Mułła Omar nie żyje – koniec Ruchu Talibów?

Mułła Omar nie żyje – koniec Ruchu Talibów?

Mułła Omar zginął w 2013 roku. Informacje o jego śmierci, choć kilkakrotnie pojawiające się w różnych mniej lub bardziej wiarygodnych źródłach, zostały ostatecznie potwierdzone przez afgański rząd, a także Szurę z Kwety (dowództwo Islamskiego Emiratu Afganistanu czyli Ruchu Talibów) dopiero 30 lipca 2015 r. Nasuwają się pytania: dlaczego dezinformacja ze strony Ruchu Talibów trwała tak długo i dlaczego fakt śmierci Mohammada Omara został potwierdzony akurat w tym okresie. Pewnym jest, że ten fakt wpłynie na bezpieczeństwo i proces stabilizacji Afganistanu oraz na dalsze losy Ruchu Talibów.

Niejasna przyszłość

Talibowie w Afganistanie stracili w ostatnich miesiącach dużą część swoich ludzi głównie za sprawą wojny ideologicznej z tzw. Państwem Islamskim (ISIS). Wielu bojowników lojalnych dotychczas wobec Szury z Kwety, w pierwszej połowie 2015 r. zdecydowało się na przejście pod sztandar ISIS. Jako przyczynę odwrócenia się „żołnierzy” i niższych rangą dowódców, wielu obserwatorów wskazywało niejasną sytuację wokół przywódcy talibów – mułły Mohammada Omara, który pozostawał w ukryciu od początku amerykańskiej interwencji w Afganistanie w 2001 roku. Mułła Omar, który również wcześniej unikał częstego publicznego ujawniania swego wizerunku, po wyznaczeniu nagrody za jego głowę zupełnie zniknął i jedynie przez pośredników wydawał rozkazy i oświadczenia. Miejsce pobytu Omara również pozostawało niewiadomym. Lider talibów prawdopodobnie przebywał w Kwecie, bądź innym pakistańskim mieście, choć nie brakowało głosów, że nigdy nie wyjechał z Afganistanu i dowodził rebelią z afgańskiej ziemi. Wrogowie Ruchu Talibów, jak i jego zwolennicy i członkowie nie mieli zasadniczo żadnych informacji o przywódcy Islamskiego Emiratu. Rodziło to wątpliwości, czy mułła Mohammad Omar wciąż żyje i okazało się decydujące przy wyborze dokonanym przez wielu jego ludzi, którzy na przełomie 2014/2015 roku zaczęli zwracać się ku „żywemu” i „autentycznemu” przekazowi samozwańczego kalifa Ibrahima (Abu Bakra Al-Baghdadiego) pomimo, że przywódca ISIS nie jest Afgańczykiem. Kilka miesięcy później, po krwawych starciach w Afganistanie pomiędzy zwolennikami obu wspomnianych konkurencyjnych formacji dżihadystycznych, stało się jasne, że tzw. Państwo Islamskie stanowi realne zagrożenie nie tylko dla władz Afganistanu, lecz również dla afgańskich ugrupowań rebelianckich niechętnych do podporządkowania się ideologii ISIS. Stąd też, jak można przypuszczać, udało się na początku lipca 2015 r. przeprowadzić rzekomo bardziej konstruktywne niż dotychczas rozmowy pokojowe pomiędzy kabulskim rządem oraz przedstawicielami Ruchu Talibów. Rozmowy te odbyły się w Pakistanie (to istotne, gdyż najważniejszym sojusznikiem Ruchu Talibów nieoficjalnie określany jest pakistański wywiad – ISI). Jak zatem się okazało, wspólny zmotywował zwaśnione strony do podjęcia wyczekiwanego od lat dialogu.

Wiadomość o śmierci mułły Omara pojawiła się w tygodniu, w którym miała rozpocząć się druga runda rozmów przedstawicieli władz Afganistanu z talibami. Opublikowanie tej informacji uruchomiło lawinę zdarzeń, która najprawdopodobniej oznacza całkiem nowe rozdanie w toczącym się od 36 lat konflikcie. Niespodziewanie może doprowadzić nawet do ostatecznego upadku Ruchu Talibów. Istotna może okazać się w tym kontekście wypowiedź pełniącego obowiązki ministra obrony Afganistanu M. M. Stanekzaja, który podkreślił, że talibowie (niżsi rangą) i ich zwolennicy zostali oszukani w wojnie z afgańskim rządem, walcząc na rzekomy rozkaz dowódcy, który nie żyje od dwóch lat. „Jak oni mają ufać tym, którzy ich oszukują” – mówił mając na myśli dowództwo Ruchu Talibów afgański polityk. Argument ten za pewne trafi do wielu talibów, co może poważnie osłabić siłę Ruchu. Pozostaje jednak pytanie: czy afgańscy dżihadyści będą teraz skłonni do pojednania z rządem w Kabulu, czy może tłumnie zasilą szeregi budowanego przez ISIS w Afganistanie Emiratu Chorasanu.

Problem sukcesji

Na następcę mułły Mohammada Omara wyznaczony został dotychczasowy numer dwa w Ruchu Talibów – mułła Achtar Mohammad Mansur. Ten fakt natychmiast wywołał kontrowersje, gdyż Mansur okrzyknięty został „wyborem pakistańskich służb”, a swoje roszczenia do sukcesji zaczęli zgłaszać również inni wysocy rangą przywódcy Ruchu Talibów. Wśród nich jest m.in. mułła Jaqub – syn Omara, rzekomo namaszczony przez samego mułłę na następcę. Spory w dowództwie będą trwały, co nieuchronnie grozi Ruchowi Talibów defragmentacją. Po informacji o wyborze Mansura na głównego przywódcę grupy z zajmowanego oficjalnego stanowiska zrezygnował m.in. Sajed Tajib Agha z katarskiego przedstawicielstwa Ruchu Talibów i negocjator w rozmowach z afgańskim rządem. Choć zapewnił on, że pozostanie w szeregach talibów, nie sposób nie zauważyć pęknięcia w strukturze niezdradzającej dotychczas zbyt wielu rozbieżności. Wcześniej biuro w Katarze zdystansowało się od rozmów pokojowych w Pakistanie. Co istotne, w swym przesłaniu po mianowaniu na przywódcę, również mułła Mansur określił rozmowy pokojowe mianem „propagandy wroga”. Taki stan rzeczy dał zielone światło na zintensyfikowanie działań zbrojnych przeciwko talibom rządowi Afganistanu. Wykorzystać sytuację ma zamiar wiceprezydent i doświadczony (acz kontrowersyjny) przywódca afgańskich Uzbeków – generał Raszid Dostum, który zaczął mobilizować siły przeciwko talibom na północy kraju. Mobilizacja przychodzi jednak w trudnym momencie. Afgańska rzeczywistość po zakończeniu misji ISAF ponownie przybiera kształty krwawego konfliktu. Statystyki ofiar cywilnych oraz strat i dezercji po stronie Afgańskich Narodowych Sił Bezpieczeństwa są najwyższe od kilku lat. Niemniej pojawiła się możliwość realnego nacisku na zaangażowanych w zbrojną walkę talibów i ich dowódców, którzy obecnie, jak podkreślił R. Dostum „sami nie wiedzą, o co walczą”. Szansa na pokonanie talibów w walce, jak i na wypracowanie porozumienia z częścią z nich jest większa niż kiedykolwiek. Niemniej po możliwej porażce talibów najpoważniejszym problemem Afganistanu i regionu może okazać się ekspansja tzw. Państwa Islamskiego, które w wypadku rozpadu Ruchu Talibów z pewnością wchłonie dużą część najbardziej radykalnych elementów tego ugrupowania. ISIS jest przy tym, w swoim założeniu i w odróżnieniu od Ruchu Talibów, tworem ponadnarodowym i globalnym, a zatem stanowi znacznie większe zagrożenie dla regionu Azji Południowej i Centralnej.

Autor: Jakub Gajda, Research Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego