Dziwny sojusz – polityka USA wobec irackiego Kurdystanu

Dziwny sojusz – polityka USA wobec irackiego Kurdystanu

Stany Zjednoczone i Kurdowie, szczególnie od czasów drugiej wojny w Zatoce Perskiej i  upadku reżimu Saddama Husajna, pozostają sojusznikami. Wynika to głównie z pragmatyzmu Amerykanów i dostosowania ich polityki do realiów Bliskiego Wschodu. Kurdowie odnieśli znaczne sukcesy w walce z tzw. Państwem Islamskim (IS), utrzymując odbite terytoria i prowadząc kolejne ofensywy przeciwko siłom IS np. w Mosulu. Kurdyjskie tendencje niepodległościowe i większe wsparcie polityczne oraz militarne spotykały się jednak ze sceptycyzmem Waszyngtonu. Choć administracja prezydenta B. Obamy popiera niepodzielność terytorium Iraku, nie można wykluczyć zmiany tej polityki, szczególnie jeśli po wyborach prezydenckich w 2016 r. do władzy dojdą Republikanie.

Od momentu rozpoczęcia walk z tzw. Państwem Islamskim można było zaobserwować spory związane m.in. z dozbrajaniem Kurdów przez Stany Zjednoczone oraz iracki rząd w Bagdadzie. Jak twierdzą kurdyjscy dowódcy, kurdyjskim bojownikom – Peszmergom – brakuje podstawowego umundurowania i wyposażenia (kamizelek kuloodpornych, nakolanników, zestawów medycznych, amunicji, broni i ciężkiego sprzętu – czołgów, artylerii rakietowej i haubic). Przykładem może być przekazanie Kurdom jedynie 25 pojazdów opancerzonych MRAP (Mine Resistant Ambush Protected) z 250 przydzielonych rządowi w Bagdadzie przez USA oraz żadnego z 1000 HMMMV i 75 czołgów Abrams. Ograniczony dostęp do uzbrojenia i sprzętu wojskowego wynika z pośrednictwa irackiego Ministerstwa Obrony, które decyduje o podziale otrzymanej pomocy wojskowej wedle własnego uznania, na czym najczęściej cierpią oddziały kurdyjskie.

Stany Zjednoczone również nie wspierały w wystarczającym zakresie Kurdów. Jednym z przykładów może być zatwierdzony przez Kongres USA w listopadzie 2014 r. Fundusz Irackiego Szkolenia i Uzbrojenia (Iraq Train and Equip Fund). W jego ramach m.in. Kurdowie mieli otrzymać 219 moździerzy oraz 720 pojazdów taktycznych HMMMV, ciężarówki, cysterny paliwowe oraz pojazdy inżynieryjne. W połowie marca 2015 r. minister spraw zagranicznych Kurdyjskiego Rządu Regionalnego (Kurdistan Regional Government, KRG) Falah Mustafa potwierdził, że Kurdowie wciąż nie otrzymali obiecanego sprzętu. Niewątpliwym ciosem dla rządu w Irbilu był brak zaproszenia dla przedstawiciela Kurdów na styczniowe spotkanie koalicji państw wymierzonej w tzw. Państwo Islamskie w Londynie. Rzeczniczka prasowa Departamentu Stanu USA Jennifer Psaki dała do zrozumienia, że premier Haider al-Abadi będzie jedynym reprezentantem Iraku, co spotkało się z rozczarowaniem ze strony prezydenta Masuda Barzaniego. Na kolejne spotkanie przedstawicieli koalicji, które odbyło się w czerwcu 2015 r. w Paryżu, przedstawiciele KRG, również nie zostali zaproszeni.

Nowa polityka wobec irackich Kurdów?

Na początku maja 2015 r. w Waszyngtonie gościła delegacja KRG na czele z prezydentem Barzanim, wiceministrem Qubadem Talabanim oraz szefem wywiadu Masrourem Barzanim. W trakcie wizyty doszło m.in. do spotkania z Barackiem Obamą i Joe Bidenem. Głównym tematem rozmów była walka z tzw. Państwem Islamskim oraz bezpośrednie wsparcie finansowe i militarne dla Kurdów irackich. Ponowiono także gwarancje dostarczenia obiecanej broni dla Peszmergów. Masud Barzani w późniejszych wywiadach prasowych podziękował za wsparcie USA w walce z tzw. Państwem Islamskim, a także amerykańskim przedsiębiorcom, którzy postanowili pozostać w Iraku pomimo trwających działań wojennych.

Niewątpliwym sukcesem kurdyjskiej „dyplomacji” było uchwalenie przez Izbę Reprezentantów USA (15 maja 2015 r.) projektu nowego budżetu obronnego (the National Defense Authorization Act) na rok budżetowy 2016, który wymaga jeszcze uzgodnienia z wersją Senatu i akceptacji Białego Domu. Zgodnie z ustawą co najmniej 25 proc. z 715 mln dolarów przeznaczonych dla rządu w Iraku ma trafić bezpośrednio do Kurdów i sunnickich oddziałów plemiennych. Drugą istotną, ale również kontrowersyjną, zmianą jest zgoda na bezpośrednie dostarczenie broni do KRG oraz oddziałów sunnickich ,,jako państwu”. Stany Zjednoczone będą mogły udzielić Kurdom bezpośredniego wsparcia, bez pośrednictwa rządu w Bagdadzie.

O zmianie podejścia administracji amerykańskiej zadecydowały trzy czynniki. Po pierwsze, armia rządu w Bagdadzie okazała się niezdolna do prowadzenia skutecznych działań przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu i wielokrotnie pokazała brak dyscypliny na polu walki (m.in. w Ramadi oraz w Mosulu), co spowodowane jest głębszą identyfikacją religijną niż państwową żołnierzy oraz strachem przed schwytaniem przez brutalne oddziały tzw. Państwa Islamskiego. Drugim czynnikiem jest postępująca ofensywa tzw. Państwa Islamskiego, która zagroziła stolicy Iraku – Bagdadowi. Mimo przeprowadzenia ok. 4 tys. nalotów państw koalicji na cele tzw. Państwa Islamskiego, wciąż nie widać ich wymiernych efektów. Wyjątkiem są tereny zajęte przez Kurdów w Iraku i Syrii, gdzie operacje powietrzne koalicji stanowią znaczące wsparcie dla walczących tam oddziałów kurdyjskich. Po trzecie, Stany Zjednoczone dostrzegły wzrost wpływów Iranu w regionie, które są negatywnie odbierane przez sojuszników USA (w szczególności Arabię Saudyjską i Izrael oraz irackich sunnitów, którzy czuli się odsunięci od władzy po obaleniu Husajna). Trzeba jednak pamiętać, że trudno będzie ograniczyć irańskie wpływy w Iraku, ponieważ większość ludności tego państwa stanowią szyci (60-75 proc.). Istotne jest również wsparcie militarne Iranu (m.in. irańskie samoloty szturmowe Su-25, czołgi T-60 i T-72, samobieżne wyrzutnie rakietowe BM-21 Grad) oraz wysłanie co najmniej 1 tys. doradców wojskowych. Niemniej niepodległy Kurdystan nie byłby na rękę władzom Iranu, ponieważ mogłoby to wzmocnić separatyzm kurdyjski w Iranie, gdzie Kurdowie stanowią około 10 proc. społeczeństwa.

Sytuacje komplikuje fakt, iż sami iraccy Kurdowie są podzieleni. Pomoc Teheranu trafia głównie do oddziałów formowanych przez partię PUK (Patriotyczna Unia Kurdystanu), partię Goran (Zmiana) oraz PKK (Partia Pracujących Kurdystanu), którym bliższy jest właśnie sojusz z Iranem. Natomiast rządzące stronnictwo Barzanich z KDP (Kurdyjska Partia Demokratyczna) promuje sojusz z Amerykanami i do pewnego stopnia z Turcją. Innym istotnym czynnikiem są prowadzone od dłuższego czasu zakulisowe rozmowy USA z Kurdami z PYD/PKK w Syrii. Im mocniejsza pozycja PYD w regionie tym bardziej zyskuje linia irańska, co może wpływać na politykę w Iraku. Turcji ten stan rzeczy nie odpowiada i grozi wkroczeniem na terytorium Syrii, by osłabić siły PYD. Same zastraszanie ma też pokazać Waszyngtonowi, że PYD – uważane przez Ankarę za organizacje terrorystyczną – nie jest najlepszym partnerem do rozmów.

Kurdowie upatrują szansę na wzmocnienie pozycji międzynarodowej KRG w zmianie na stanowisku prezydenta USA. Republikanie wydają się bardziej skłonni do wspierania Kurdów i ich dążeń do niepodległości. Republikańscy kandydaci na urząd prezydenta (m.in. Jeb Bush i Rand Paul) wyrazili aprobatę dla tych działań, zauważając słabość poprzedniej polityki utrzymania jedności Iraku.

Autor: Łukasz Kobierski, stażysta w zespole analitycznym Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: YPJ