Robert Cheda dla WP: Rosyjscy kibole jak „zielone ludziki”. Ulubieńcy władz i żelazny elektorat

Robert Cheda dla WP: Rosyjscy kibole jak „zielone ludziki”. Ulubieńcy władz i żelazny elektorat

• Rosyjscy chuligani sieją spustoszenie we Francji, zadziwiając „profesjonalnym” przygotowaniem i dyscypliną
• Jak przyznał jeden z chuligańskich liderów, wzorem dla nich byli polscy kibole
• Władze na Kremlu świadomie tolerują działalność chuliganów, a politycy chwalą ich wybryki
• To celowe działanie rosyjskich władz – ocenia Robert Cheda

Po tym, co stało się w Marsylii przed, w trakcie i po meczu Anglia-Rosja, sława rosyjskich chuliganów zaczęła ich wyprzedzać. Przed kolejnym meczem „Sbornej”, władze miasta Lille, gospodarza spotkania, wprowadziły zakaz sprzedaży alkoholu. Jednak jeśli ruch ten miał utemperować rosyjskich kiboli, to prawdopodobnie nie okaże się skuteczny. Z prostego powodu: wywołujący bójki Rosjanie to nie klasyczni chuligani znani z poprzednich mistrzostw. To kibole nowej generacji. I to nie alkohol jest ich paliwem.

– Wielu z tych ludzi to bokserzy czy amatorzy mieszanych sztuk walki, którzy często prowadzą bardzo zdrowy tryb życia, unikając alkoholu, który kiedyś był częścią tej subkultury – wyjaśnia agencji Reuters Andriej Małosolow, współzałożyciel Związku Kibiców Rosji.

– Aby tak walczyć, długo ćwiczą na siłowni i to dlatego są tak dobrze wyszkoleni i gotowi do walki. Jeśli chodzi o zagraniczne ekspedycje, różne „firmy” rywalizujących ze sobą klubów jednoczą się, by bić kibiców innych krajów – opowiada WP Svetlana Stevenson, socjolog badająca rosyjski świat przestępczy.

Rosyjskich chuliganów napędza więc nie alkohol, lecz coś innego: specyficznie pojmowany „patriotyzm”. Środowiska „fanatów” – bo tak ich się w Rosji nazywa – od dawna związane są ze skrajną prawicą i środowiskami neonazistowskimi. W Rosji, poza biciem się nawzajem, często polują na imigrantów z Kaukazu i Azji Środkowej. Za granicą ich celem jest pokazanie wyższości nad innymi nacjami. Anglicy z ich historyczną reputacją prekursorów chuliganizmu, byli szczególnie łakomym celem. Robią to zresztą przy aplauzie części rosyjskich polityków i mediów.

Zielone światło z Kremla

„Nie widzę nic złego w bójce fanatów. Wręcz przeciwnie – zuchy ci nasi chłopcy. Tak trzymać” – dopingował na Twitterze Igor Lebiediew, poseł do Dumy, działacz rosyjskiego związku piłki nożnej i prywatnie syn Władimira Żyrinowskiego. Z kolei rzecznik rzecznik Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej (rosyjskiego odpowiednika Prokuratury Generalnej) Władimir Markin zasugerował, że francuska policja nie mogła poradzić sobie z „normalnymi mężczyznami” z Rosji, bo przyzwyczajona jest do zabezpieczania gejowskich parad. Zaś państwowy kanał telewizyjny Rossija 24 opisał napaść Rosjan na angielskich kibiców w Marsylii w następujący sposób: „250 rosyjskich kibiców odparło atak kilku tysięcy Anglików i zmusiło ich do ucieczki”. Podobnie do sprawy podszedł sympatyzujący z Kremlem tabloid „Komsomolskaja Prawda”, który uznał, że we Francji trwa obecnie „alternatywne Euro” i to rosyjscy kibole są faworytami rozgrywek.

Tak beztroskie, a nawet entuzjastyczne nastawienie środowisk związanych z Kremlem do tych chuligańskich wyczynów nie jest przypadkiem. Jak mówi WP Robert Cheda, ekspert Fundacji Pułaskiego i były oficer Agencji Wywiadu, stosunek władz kraju do rosyjskich chuliganów jest podobny do relacji na linii władza-mafia: ich działalność jest tolerowana, o ile będą lojalni wobec Kremla.

– To jest twardy elektorat nie tylko dla władz w Moskwie, ale też w skali lokalnej są bardzo ważną częścią elektoratu wszystkich lokalnych oligarchów, gubernatorów i biznesmenów. Uczestniczą w akcjach wyborczych, demonstracjach politycznych – mówi Cheda. – To szczególnie dobrze widać na przykładzie Zenita Sankt-Petersburg, klubu gdzie w radzie nadzorczej są wszyscy święci, z Miedwiediewem, szefem Gazpromu i szefami służb na czele. Ci kibice są tam wręcz dopieszczani, związki kibicowskie są dofinansowane przez państwowe koncerny czy władze regionalne – dodaje.

Jak twierdzi Aleksandr Wierchowski, dyrektor Centrum Sowy, organizacji pozarządowej badającej rasizm i ksenofobię w Rosji, kibole służą też często politykom i biznesmenom jako ludzie od „mokrej roboty”, kiedy trzeba lub zastraszyć politycznego oponenta lub rozwiązać biznesowy spór. Ofiarą takiego zlecenia wykonanego prawdopodobnie przez chuliganów był w 2010 roku m.in. dziennikarz i krytyk Kremla Oleg Kaszin.

– Istniało wiele dowodów na związki chuliganów z byłym szefem prezydenckiej administracji, a obecnie doradcą Putina Władimirem Surkowem – mówi Stevenson. – Byli postrzegani jako potencjalni sojusznicy przeciwko „kolorowym rewolucjom” – dodaje.

Zielone ludziki

Środowisko „fanatów” okazało się też stanowić dobrą pulę rekrutów do „zielonych ludzików” w wojnie w Donbasie. Kibole entuzjastycznie zareagowali na projekt „Noworosji” – choć wielu z nich krytykuje na internetowych forach prezydenta Putina za to, że nie posunął się na Ukrainie dalej. Najbardziej znanym przedstawicielem środowiska był gorliwy kibic Zenita, neonazista Aleksiej Milczakow, który w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej dorobił się statusu niemal celebryty, będąc jednym z dowódców ochotniczego batalionu „Rusicz”, słynącego z okrucieństwa i neonazistowskich sympatii.

Co ciekawe, napisy „Rusicz” przewijają się na kominiarkach pojedynczych kiboli na zdjęciach z zadymy na stadionie w Marsylii. Ale nie jest to jedyne podobieństwo do „zielonych ludzików” z Donbasu. Niemal wszyscy świadkowie rozrób z ich udziałem podkreślają świetną, niemal wojskową organizację i dyscyplinę napastników, a także przygotowanie taktyczne: atakują znienacka, wybierają łatwe cele, a czasem nawet przebierają się za kibiców innych drużyn, siejąc spustoszenie „na tyłach wroga”.

Przykład z Polski

Według Svetlany Stevenson, jest to efekt nowej filozofii rosyjskich kiboli, zwanej „rosyjskim stylem”. O ile kiedyś „fanaci” bili się głównie na stadionach, teraz częściej ich walki przenoszą się poza nie, w ramach tzw. ustawek. To wymusiło na nich lepsze przygotowania, częstsze treningi i bardziej „sportowe” podejście do bójek. Co ciekawe, wzorowali się w tym na… polskich kibolach. Tak przynajmniej mówił w wywiadzie dla niszowego portalu hooliganstv.com lider jednej z „firm” Spartaka Moskwa o pseudonimie „Wasilij the Killer”.

– Od 2010 r. kultura kibicowska w Rosji znacząco się zmieniła – weszliśmy w fazę „bójek leśnych” – polskiego formatu. To jest jak jakiś sport i jest bardzo popularne. Tak popularne, że teraz tylko najlepsze polskie firmy mogą rywalizować z rosyjskimi – mówił przywódca „Gladiators 96”, który według brytyjskich mediów jest teraz także jednym z liderów kiboli „Sbornej” we Francji.

Jak podał dziennik „Guardian”, Rosja była krajem, który w najmniejszym stopniu współpracował z organizatorami turnieju w zakresie bezpieczeństwa. O ile kraje takie jak Niemcy czy Wielka Brytania wysłały przed turniejem listy niebezpiecznych kibiców liczące po kilka tysięcy nazwisk, Rosjanie ograniczyli się do trzydziestu. Zdaniem Roberta Chedy, to, że tak wielu „profesjonalnych” chuliganów z Rosji mogło znaleźć się we Francji to nie przypadek.

– To nie jest żadne niedopatrzenie, tylko celowe działanie. Wydaje się, że ich wyjazd to jeden z elementów promowania lojalności wobec Kremla, bo ktoś im tę podróż musiał opłacić. Tymczasem to są ludzie z nizin społecznych. Ktoś im zapewne zadał zadanie ekspozycji rosyjskości na stadionie, a oni to przyjęli po swojemu – podsumowuje Cheda.

Zdjęcie: Eric Salard, Wikimedia Commons

Artykuł dostępny jest na portalu Wirtualna Polska