wenezuela
Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego

Wenezuela i powrót imperium: gdy porządek załamuje się na mocy precedensu.
8 stycznia, 2026


wenezuela
Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego
Wenezuela i powrót imperium: gdy porządek załamuje się na mocy precedensu.
Autor: Maciej Dachowski
Opublikowano: 8 stycznia, 2026
Wydarzenia rozgrywające się w Wenezueli mają znacznie większe znaczenie niż tylko gwałtowne usunięcie autorytarnego prezydenta. Stanowią one kluczowy moment w ewolucji systemu międzynarodowego w formie, w jakiej funkcjonował on od połowy XX wieku. Załamaniu nie uległa iluzja stabilności, lecz proceduralna wstrzemięźliwość, która przez dekady oddzielała samą zdolność użycia siły od jej formalnego przyzwolenia. Rozróżnienie między władzą sprawowaną a władzą autoryzowaną – kluczowe dla porządku po 1945 roku – zostało teraz otwarcie odrzucone. W Wenezueli linia ta została przekroczona świadomie, a nie przypadkowo.
Istnieje niewielka rozbieżność analityczna co do natury reżimu Nicolása Maduro. Nie był on demokratyczny ani jakkolwiek odpowiedzialny przed obywatelami; doprowadził do zapaści gospodarczej, represji i upadku instytucji państwowych. Jednak sama nielegalność reżimu nie legitymizuje automatycznie metod jego usunięcia. Zasadniczym problemem ujawnionym przez ostatnie wydarzenia nie jest sama zasadność obalenia rządów Maduro, lecz pytanie, czy ich zewnętrznie narzucone zakończenie utrwala doktrynę o konsekwencjach wykraczających daleko poza Caracas [1].
To, co odróżnia Wenezuelę od wcześniejszych przykładów, to nie samo użycie siły. Porównywalne wzorce bezpośredniego przymusu były już widoczne w działaniach Rosji w Gruzji w 2008 roku, po uznaniu Abchazji i Osetii Południowej, a później na Ukrainie, gdzie interwencja wojskowa przebiegała bez międzynarodowej autoryzacji i w otwartym lekceważeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych [2]. Jakościowa zmiana dotyczy jednak innego wymiaru tego procesu.
W przypadku Wenezueli to nie mocarstwo rewizjonistyczne działające na obrzeżach systemu rezygnuje z arbitrażu, lecz główny architekt tego systemu. Nie podjęto tu żadnej poważnej próby uzyskania międzynarodowej autoryzacji, nie odwołano się do ONZ, nie użyto wielostronnego języka wyjątku, który pozwoliłby osadzić operację w ramach prawnych [3]. Siła została wykorzystana bezpośrednio i uzasadniona skutecznością oraz interesem, a nie procedurą. Oznacza to jakościową zmianę w sposobie manifestowania autorytetu w systemie międzynarodowym. Jest to interwencja pozbawiona nawet symbolicznych ram legitymizacyjnych, a tym samym interwencja, której granice nie są już instytucjonalnie definiowane [4].
Nowość przypadku wenezuelskiego nie polega na samym działaniu, lecz na tożsamości podmiotu, który się go dopuszcza: to główny gwarant systemu, a nie rewizjonistyczny pretendent, otwarcie porzuca arbitraż, spychając długotrwałą erozję w nową, decydującą fazę.
Organizacja Narodów Zjednoczonych — od arbitra do instytucji nieistotnej
Zmiana ta następuje w systemie osłabionym już przez dekady instytucjonalnej erozji. Powołana w 1945 roku, aby rozstrzygać o użyciu siły i przekładać potęgę na legitymację, Organizacja Narodów Zjednoczonych nie funkcjonuje już jako znaczące źródło egzekwowania prawa czy autorytetu [2][6]. Jej paraliż był widoczny od lat, szczególnie w konfliktach angażujących wielkie mocarstwa, ale przypadek Wenezueli oznacza diametralną zmianę. To, co obserwujemy, to już nie paraliż spowodowany polityką weta czy impasem instytucjonalnym. Jest to instytucjonalna nieistotność jako strukturalna cecha systemu. Nie chodziło jedynie o brak zgody Rady Bezpieczeństwa, lecz o brak nawet symbolicznych wysiłków na rzecz umiędzynarodowienia działań poprzez alternatywne ścieżki wielostronne, gdy Rada Bezpieczeństwa była przewidywalnie zablokowana.
Gdy zmiana reżimu i rządy tymczasowe następują bez choćby nominalnej osłony multilateralizmem, prawo międzynarodowe traci swój resztkowy autorytet. Logika legitymacji ustępuje miejsca hierarchii. Reguły przestają funkcjonować jako ograniczenia i stają się retorycznymi artefaktami, przywoływanymi wybiórczo po fakcie. Mocarstwo nie szuka już walidacji poprzez procesy instytucjonalne. Ogłasza się samo i działa na podstawie zdolności oraz własnego interesu.
Jednocześnie analitycznym błędem byłoby twierdzenie, że ONZ kiedykolwiek realnie ograniczała wielkie mocarstwa. To, co miało znaczenie, to zatem nie powściągliwość, lecz wyłączność. System międzynarodowy funkcjonował nie dlatego, że interwencje były zakazane, ale dlatego, że legitymizacja była racjonowana [5][7]. Tylko ograniczona liczba aktorów mogła interweniować bez doprowadzenia do upadku systemu jako całości. ONZ nie zapobiegała użyciu przymusu, lecz strukturyzowała oczekiwania dotyczące tego, którzy aktorzy mogą sięgać po siłę bez ryzyka systemowej delegitymizacji. To właśnie ta hierarchia legitymacji, a nie uniwersalne przestrzeganie zasad, ulega teraz erozji.
Nawet gdy Stany Zjednoczone naruszały ducha reguł, podtrzymywały fikcję systemowego nadzoru – fikcję, której aktorzy rewizjonistyczni nigdy nie posiadali, a która jest teraz świadomie odrzucana.
Asymetria zimnej wojny i upadek legitymacji: jak precedens zastąpił przyzwolenie
Porządek międzynarodowy po 1945 roku funkcjonował nie dlatego, że władza była ograniczona, ale dlatego, że była asymetrycznie legitymizowana. Stany Zjednoczone, jako główny architekt i kotwica ONZ, zachowały przywilej narracyjny, którego nie posiadał żaden inny aktor. Nawet gdy Waszyngton naruszał deklarowane normy, mógł wiarygodnie stwierdzić, że działa w obronie samego systemu [7]. Hipokryzja nie była anomalią systemu, lecz jego mechanizmem stabilizującym. Pozwalała ona absorbować naruszenia norm bez doprowadzania do jego całkowitego załamania.
Związek Radziecki, dla kontrastu, działał jako pretendent do moralnego centrum systemu. Behawioralnie symetria była wyraźna. Oba supermocarstwa wielokrotnie ingerowały w wewnętrzne sprawy innych państw. Stany Zjednoczone robiły to skrycie i jawnie, od Iranu w 1953 i Gwatemali w 1954, po Chile w 1973 roku. Związek Radziecki działał nie mniej zdecydowanie, od Węgier w 1956 i Czechosłowacji w 1968, po Afganistan w 1979 roku, a także poprzez stałe zaangażowanie na Kubie i w Wietnamie. Systemowo jednak symetria nie istniała. Interwencje radzieckie odczytywano jako niszczące system, podczas gdy amerykańskie częściej przedstawiano jako go chroniące [5]. Różnica nie tkwiła w postępowaniu, lecz w uznanym autorytecie. Wenezuela demonstruje załamanie tego rozróżnienia – moment, w którym hegemon przyjmuje metody i postawę pretendenta.
Ta asymetria ograniczała proliferację interwencji. System nie zakazywał ingerencji; on racjonował legitymację. Tylko niewielka liczba aktorów mogła naruszać normy bez wywoływania systemowego rozpadu. Dla większości państw interwencja pozostawała zbyt kosztowna. ONZ nie zapobiegała przymusowi, lecz strukturyzowała oczekiwania co do tego, kto może go stosować relatywnie bezkarnie.
Logika ta została przewidziana już po I wojnie światowej. Woodrow Wilson rozumiał, że pokoju nie da się utrzymać bez wiążących instytucji zdolnych do osadzenia potęgi w kolektywnych ramach. Upadek Ligi Narodów nie był spowodowany słabością jej zasad, lecz odmową Stanów Zjednoczonych zakotwiczenia się w systemie, który same pomogły zaprojektować [7]. Gdy Waszyngton się wycofał, porządek uległ fragmentacji, za co Europa zapłaciła wysoką cenę. Porozumienie po 1945 roku było próbą naprawienia tego błędu poprzez instytucjonalizację potęgi amerykańskiej, zamiast pozwalania jej na działanie poza systemem.
Erozja tego układu nie zaczęła się od Wenezueli. Rozwijała się stopniowo po zakończeniu zimnej wojny poprzez serię interwencji, które przekształciły wyjątek w precedens. Interwencja NATO w Kosowie w 1999 roku nie posiadała wyraźnej autoryzacji Rady Bezpieczeństwa, jednak przedstawiano ją jako unikalną i niepodlegającą uogólnieniu [4]. Co kluczowe, nastąpiła po niej międzynarodowa administracja pod auspicjami ONZ. Nawet przeciwnicy interwencji, w tym Rosja, argumentowali w ramach tej samej gramatyki prawnej, odwołując się do integralności terytorialnej i autorytetu Rady Bezpieczeństwa. System się ugiął, ale nie pękł.
Retoryka ta osłabła wraz z Irakiem w 2003 roku. Inwazja, przeprowadzona w oparciu o kwestionowane interpretacje wcześniejszych rezolucji ONZ, pokazała, że ominięcie Rady Bezpieczeństwa niesie ze sobą ograniczone koszty długoterminowe, nawet gdy uzasadnienie prawne upada [8]. Zmiana reżimu bez autoryzacji stała się wyobrażalna. Afganistan osłabił system z przeciwnej strony. Interwencja rozpoczęta w 2001 roku z wyraźną autoryzacją Rady Bezpieczeństwa i szeroką legitymacją, zakończyła się dwie dekady później instytucjonalną zapaścią. Wniosek był jednoznaczny: wielostronna autoryzacja nie gwarantowała już skuteczności ani trwałego porządku. Legitymacja straciła swoją wartość funkcjonalną [8].
Decydująca zmiana doktrynalna nastąpiła w 2008 roku. Deklaracja niepodległości Kosowa bez zgody Rady Bezpieczeństwa została potraktowana przez Moskwę nie jako bałkańska anomalia, lecz jako systemowe pęknięcie. Rosja odrzuciła Kosowo, powołując się wprost na zasady ONZ, a następnie zastosowała tę samą logikę odwrotnym kierunku, uznając Abchazję i Osetię Południową po wojnie z Gruzją. Od tego momentu przyzwolenie ustąpiło miejsca precedensowi. ONZ przestała rozstrzygać o wynikach, a stała się instrumentem przywoływanym wybiórczo po tym, jak fakty zostały już dokonane [9].
Kolejne kryzysy wzmocniły ten wzorzec. Libia w 2011 roku pokazała, jak ograniczony mandat ONZ może zostać rozszerzony do zmiany reżimu, co trwale podważyło zaufanie do multilateralnych autoryzacji [10]. Syria potwierdziła porażkę z drugiej strony: gdy interesy wielkich mocarstw zderzają się bezpośrednio, Rada Bezpieczeństwa staje się teatrem wet, a nie miejscem rozwiązań. Do czasu aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku i pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku, erozja arbitrażu była już zaawansowana. Prawo międzynarodowe przetrwało w sferze retorycznej, ale w praktyce podążało za siłą mocarstw [11].
Ta sekwencja nie przedstawia listy odizolowanych przypadków, lecz spójny proces. Potęga przestała podlegać arbitrażowi, a została znormalizowana poprzez precedens. Legitymacja przestała być przyznawana ex ante (przed faktem), a zaczęła być roszczona ex post (po fakcie). System nie pyta już, kto ma przyzwolenie na działanie. Pyta tylko o to, kto zadziałał skutecznie..
Wenezuela jako kulminacja, nie anomalia
Wenezuela stanowi kulminację opisanej powyżej trajektorii nie dlatego, że wprowadza nową formę interwencji, lecz dlatego, że jest momentem, w którym architekt systemu zachowuje się tak, jakby był mocarstwem rewizjonistycznym. W przeciwieństwie do Kosowa (1999), Iraku (2003) czy Libii (2011), nie podjęto próby przedstawienia interwencji jako wyjątkowej, tymczasowej czy przeznaczonej do umiędzynarodowienia. Nie ma języka rozszerzenia mandatu, obietnic kontynuacji instytucjonalnej ani wysiłków, by osadzić te działania w szerszym procesie wielostronnym. ONZ nie jest sparaliżowana ani zablokowana. Jest po prostu ignorowana. To punkt, w którym długotrwała erozja zmienia się w otwartą akceptację.
To, co czyni ten moment analitycznie odrębnym, to nie skala interwencji, lecz brak jej uzasadnienia. Wcześniejsze przypadki opierały się na minimalnym oczekiwaniu, że legitymacja wciąż ma znaczenie, nawet jeśli była naciągana lub kwestionowana. W przypadku Wenezueli to oczekiwanie przestaje mieć jakikolwiek wpływ na działania. Władza jest manifestowana bezpośrednio, bez performatywnego obowiązku poszukiwania międzynarodowej walidacji. System nie pyta już, czy istnieje przyzwolenie. Działa tak, jakby przyzwolenie było nieistotne.
Gdy taka logika zostanie znormalizowana, nie da się jej ograniczyć geograficznie. Jeśli Stany Zjednoczone roszczą sobie dyskrecjonalne prawo do przemodelowania Wenezueli w imię stabilności i interesów strategicznych, norma powstrzymująca podobne roszczenia w innych miejscach upada. Jakim argumentem można odmówić Rosji porównywalnego prawa do narzucenia preferowanego porządku na Ukrainie? Na jakiej podstawie można mówić Chinom, że Tajwan to kategorycznie inna sprawa, a nie tylko kwestia czasu, zdolności i kalkulacji strategicznej?
W systemie rządzonym przez precedens, a nie arbitraż, wystarczy możliwość działania. Gdy jeden aktor wykaże, że instytucjonalne przyzwolenie jest opcjonalne, inni muszą jedynie udowodnić, że ich roszczenia są porównywalne. Tak właśnie mnożą się arbitralne interwencje: nie poprzez formalną doktrynę, lecz poprzez zademonstrowaną praktykę.
Konsekwencje dla systemu międzynarodowego i Europy: Chaos jako doktryna
Dla Europy skutki precedensu wenezuelskiego są głęboko niepokojące. Uwaga polityczna jest skończona, a strategiczna przepustowość ograniczona. Pojawienie się nowego środka ciężkości na półkuli zachodniej bezpośrednio konkuruje z istniejącymi zobowiązaniami i zmienia priorytety w sposób strukturalny, a nie tymczasowy. Ukraina, tocząca już wojnę określaną jako egzystencjalna dla bezpieczeństwa europejskiego, ryzykuje, że zostanie sprowadzona do jednego z wielu teatrów działań, a nie centralnym testem porządku międzynarodowego [11].
Zmiany tej nie należy błędnie odczytywać jako zmęczenia moralnego czy obojętności politycznej. Jest to proces strukturalnej repriorytetyzacji nierozerwalnie związany z systemem, w którym nie ma już arbitrażu. W środowisku międzynarodowym kształtowanym przez uznaniową potęgę, a nie reguły, konsekwencja przestaje być nagradzana. Liczy się natomiast szybkość, widoczność i zdolność do narzucania faktów dokonanych. Fokus strategiczny przesuwa się nie w stronę konfliktów najbardziej istotnych z punktu widzenia norm, lecz ku tym, które wymagają natychmiastowej reakcji i oferują wymierną kartę przetargową.
Unia Europejska jest szczególnie narażona na tę dynamikę [13]. Jej tożsamość polityczna została zbudowana na założeniu, że reguły poprzedzają potęgę, a prawo ogranicza siłę. W miarę erozji arbitrażu, założenie to staje się coraz trudniejsze do utrzymania w praktyce. Europa zachowuje wagę gospodarczą i zasięg regulacyjny, ale ma trudności z przełożeniem tych atutów na działania strategiczne w systemie, gdzie legitymacja nie jest już nadawana ex ante, lecz zawłaszczana ex post. Skutkiem jest fragmentacja zamiast spójności i reaktywność zamiast wyznaczania agendy.
Historycznie porządki międzynarodowe wyłaniały się dopiero po głębokich pęknięciach poprzedniego. Ład z 1815 roku nastąpił po klęsce Napoleona. System po 1945 roku wyłonił się ze zniszczeń wojen światowych. Porządek po zimnej wojnie ukształtował się po 1989 roku wskutek wyczerpania konfrontacji ideologicznej. Każdy reset był poprzedzony eskalacją, fragmentacją i systemowym zmęczeniem. Dziś żaden taki katartyczny moment nie nastąpił. Zamiast tego system kumuluje precedensy bez ich rozstrzygnięcia.
W tym kontekście Wenezueli nie należy analizować jako regionalnej anomalii czy chwilowego odstępstwa. Jest to zdarzenie diagnostyczne. Ukazuje ono, jak daleko system międzynarodowy przesunął się już od zhierarchizowanej legitymacji w stronę wszechobecnej arbitralności. Zagrożeniem nie jest powrót polityki siły – ta nigdy nie zniknęła. Zagrożeniem jest brak jakiejkolwiek wiarygodnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego niektórzy aktorzy mogą interweniować, a inni nie.
System nie pogrąża się w chaosie, lecz reorganizuje się wokół odmiennej zasady porządkującej. Autorytet nie płynie już z instytucji, lecz z zademonstrowanej siły. Interwencja nie wymaga już przyzwolenia, a jedynie prawdopodobieństwa powodzenia [15]. To nie jest bezład. To nowa doktryna kształtowana przez precedens, a nie przez prawo.
Zagrożeniem nie jest sam chaos.
Jest nim chaos podniesiony do rangi doktryny.
Przypisy:
[1] United Nations Human Rights Council. Report of the Independent International Fact-Finding Mission on the Bolivarian Republic of Venezuela. Geneva, 2022.
[2] Charter of the United Nations. Articles 1, 2 and 24. San Francisco, 1945.
[3] International Law Commission. Fragmentation of International Law: Difficulties Arising from the Diversification and Expansion of International Law. Report A/CN.4/L.682. United Nations, 2006.
[4] Independent International Commission on Kosovo. The Kosovo Report. Oxford University Press, 2000.
[5] Westad, Odd Arne. The Global Cold War. Cambridge University Press, 2005.
[6] Hurd, Ian. After Anarchy: Legitimacy and Power in the United Nations Security Council. Princeton University Press, 2007.
[7] Ikenberry, G. John. After Victory: Institutions, Strategic Restraint, and the Rebuilding of Order After Major Wars. Princeton University Press, 2001.
[8] Chesterman, Simon. Just War or Just Peace: Humanitarian Intervention and International Law. Oxford University Press, 2001.
[9] Russian Ministry of Foreign Affairs. Statement on Kosovo. February 2008.
[10] United Nations Security Council. Resolutions and Meeting Records on Libya and Syria. 2011–2014.
[11] European Council. Conclusions on Ukraine and European Security. Brussels, 2022.
[12] Nye, Joseph S. Power and Interdependence. Longman, revised edition 2011.
[13] Tocci, Nathalie. European Strategic Autonomy: What It Is, Why We Need It, How to Achieve It. Palgrave Macmillan, 2021.
[14] Buzan, Barry and Lawson, George. The Global Transformation: History, Modernity and the Making of International Relations. Cambridge University Press, 2015.
[15] Finnemore, Martha. The Purpose of Intervention: Changing Beliefs about the Use of Force. Cornell University Press, 2003.
