Historyczne porozumienie i nowy Bliski Wschód?

Ramowe porozumienie Iranu z państwami grupy P5+1 (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz Niemcy) określone zostało przez prezydenta Baracka Obamę historycznym. Na jego mocy rzeczywistość w regionie Bliskiego Wschodu może niebawem zmienić się, czemu już towarzyszą głośne kontrowersje. Być może już za kilka miesięcy Iran – z perspektywy zachodniej – będzie ponownie traktowany w kategoriach partnera. Wszystko wyjaśni się jednak dopiero 30 czerwca 2015 r., po podpisaniu ostatecznej umowy. Zakładany duży krok naprzód w relacjach Zachodu z Iranem pozostaje niezmiennie alarmem dla Izraela i Arabii Saudyjskiej. Rezultat rozmów w Lozannie to zwiastun umocnienia irańskiej pozycji na Bliskim Wschodzie, co może mieć zarówno konstruktywne, jak i niebezpieczne konsekwencje dla światowego systemu bezpieczeństwa.

Możliwość rychłego otwarcia na inwestycje potężnego (80 mln mieszkańców) rynku irańskiego jest niezwykle kuszącą perspektywą. Z powodu nakładanych przez Zachód sankcji, irańska gospodarka odczuwa deficyt inwestycji. Natychmiast po uzgodnieniu ramowego porozumienia w irańskich mediach pojawiły się informacje, że wraz ze stopniowym znoszeniem sankcji odblokowywane będą kolejne inwestycje i przedsięwzięcia międzynarodowe z udziałem Iranu. Teheran zamierza przede wszystkim umożliwić zachodniemu kapitałowi inwestycje w irański sektor wydobywczy i petrochemiczny. Irańska petrochemia potrzebuje nowoczesnych technologii i środków finansowych rzędu 31 mld USD, by dokończyć ponad 60 rozpoczętych projektów. Zakładając, że planowane inwestycje dojdą do skutku, szacuje się, że w 2020 roku Iran może wyprodukować 100 mln ton produktów petrochemicznych (obecnie produkuje ok. 60 mln ton). Tymczasem spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach stał się odczuwalny już po wstępnym porozumieniu w Lozannie. Nie bez znaczenia jest, że w kontekście globalnym pojawią się też nowe możliwości dla współpracy z Iranem ChRL i Indii. Paradoksalnie trwała umowa z Iranem może poprzez zbliżenie z Zachodem odciągnąć Iran od Rosji, co w obecnych realiach może okazać się dla Zachodu korzystne.

Kolejnym pozytywnym aspektem możliwego zbliżenia z Iranem będzie otwarcie się nowych perspektyw dla skutecznego zwalczania tzw. Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii. Oczywiście Iran ma inną niż Zachód wizję przyszłości obu tych państw i jego priorytetem będzie nie tylko stabilizacja regionu i zniszczenie elementów fundamentalistycznych, lecz także konsekwentne budowanie sfery wpływów w arabskim Żyznym Półksiężycu, co wymierzone jest w regionalnych rywali – Arabię Saudyjską i Izrael.

W najbliższym czasie spodziewane jest dalsze zaognienie konfliktu sunnicko-szyickiego w świecie muzułmańskim i możliwe są kolejne szyickie rebelie w państwach arabskich (szczególnie w Bahrajnie), co budzi duży niepokój w Arabii Saudyjskiej i innych arabskich monarchiach subregionu Zatoki Perskiej. Żywotną przestrogą jest mający już miejsce krwawy konflikt w Jemenie. Media irańskie uważają interwencję państw arabskich w Jemenie za saudyjską agresję na ten kraj, podczas gdy państwa arabskie wprost oskarżają Iran o podsycanie szyickiej rebelii. Konflikt jemeński, podobnie jak tzw. Państwo Islamskie, najprawdopodobniej długo będzie angażował cały region. Interesujące w tym kontekście są też głosy pojawiające się w kręgach politycznych innych (słabszych i niearabskich) państw muzułmańskich, które wzywają do odcinania się od proxy war pomiędzy Iranem i Arabią Saudyjską w Jemenie, by uniknąć niebezpieczeństwa otwarcia się kolejnego frontu na ich terytoriach.

Izrael również ma prawo do obaw w związku z nadchodzącymi zmianami, gdyż to Islamska Republika Iranu jest przezeń uznawana za największe zagrożenie dla interesów i bezpieczeństwa państwa. Wzmocniony, wolny od sankcji i otwarty na współpracę z mocarstwami Iran to poważny problem dla władz Izraela, którym ciężko będzie pogodzić się ze zmianami na geopolitycznej mapie regionu. Izrael będzie zatem szukał możliwości wywarcia wpływu na amerykański Kongres, by storpedować ostateczną umowę z Iranem lub chociażby znacząco zmodyfikować (na niekorzyść IRI) jej kształt. Co istotne, jest to w zasięgu możliwości Izraela. Prezydent Obama i inni zwolennicy porozumienia z Iranem będą zmuszeni w najbliższym czasie starać się o odpowiedni pakiet na rzecz zabezpieczenia interesów i bezpieczeństwa Izraela, by umowa z Iranem mogła wejść w życie. Będzie to trudne, zwłaszcza, że Iran stawia sobie dziś za niemal równorzędne cele – walkę z syjonizmem Izraela i takfiryzmem tzw. Państwa Islamskiego.

Problematyczna pozostaje też sama kwestia nuklearna – czyli odpowiedź na pytanie: czy Iran na mocy porozumienia przestanie być uznawany za państwo zagrażające światu swymi nuklearnymi ambicjami. Z jednej strony efekt lozańskich rozmów zakłada zdecydowane ograniczenia w zakresie działania irańskiego programu atomowego, z drugiej jednak Iran wciąż będzie uznawany za państwo progowe, mogące w kontekście odpowiednich uwarunkowań międzynarodowych w krótkim czasie wyprodukować broń nuklearną, by odstraszyć lub zagrozić swym wrogom.

Kwestia umowy z Iranem, choć jej perspektywa jest dziś niezwykle bliska, nadal pozostanie źródłem emocji i kontrowersji, które już w nadchodzących tygodniach mogą dać o sobie znać m.in. poprzez odrodzenie kolejnych ognisk zapalnych sunnicko-szyickiej rywalizacji na Bliskim Wschodzie, również w samym Iranie.

Autor: Jakub Gajda, Research Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego