Summit, 2023.

 [12] Paul W. Schroeder, The Transformation of European Politics 1763–1848, Oxford University Press, 1994.

[13] United Nations Development Programme, UN Reform and System Coordination – Background Note, UN Secretariat, 2025.

[14] Adam Watson, The Evolution of International Society, Routledge, 1992.

[15] Timothy Garton Ash, Free World: Why a Crisis of the West Reveals the Opportunity of Our Time, Penguin, 2023.

[16] Reuters, Trump invites selected leaders to join new Gaza ‘Board of Peace’, January 2026.