KOMENTARZ PUŁASKIEGO – W.Repetowicz: Eskalacja konfliktu o Górski Karabach

KOMENTARZ PUŁASKIEGO – W.Repetowicz: Eskalacja konfliktu o Górski Karabach

Walki o Górski Karabach, wznowione 27 września br. w wyniku wcześniej przygotowanego ataku Azerbejdżanu, mogą okazać się długotrwałe i krwawe o ile społeczność międzynarodowa nie wywrze nacisku na ich przerwanie. Szczególnie niepokojące jest przy tym zaangażowanie Turcji, która z racji swego członkostwa w Grupie Mińskiej OBWE powinna zachowywać neutralność. Rola Rosji nie jest tak jednoznaczna mimo łączącego ją z Armenią sojuszu. Może ona również starać się narzucić Armenii rozwiązanie, które da Rosji większą kontrolę nad tym krajem, a jednocześnie wzmocni jej pozycję w systemie transakcyjnych negocjacji z Turcją.

Geneza

Geneza konfliktu o Górski Karabach sięga 1920 r., gdy na mocy traktatów zawartych przez ówczesne bolszewickie władze Rosji oraz rodzącą się Republikę Turecką, trzy regiony (Górski Karabach, Nachiczewan oraz Zangezor), zamieszkane w większości przez Ormian, miały znaleźć się w granicach Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Tereny te nie należały wcześniej do Imperium Osmańskiego, a Rosja zajęła je w pierwszej połowie XIX w. w wyniku wojen z Persją. Motywowana ideologią panturkizmu Turcja dążyła jednak do przyłączenia terenów zamieszkanych przez ludność tureckojęzyczną na Południowym Kaukazie, a wspomniane powyżej armeńskie regiony oddzielały ją od nowopowstałej Republiki Azerbejdżanu. Zajęcie południowokaukaskich republik przez bolszewików i ich sojusz z liderem Turcji Ataturkiem doprowadził do kompromisu, którym był podział Armenii, a także stworzenie połączenia między Turcją a Azerbejdżańską SRR. Tak się nie stało, gdyż Zangezor stawił opór i w rezultacie został jednak przyłączony do Armeńskiej SRR. Górski Karabach i Nachiczewań stały się Autonomicznymi Obwodami w ramach Azerbejdżańskiej SRR i w okresie ZSRR władzom tej radzieckiej republiki udało się niemal zupełnie unicestwić żywioł ormiański w Nachiczewanie. Próby podobnych działań w Górskim Karabachu skończyły się niepowodzeniem, gdyż Ormianie stanowili tam ok. 90 % mieszkańców w chwili przyłączenia do Azerbejdżańskiej SRR (w 1991 r. – 77 %). Polityka władz doprowadziła w 1987 r. do masowych protestów, które po rozpadzie ZSRR spowodowały ogłoszenie przez Górski Karabach niepodległości i rozpoczęcie wojny. W 1994 r., gdy Ormianie uzyskali przewagę, z inicjatywy Rosji ogłoszone zostało zawieszenie broni ale konflikt nie został nawet zamrożony, lecz przeszedł w fazę niskiej intensywności z okresowymi eskalacjami (największa w 2016 r).

Przyczyny eskalacji

Za najnowszą eskalację odpowiada Azerbejdżan i wspierająca go Turcja. Świadczą o tym trwające od kilku tygodni przygotowania Azerbejdżanu, które zostały poprzedzone wspólnymi azerbejdżańsko-tureckimi manewrami. Azerbejdżan dokonał koncentracji swoich sił na linii rozgraniczenia, natomiast Turcja przerzuciła do Azerbejdżanu pewne ilości swojego sprzętu wojskowego, w tym drony typu Bayraktar, a także najemników z Syrii (podawane są różne liczby, najczęściej 500, 4000 i 8000). O przygotowaniu ataku przez Azerbejdżan świadczy też to, że w chwili jego rozpoczęcia na linii rozgraniczenia obecna była nawet turecka telewizja.

Fakt, iż atak został przygotowany, a nie był spontaniczny, zainicjowany kolejnym incydentem, wskazuje na to, że celem jest siłowe rozwiązanie problemu, a to oznacza długie i niszczycielskie walki, a także groźbę pogromów. Azerbejdżan dysponuje znacznie lepiej wyposażoną i liczniejszą armią co wynika z jego większej populacji i PKB. Dochody z ropy i gazu, a także powiązania z różnymi krajami kupującymi te surowce, spowodowały, że Azerbejdżan uwierzył w to, że jest w stanie rozstrzygnąć spór na drodze militarnej. Nie bez znaczenia jest też to, że podsycając nacjonalistyczne nastroje azerbejdżański przywódca Ilham Alijew odwraca uwagę swojego społeczeństwa od problemów wewnętrznych, w tym korupcji i nepotyzmu.

Zaangażowanie Turcji wynika z prowadzonej przez jej przywódcę Recepa Tayyipa Erdogana polityki ekspansjonistycznej, której częścią jest również pantureckie dążenie do tworzenia wspólnoty krajów tureckojęzycznych, z przewodnią rolą Turcji. Konsekwencją budowy takiej wspólnoty jest też kontrola Turcji nad ważnymi szlakami handlowymi. Armenia jest tymczasem klinem blokującym takie połączenie. Nie bez znaczenia są też problemy wewnętrzne Turcji (spadek popularności Erdogana oraz pogarszająca się sytuacja ekonomiczna), a także zdecydowana reakcja Francji, Egiptu i Grecji na ekspansjonistyczne działania na Morzu Śródziemnym oraz Afryce Północnej. W takiej sytuacji wojna o Górski Karabach odwraca uwagę tureckiej opinii publicznej od problemów oraz niepowodzeń i może podtrzymać wizerunek Erdogana jako silnego przywódcy.

Rosja, w przeciwieństwie do Turcji nie wspiera jednoznacznie żadnej ze stron, mimo że Armenia jest członkiem stworzonej przez nią Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), a na terenie Armenii znajduje się rosyjska baza wojskowa. Rosja utrzymuje jednak również bardzo dobre relacje z Azerbejdżanem i do niedawna była jego głównym dostawcą broni. Brak rozwiązania konfliktu jest przy tym korzystny dla Rosji, gdyż utrzymuje Armenię w stanie zagrożenia i ogranicza jej swobodę w polityce zagranicznej. Każda eskalacja ma bowiem przypominać, że Armenia nie może liczyć na pomoc Zachodu i tylko Rosja może ją ochronić. W ostatnich latach w Armenii  narastał przy tym sceptycyzm, a nawet niechęć wobec Rosji. Dlatego korzystne dla Kremla byłoby narzucenie Armenii nowego rozwiązania w sprawie Karabachu. Było to omawiane kilka dni przed rozpoczęciem walk w czasie spotkania Siergieja Ławrowa z przewodniczącą azerbejdżańskiego parlamentu. Tereny otaczające Górski Karabach miałyby być zwrócone Azerbejdżanowi, łączność między Górskim Karabachem a Azerbejdżanem wznowiona, a do samej enklawy weszłyby rosyjskie „siły pokojowe”. Takie rozwiązanie powodowałoby zerwanie bezpośredniego połączenia między Armenią a Górskim Karabachem i pozostawiłoby tamtejszą ludność na łasce i niełasce Rosjan, dlatego też realizacja tego planu możliwa jest tylko jeśli sytuacja militarna Armenii będzie fatalna. Nie jest to jednak oczywiste bo dysproporcje w uzbrojeniu i ilości wojsk Armenia niweluje wyższym morale oraz korzystną dla niej topografią rejonu starć. Ponadto z racji członkostwa w OUBZ może oczekiwać od Rosji jakiegoś wsparcia militarnego ale wyłącznie jeśli zagrożone byłoby terytorium Armenii, a nie Górskiego Karabachu. Rosja przy tym nie będzie chętna bezpośrednio angażować się w spór militarnie po stronie Armenii, gdyż komplikowałoby to jej relacje z Turcją oraz Azerbejdżanem.

Wojna azersko-armeńska nie ma bezpośrednich konsekwencji dla Europy, jednak jeśli Armenia znajdzie się w defensywie to może zaatakować rurociągi transportujące gaz i ropę z Azerbejdżanu do Turcji i dalej do Europy. Negatywne będzie też dalsze związanie Armenii z Rosją poprzez narzucenie niekorzystnego dla Armenii rozwiązania. Ponadto brak reakcji na wysokie straty cywilne i ewentualne pogromy może wpłynąć negatywnie na wizerunek Europy i USA, zwłaszcza w świetle zaangażowania członka NATO tj. Turcji w ten konflikt.

Unia Europejska oraz USA powinny zatem naciskać na Azerbejdżan oraz Turcję by przerwałydziałania zbrojne przeciwko Armenii i Górskiemu Karabachowi, nie ograniczając się przy tym do zdawkowych deklaracji ale podejmując w razie potrzeby dalej idące kroki z sankcjami włącznie. Nie można również dopuścić do tego by kluczową rolę w mediacji odgrywała Rosja. NATO nie może natomiast tolerować aktywnego udziału Turcji w walkach. Tymczasowym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie sił pokojowych ONZ (z wyłączeniem krajów bezpośrednio zaangażowanych) na linię rozgraniczenia. Natomiast ostateczne rozwiązanie konfliktu musi uwzględniać prawo ludności Górskiego Karabachu do samostanowienia oraz ich bezpieczeństwo, co wyklucza powrót tego regionu pod administrację Azerbejdżanu. Kompromis może natomiast polegać na zwróceniu Azerbejdżanowi terenów okupowanych, nie należących przed 1991 r. do Górskiego Karabachu, z wyjątkiem tych które zapewniają połączenie Armenii z Górskim Karabachem, w zamian za uznanie  przez Azerbejdżan prawa ludności Górskiego Karabachu do samostanowienia, w tym ewentualnego połączenia się z Armenią lub niepodległości.

Autor: Witold Repetowicz, Research Fellow w Programie Polityka Międzynarodowa Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: Minister of Defence of the Republic of Armenia