Withdrawal as a Doctrine

Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego

Wycofanie jako doktryna. Amerykańska władza między instytucją a precedensem.

Wycofanie jako doktryna. Amerykańska władza między instytucją a precedensem.

8 stycznia, 2026

Wycofanie jako doktryna. Amerykańska władza między instytucją a precedensem.

Withdrawal as a Doctrine

Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego

Wycofanie jako doktryna. Amerykańska władza między instytucją a precedensem.

Autor: Maciej Dachowski

Opublikowano: 8 stycznia, 2026

W dniu 8 stycznia 2026 roku administracja Donald Trump ogłosiła decyzję o rozpoczęciu procedury wycofywania Stanów Zjednoczonych z szeregu organizacji międzynarodowych, konwencji i traktatów uznanych za sprzeczne z interesami USA. [1] Choć formalnie decyzja ta została przedstawiona jako przegląd zobowiązań o charakterze administracyjnym i prawnym, w rzeczywistości ma ona znaczenie dalece wykraczające poza kwestie proceduralne. Jest to bowiem decyzja o charakterze doktrynalnym, która sygnalizuje głęboką zmianę w sposobie, w jaki Waszyngton postrzega relację między amerykańską potęgą a porządkiem instytucjonalnym świata zachodniego.

Po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej administracja USA wprost komunikuje, że uczestnictwo w instytucjach międzynarodowych nie jest już domyślnym narzędziem realizacji interesu narodowego. Staje się ono opcją warunkową, uzależnioną od bieżącej kalkulacji politycznej, strategicznej i gospodarczej. W tym sensie decyzja z 8 stycznia nie jest korektą kursu ani próbą reformy istniejących instytucji od wewnątrz, lecz zakwestionowaniem samej logiki, na której opierał się powojenny porządek międzynarodowy.

Nie jest to jednak pierwszy moment w historii Stanów Zjednoczonych, w którym relacja między amerykańską władzą a instytucjami międzynarodowymi staje się problematyczna. Już po I wojnie światowej Woodrow Wilson, inicjator Ligi Narodów i orędownik nowego ładu opartego na współpracy, nie zdołał przekonać własnego Senatu do ratyfikacji przystąpienia USA do organizacji, którą sam współtworzył. Amerykańska nieobecność w systemie miała konsekwencje nie tylko symboliczne. [3] Osłabiła realną zdolność Ligi do działania i przyczyniła się do erozji porządku, który miał zapobiec kolejnemu globalnemu konfliktowi.

Doświadczenie to wywarło głęboki wpływ na myślenie amerykańskich elit po II wojnie światowej. Administracja Franklin D. Roosevelt świadomie odrzuciła wilsonowski idealizm na rzecz pragmatycznego instytucjonalizmu. Nowy porządek międzynarodowy nie miał opierać się na dobrej woli państw, lecz na zakotwiczeniu amerykańskiej potęgi w trwałych strukturach, które czyniły ją przewidywalną i akceptowalną dla reszty świata. Organizacja Narodów Zjednoczonych, system Bretton Woods i sieć instytucji politycznych oraz gospodarczych były projektowane nie po to, by ograniczać USA, lecz by instytucjonalizować ich przewagę i w ten sposób uczynić ją trwałą. [2]

Ten model nigdy nie oznaczał pełnego podporządkowania się regułom. W okresie zimnej wojny Stany Zjednoczone wielokrotnie działały jednostronnie, naciągały normy prawa międzynarodowego lub omijały formalne procedury. Jednak nawet administracje tak różne jak Richard Nixon czy Ronald Reagan traktowały instytucje międzynarodowe jako element architektury władzy, a nie zbędny balast. Nawet wtedy, gdy Waszyngton łamał reguły, utrzymywał narrację, że działa w imię stabilności systemu, a nie wbrew niemu. [4] To właśnie ta narracja, często hipokrytyczna, lecz funkcjonalna, pozwalała utrzymać hierarchię legitymacji w systemie międzynarodowym. [5]

Po zakończeniu zimnej wojny ta równowaga zaczęła się jednak stopniowo przesuwać. Administracja George W. Bush, szczególnie po 2001 roku, znacząco rozszerzyła zakres działań podejmowanych bez jednoznacznego mandatu instytucjonalnego. [6] Interwencja w Iraku w 2003 roku pokazała, że naruszenie reguł nie musi pociągać za sobą trwałych kosztów systemowych, jeśli sprawcą jest hegemon. [7] Próby powrotu do multilateralizmu podejmowane później przez administracje Barack Obama i Joe Biden odbywały się już w warunkach osłabionej zdolności instytucji do realnego arbitrażu. System formalnie istniał, lecz coraz rzadziej był w stanie narzucać reguły największym aktorom.

Decyzja z 8 stycznia 2026 roku wpisuje się w ten proces, ale jednocześnie stanowi jego jakościowe przyspieszenie. Wcześniejsze wystąpienia USA z World Health Organization, wycofanie się z Paris Agreement czy opuszczenie UNESCO były przedstawiane jako wyjątki, reakcje na konkretne dysfunkcje. [8] Obecna decyzja zmienia wyjątek w zasadę. [11] Automatyzm instytucjonalny przestaje obowiązywać, a uczestnictwo USA w architekturze multilateralnej staje się narzędziem czysto instrumentalnym.

Logika „One World” jako utracony punkt odniesienia

W tym miejscu warto przypomnieć postać Wendell Willkie, dziś często zapomnianą, a kluczową dla zrozumienia powojennej logiki amerykańskiego przywództwa. Willkie był nowojorskim biznesmenem i republikańskim kandydatem na prezydenta w 1940 roku, który rzucił wyzwanie urzędującemu Rooseveltowi w jednym z najbardziej dramatycznych momentów XX wieku. Choć przegrał wybory, nie stał się przeciwnikiem administracji. Przeciwnie, Roosevelt uczynił go swoim specjalnym wysłannikiem, wysyłając w latach 1941–1942 w podróż dookoła świata, obejmującą Europę, Bliski Wschód, Związek Sowiecki i Azję. [10]

Z tych doświadczeń zrodziła się książka One World, w której Willkie opisał świat jako system nieodwracalnych współzależności. Jego argument nie był idealistyczny. [9] Wynikał z doświadczenia biznesowego i politycznego. Willkie twierdził, że w skali globalnej brak reguł i instytucji nie prowadzi do większej wolności, lecz do chaosu, który w dłuższej perspektywie uderza także w najsilniejszych. Amerykańska potęga, jego zdaniem, mogła być trwała tylko wtedy, gdy została osadzona w strukturach, które porządkują rywalizację i ograniczają arbitralność.

Kontrast między Willkim a Donaldem Trumpem jest uderzający właśnie dlatego, że obaj wywodzili się ze świata biznesu i politycznego outsiderstwa. Willkie, patrząc na świat z perspektywy przedsiębiorcy, doszedł do wniosku, że stabilność reguł jest warunkiem długofalowej przewagi. Trump wyciąga wniosek przeciwny: że instytucje są kosztem, a suwerenność polega na maksymalizacji swobody działania tu i teraz. Różnica ta nie dotyczy temperamentu, lecz dwóch odmiennych diagnoz globalnej współzależności.

Konsekwencje dla Unii Europejskiej i Polski w świecie precedensów

W przypadku Unii Europejskiej problem nie sprowadza się wyłącznie do osłabienia multilateralizmu jako takiego, lecz do strukturalnego niedopasowania między europejskim sposobem działania a ewoluującą logiką porządku międzynarodowego. [12] UE została zaprojektowana jako system, w którym reguły poprzedzają władzę, a procedury mają zdolność cywilizowania siły. W świecie, w którym największy aktor zachodni sygnalizuje gotowość do działania poza instytucjami, europejski model nie traci znaczenia normatywnego, lecz traci środowisko, w którym jego normatywność przekłada się na realny wpływ.

To napięcie będzie się pogłębiać. Selektywny multilateralizm, do którego przechodzą Stany Zjednoczone, premiuje państwa zdolne do szybkiego działania, absorpcji kosztów i ponoszenia ryzyka. Instytucje, w tym unijne, coraz rzadziej pełnią funkcję arbitra, a coraz częściej stają się platformą wtórnej koordynacji decyzji podjętych gdzie indziej. Dla UE oznacza to ryzyko dryfu w stronę reaktywności, w której Bruksela porządkuje skutki cudzych decyzji, zamiast współkształtować ich założenia.

W tym kontekście pozycja Polski jest bardziej ambiwalentna, niż sugerowałaby to klasyczna analiza oparta na wielkości gospodarki czy formalnej sile instytucjonalnej. Polska nie jest państwem, które może konkurować z największymi aktorami w kategoriach czystej władzy. Jest jednak państwem, które w ostatnich latach funkcjonowało w warunkach trwałego stresu systemowego, obejmującego bezpieczeństwo militarne, energetyczne, migracyjne i logistyczne. To doświadczenie nie jest abstrakcyjne. Przełożyło się na konkretne zdolności państwa do absorpcji szoków, szybkiej adaptacji i działania w warunkach niepełnej informacji.

W świecie opartym coraz mniej na regułach, a coraz bardziej na precedensach, takie doświadczenie nabiera wartości politycznej. Polska stała się jednym z kluczowych węzłów wsparcia dla Ukrainy, państwem frontowym w sensie strategicznym, a nie jedynie geograficznym, oraz aktorem zdolnym do łączenia logiki bezpieczeństwa z logiką gospodarki i infrastruktury. To właśnie tego typu funkcjonalna użyteczność zaczyna dziś definiować relewantność państw w formatach selektywnego multilateralizmu.

Jednocześnie osłabienie instytucjonalnego multilateralizmu niesie dla Polski realne ryzyka. System oparty na regułach, nawet niedoskonałych, tradycyjnie wzmacniał pozycję państw średnich, oferując im ochronę przed arbitralnością największych aktorów. Przejście do świata precedensów oznacza, że bezpieczeństwo i wpływ coraz częściej trzeba będzie negocjować bezpośrednio, a nie poprzez instytucjonalne mechanizmy pośrednie. Dla państwa położonego na styku głównych linii napięcia w Europie Wschodniej oznacza to wzrost znaczenia polityki bilateralnej i koalicyjnej kosztem komfortu proceduralnego.

Nie oznacza to jednak, że Polska jest skazana na pasywną adaptację. Wręcz przeciwnie. W warunkach, w których Unia Europejska jako całość zmaga się z własną bezwładnością decyzyjną, państwa zdolne do szybkiego działania mogą pełnić rolę tłumaczy nowej logiki systemowej na język europejski. Polska może stać się jednym z aktorów, którzy nie tyle zastępują instytucje unijne, ile wypełniają lukę między światem reguł a światem precedensów, przekładając doświadczenie działania w warunkach kryzysowych na realną zdolność kształtowania agendy.

W tym sensie decyzja Stanów Zjednoczonych z 8 stycznia 2026 roku nie powinna być w Warszawie interpretowana wyłącznie jako zagrożenie dla porządku międzynarodowego, lecz także jako sygnał zmiany kryteriów relewantności. W świecie, w którym instytucje tracą funkcję automatycznego wzmacniania pozycji państw średnich, znaczenie zyskują te państwa, które potrafią udowodnić swoją użyteczność w kategoriach bezpieczeństwa, odporności i zdolności do stabilizowania otoczenia.

To prowadzi do wniosku bardziej ogólnego. Amerykańskie odejście od instytucjonalnego automatyzmu nie oznacza końca współzależności, o której pisał Wendell Willkie. Oznacza raczej zmianę sposobu jej zarządzania. Świat pozostaje „jednym światem”, ale coraz mniej jest to świat regulowany przez wspólne instytucje, a coraz bardziej świat negocjowany ad hoc, w którym siła, wiarygodność i doświadczenie działania zastępują formalne zobowiązania.

Dla Polski kluczowym pytaniem nie jest więc, czy nowy porządek jest korzystny lub niekorzystny w sensie normatywnym. Pytanie brzmi, czy państwo to potrafi funkcjonować jako aktor relewantny w świecie, w którym legitymacja wynika z działania, a nie z przynależności. Odpowiedź na to pytanie nie leży wyłącznie w polityce zagranicznej. Leży w zdolności do łączenia bezpieczeństwa, gospodarki, infrastruktury i dyplomacji w jeden spójny instrument państwowej obecności.

W tym sensie obecna transformacja porządku międzynarodowego nie jest dla Polski wyłącznie wyzwaniem. Jest także testem dojrzałości strategicznej. Świat, który Wendell Willkie opisywał jako nieuchronnie współzależny, nie zniknął. Zniknęło natomiast przekonanie, że można nim zarządzać wyłącznie poprzez instytucje. To właśnie w tej luce między współzależnością a instytucjonalnym porządkiem będzie w najbliższych latach kształtować się realna polityka – także europejska i polska.

Przypisy

[1] Biały Dom, Presidential Action: Withdrawing the United States from International Organizations, Conventions, and Treaties Contrary to the Interests of the United States, 8 stycznia 2026.

[2] G. John Ikenberry, After Victory: Institutions, Strategic Restraint, and the Rebuilding of Order after Major Wars, Princeton University Press, 2001.

[3] Woodrow Wilson, Address to the United States Senate on the League of Nations, Waszyngton, 1919.

[4] Odd Arne Westad, The Global Cold War: Third World Interventions and the Making of Our Times, Cambridge University Press, 2005.

[5] Ian Hurd, After Anarchy: Legitimacy and Power in the United Nations Security Council, Princeton University Press, 2007.

[6] George W. Bush, Commencement Address at the United States Military Academy at West Point, 1 czerwca 2002.

[7] Organizacja Narodów Zjednoczonych, Dokumenty i zapisy debat Rady Bezpieczeństwa ONZ dotyczące Iraku, 2002–2003.

[8] Biały Dom; Departament Stanu USA, oświadczenia dotyczące wystąpienia Stanów Zjednoczonych z World Health Organization, Porozumienia Paryskiego oraz UNESCO, lata 2017–2020.

[9] Wendell Willkie, One World, Simon & Schuster, Nowy Jork 1943.

[10] Samuel Zipp, The Idealist: Wendell Willkie’s Wartime Quest to Build One World, Harvard University Press, 2020.

[11] Barry Buzan, George Lawson, The Global Transformation: History, Modernity and the Making of International Relations, Cambridge University Press, 2015.

[12] Rada Europejska, Strategic Compass for Security and Defence, Bruksela, 2022.