KOMENTARZ: Rosyjskie samoloty (przejściowo) rozmieszczone w Iranie – czy to początek bliższej współpracy Teheran-Moskwa-Ankara?

KOMENTARZ: Rosyjskie samoloty (przejściowo) rozmieszczone w Iranie – czy to początek bliższej współpracy Teheran-Moskwa-Ankara?

Chociaż rosyjskie samoloty wojskowe pierwszy raz lądowały w irańskiej bazie sił powietrznych w ubiegłym roku, to dopiero podobne działania z ostatnich dni wywołały zainteresowane mediów międzynarodowych, a także części irańskich deputowanych. Ci bowiem zwrócili uwagę na możliwość naruszenia irańskiej konstytucji, zakazującej stałej obecności obcych sił wojskowych na terenie tego państwa. Wydarzenie jest bezprecedensowe i rodzi zasadne tezy o rodzącej się bliższej współpracy Iranu i Rosji, a także Turcji, która jest zmuszona szukać nowych sojuszników.

Czasowe rozmieszczenie rosyjskich bombowców taktycznych Su-34 oraz strategicznych Tu-22M3 w bazie sił powietrznych Szahid Nodże w północno-zachodniej prowincji Hamedan zostało potwierdzone nie tylko zdjęciami satelitarnymi, ale również w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli irańskich i rosyjskich. Stwierdzono, że maszyny te są wykorzystywane do uderzeń na siły dżihadystów w Syrii. Jednocześnie warto nadmienić, że Rosjanie korzystali z bazy już w 2015 roku. Wówczas na zdjęciach satelitarnych dostrzeżono tam Su-34 i transportowe Ił-76. Teraz sytuacja jest jednak inna, jako że w ubiegłym roku rosyjskie samoloty korzystały jedynie z międzylądowania, podczas gdy teraz zostały tam rozmieszczone czasowo, a więc także korzystały z pełnej obsługi lotniskowej, a nie tylko z tankowania.

Wydarzenie jest bezprecedensowe, bowiem od 1979 roku na terytorium Iranu nie stacjonowały żadne obce siły wojskowe. Konstytucja Islamskiej Republiki Iranu w artykule 146 jednoznacznie głosi, iż „jakiekolwiek utworzenie obcej bazy wojskowej na terytorium Iranu, także w celach pokojowych, jest zakazane”. Obawiając się złamania zapisów ustawy zasadniczej, grupa dwudziestu irańskich parlamentarzystów, głównie z kół konserwatywnych, ale także reformatorzy, powołując się na artykuł 69 konstytucji o prawie parlamentu do informacji, wezwała o zwołanie niejawnego posiedzenia w sprawie umowy z Rosją. Jej istnienie pośrednio potwierdził sekretarz Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa Ali Szamchani, który stwierdził na łamach miejscowej prasy, że „współpraca pomiędzy Teheranem a Moskwą w zakresie zwalczania terroryzmu w Syrii jest strategiczna. Wymieniliśmy się w tej kwestii środkami i obiektami”. Szczegóły porozumienia nie są jednak znane. Ali Laridżani, marszałek parlamentu, stwierdził jedynie, że nieprawdziwe są doniesienia jakoby Iran wydzierżawił Rosjanom bazę, a mowa jedynie o przyjęciu samolotów.

Oś Teheran-Moskwa

Wydarzenie oceniać można z perspektywy zarówno operacyjnej jak i strategicznej. Z tej pierwszej należy zauważyć, że możliwość wykorzystywania baz wraz z obsługą na terenie Iranu znacząco ułatwiłoby rosyjskim siłom powietrznym prowadzenie nalotów na obszar Syrii, gdzie funkcjonuje baza lotnicza w pobliżu Latakii. Jest ona jednak za mała, aby mogły z niej operować bombowce strategiczne Tu-22M3, zmuszone do startowania z baz sił powietrznych na terenie południowo-zachodniej Rosji. Za sprawą dostępu do bazy Szahid Nodże Moskwa mogłaby wykonywać więcej lotów przy mniejszych kosztach, a także mogłaby szybciej reagować na sytuację na terenie Syrii. Według strony rosyjskiej czas nalotu skróciłby się aż o 60 procent. Co więcej, samoloty mogłyby zabrać na pokład więcej amunicji w miejsce paliwa. Dotyczy to jednak Tu-22M3, a nie Su-34, które mogą operować z syryjskiej bazy w pobliżu Latakii. Przyczyny ich rozmieszczenia na terenie Iranu pozostają na chwilę obecną niejasne. Być może Rosjanie chcą posiadać samoloty w Iranie, gdzie jest bezpieczniej, a starty maszyn nie mogą być obserwowane przez dżihadystów. W odniesieniu do Tu-22M3 bezpośrednim powodem może być planowana ofensywa w Aleppo, które pozostaje podzielone pomiędzy siły rządowe a rebelianckie. Pomimo zaangażowania sił irańskich i rosyjskich, na początku sierpnia dżihadystom udało się przerwać okrążenie we wschodniej części miasta.

W wymiarze strategicznym wydarzenie analizować można z perspektywy relacji rosyjsko-irańskich, które uległy zacieśnieniu za sprawą wojny w Syrii. Udzielenie prawa dostępu rosyjskim samolotom można odbierać jako gest dobrej woli ze strony Teheranu, a także chęć zwiększenia intensywności nalotów Rosji na cele w Syrii. Sytuacja prezydenta Baszara al-Asada, którego wspiera zarówno Rosja jak i Iran, pozostaje krytyczna. Zwiększenie liczebne kontyngentu irańskiego w Syrii, wykorzystanie Hezbollahu, a także wysłanie do tego państwa szyickich bojowników z Afganistanu i Pakistanu, w ramach dwóch dowodzonych przez oficerów irańskich brygad wielonarodowych, nie doprowadziło do przełomu na korzyść sił rządowych. Straty irańskie w Syrii rosną. Osiągnęły one poziom krytyczny – irańska prasa informowała o niezadowoleniu rekrutów w jednej z dywizji Korpusu Strażników Rewolucji, którzy nie chcą wyjeżdżać na wojnę do Syrii, skąd konieczne okazało się wycofanie 25 Dywizji „Karbala” Korpusu Strażników Rewolucji. Co więcej, wspomniany marszałek parlamentu Ali Laridżani, komentując prasowe doniesienia o statusie sił rosyjskich w Iranie, przyznał, że Teheran liczy na większe zainteresowanie Rosji sytuacją w Jemenie, gdzie toczy się obecnie wojna domowa, a Iran pośrednio walczy przeciwko zaangażowanej w ten konflikt Arabii Saudyjskiej.

Ostatecznie jednak już w sierpniu rosyjskie samoloty zostały z Iranu wycofane, co jest najprawdopodobniej efektem upublicznienia ich obecności i wyraźnego sprzeciwu irańskich parlamentarzystów. Nie można jednak wykluczyć, że rosyjskie samoloty zostaną ponownie rozmieszczone w Iranie. Taką możliwość potwierdził na łamach irańskich mediów Ali Szamchani, który stwierdził, że zależeć to będzie od „rozwoju sytuacji w Syrii”.

Turcja w kalkulacjach Iranu i Rosji

Istotnym elementem tej strategii może być próba poszerzenia współpracy Teheran-Moskwa o Ankarę. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w ostatnich tygodniach wyraźnie zbliżył się do Rosji, co z wielkim zadowoleniem przywitał Iran (prezydent tego państwa Hasan Rouhani był jednym z pierwszych szefów rządu na świecie, którzy zadzwonili po tureckim puczu do Erdogadana ze słowami poparcia). Korzystając ze zmieniających się uwarunkowań Ankarę odwiedził już minister spraw zagranicznych Iranu Mohamad Dżawad Zarif, którego niezwykle ciepło przyjął jego turecki odpowiednik Mevlut Cavusoglu. Spotkał się także z prezydentem Erdoganem i premierem Binalim Yildirimem. Doszło także do niespodziewanego spotkania obu ministrów w Teheranie, gdzie niedługo zagości prezydent Erdogan. Dojdzie wówczas najprawdopodobniej do trójstronnej, rosyjsko-turecko-irańskiej, wymiany zdań. Wiceminister spraw zagranicznych Iranu Ibrahim Rahimpour otwarcie stwierdził, że Teheran rozmawia z Moskwą na temat wsparcia Turcji, która – przynajmniej z perspektywy Rosjan i Irańczyków – powinna zostać wypchnięta jak możliwie najdalej z systemu zachodniego w stronę współpracy regionalnej z Rosją i Iranem. Otwierając się na Turcję, Rosja i Iran przyspieszają odsuwanie się Ankary od Europy, a szczególnie od Stanów Zjednoczonych, które w ostatnim czasie zbliżyły się do Kurdów, co niepokoi zarówno Turcję jak i Iran, ale również Rosję (nie z powodu kurdyjskiego, ale bliskości do Kaukazu, będącego rosyjską strefą wpływów). Dla Iranu zbliżenie może oznaczać korzystne odsunięcie się Turcji od Arabii Saudyjskiej oraz utrudnienie normalizacji turecko-izraelskiej.

Należy jednak pamiętać, że Ankara ciągle sprzeciwia się pozostaniu prezydenta Baszara al-Asada u władzy. Krytykuje także rosyjskie naloty na siły, które Turcja wspiera. Jeżeli więc oś Teheran-Moskwa-Ankara powstanie to będzie miała ona charakter raczej tymczasowy, jako że różnic strategicznych w dłużej perspektywie nie uda się najprawdopodobniej pogodzić. Z drugiej jednak strony Turcja, mocno rozczarowana Europą i Stanami Zjednoczonymi, może być zmuszona zrezygnować z części swoich postulatów, jako że Ankara nie może prowadzić efektywnej polityki zagranicznej nie mając żadnych państw sobie przyjaznych (nie tylko wobec Syrii, ale przede wszystkim Kurdów, co naturalnie zbliża Turcję do Iranu). Już teraz Turcja pochwaliła Iran i Rosję za „pozytywną rolę w rozwiązaniu kryzysu syryjskiego” oraz osiągnęła wstępne porozumienie z Teheranem w tej sprawie (zapewne w odniesieniu do kwestii kurdyjskiej, która niepokoi zarówno Ankarę jak i Teheran). Wolta Erdogana jest możliwa tym bardziej, że przed 2011 rokiem Turcja miała przyjazne relacje z prezydentem al-Asadem. Rezygnacja z obecnej strategii wymierzonej w syryjski reżim nie byłaby więc aż tak zaskakująca, jak mogłoby się wydawać. W tym kontekście warto zapamiętać słowa, które dzień po wizycie Zarifa w Ankarze powiedział dziennikarzom premier Turcji Binali Yildirim: „jeśli w nadchodzących miesiącach zobaczycie istotne zmiany w Syrii, nie bądźcie zaskoczeni”.

Najprawdopodobniej rodząca się obecnie oś Turcji, Iranu i Rosji stanowi poważne zagrożenie dla Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Zachowanie Turcji w transatlantyckim systemie, nie tylko formalnie, ale także w wymiarze współpracy praktycznej, będzie niezwykle trudne. Zachód nie może jednak stosować wobec Turcji żadnych ustępstw i obiecywać korzyści za wyraźny powrót do systemu transatlantyckiego, bowiem zostałoby to odebrane jako kolejny przejaw słabości. Jedynym możliwym działaniem jest przekonanie Turcji, że odejście od europejskich i amerykańskich partnerów będzie dla Ankary bardzo niekorzystne.

Autor: Robert Czulda, Research Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: Alexander Beltyukov