Ostatnie wydarzenia wokół Grenlandii wywołały debatę i silne reakcje polityczne. Temat nie jest nowy, jako że już 18 sierpnia 2019 r. Donald Trump publicznie zasugerował, że Stany Zjednoczone powinny rozważyć zakup wyspy. Wówczas stwierdził, że ze strategicznego punktu widzenia byłoby korzystne, gdyby znalazła się ona pod kontrolą USA. 10 stycznia 2026 r. prezydent oświadczył, że Stany Zjednoczone „pozyskają” Grenlandię, nie wykluczając użycia siły. Ta deklaracja zapoczątkowała ciąg wydarzeń. Natychmiast przywódcy grenlandzkich partii odrzucili perspektywę aneksji i potwierdzili dążenie do niezależności. Dania oraz inni europejscy sojusznicy wysłali na Grenlandię niewielkie zespoły rozpoznawcze, aby przygotować duńskie ćwiczenia „Arctic Endurance”, których celem było wzmocnienie bezpieczeństwa w Arktyce w ramach struktur NATO. W odpowiedzi Trump zagroził nałożeniem ceł na Danię oraz te państwa europejskie, które zdecydowały się wysłać swoje wojska na Grenlandię. Decyzja ta została w Europie powszechnie odebrana jako przymusowa presja ekonomiczna i sygnał, że obecna administracja USA może poważnie rozważać przejęcie wyspy z użyciem siły militarnej, jeśli presja dyplomatyczna zawiedzie. Tę percepcję odzwierciedliły wypowiedzi części przywódców UE, podkreślające, że suwerenność Grenlandii jest nienegocjowalna, a atak na Danię oznaczałby de facto koniec NATO w obecnej formie. Kilka państw europejskich podpisało wspólny list potwierdzający poszanowanie suwerenności, integralności terytorialnej oraz stwierdzający, że „Grenlandia należy do jej mieszkańców”. Biorąc pod uwagę oświadczenia wspólne i indywidualne, nie ma państwa należącego do NATO, które nie zabrałoby głosu w tej sprawie. Najsłabsze stanowiska zajęły rządy Turcji, Albanii, Węgier, Słowacji i Czech, które ograniczyły się do krótkich lub ostrożnych komentarzy publicznych, odwołujących się do potrzeby dialogu, charakteru dwustronnego sporu lub priorytetu dla pokojowych negocjacji. Z analitycznego punktu widzenia, grenlandzki epizod ma znaczenie nie tyle jako spór terytorialny, ile raczej jako moment wymuszonego ujawnienia, jak daleko rządy europejskie są gotowe się posunąć w obronie norm sojuszniczych, gdy stykają się z jednostronną presją ze strony Stanów Zjednoczonych.
Z perspektywy strategicznej, warto zauważyć, że administracja Trumpa nie działa w całkowitym oderwaniu od szerszego kontekstu. Od dekad, amerykańscy rządzący postrzegali Grenlandię jako kluczową dla obrony kontynentu północnoamerykańskiego, dla systemu wczesnego ostrzegania rakietowego i obserwacji przestrzeni kosmicznej, a także monitorowania aktywności Rosji i Chin w Arktyce. Położenie wyspy w przesmyku GIUK i jej potencjał surowcowy, wpisują się w utrwalone amerykańskie przekonanie, że Grenlandia ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa terytorium USA i długofalowej odporności gospodarczej. W tym znaczeniu, obecne skupienie na Grenlandii stanowi kontynuację szerszej tradycji amerykańskiego strategicznego myślenia, choć tym razem wykorzystuje bardziej konfrontacyjne narzędzia, aby realizować te interesy.
Nowa Strategia Obrony Narodowej USA, opublikowana 24 stycznia 2026 r., nie przysłużyła się uspokojeniu nastrojów w ramach sojuszu. Dokument ten obniża rangę Europy jako priorytetu i jednocześnie wyraźnie wynosi Grenlandię do rangi obszaru strategicznego, umieszczając ją obok Kanału Panamskiego jako terytorium, które Stany Zjednoczone muszą zabezpieczyć, aby chronić interesy własnego bezpieczeństwa narodowego. Strategia przewiduje zagwarantowanie amerykańskiego dostępu wojskowego i gospodarczego do kluczowych szlaków (wśród nich Grenlandii), ujmując to w logice odnowionej Doktryny Monroe. Dla wielu europejskich obserwatorów, ten dokument skodyfikował zwrot amerykańskich priorytetów, które już wcześniej dostrzegano w wypowiedziach przedstawicieli tamtejszej administracji. Zwrot w stronę unilateralną, skoncentrowaną na własnej wizji bezpieczeństwa, w której europejskie obawy i cele schodzą na dalszy plan.
“Zamieszanie” wokół Grenlandii można zatem postrzegać jako przejaw przekształcenia relacji w ramach sojuszu transatlantyckiego; być może do punktu, z którego trudno będzie wrócić do stanu wcześniejszego. Zaufanie między Europą a obecną administracją Stanów zostało widocznie nadwyrężone, z potencjalnie długofalowymi konsekwencjami dla szerszych relacji. Jednocześnie, eksperci podkreślają, że faktyczne przejęcie kontroli nad Grenlandią prawdopodobnie nie stanowi najważniejszego priorytetu operacyjnego dla Stanów Zjednoczonych jako całości: gdyby tak było, istnieje wiele bardziej tradycyjnych środków dyplomatycznych i wojskowych, które można by wykorzystać do forsowania takich roszczeń. Co wielu Europejczyków może postrzegać jako zachowanie chaotyczne czy trudne do zinterpretowania, można także odczytywać jako ryzykowną próbę renegocjowania przez administrację Trumpa, warunków amerykańskiego przywództwa w sojuszu, zasygnalizowania determinacji w relacjach z Rosją i Chinami oraz wywarcia presji na Europejczykach, by wzięli na siebie większą odpowiedzialność za własny region.
Sytuacja wokół Grenlandii ujawnia w szczególnie wyraźny sposób trójwymiarowy model obecnego europejskiego podejścia do Stanów Zjednoczonych. Część państw bardzo zdecydowanie sprzeciwiła się roszczeniom prezydenta Trumpa, inne przyjęły bardziej wyważoną postawę, a pozostałe unikały zajmowania jednoznacznego stanowiska. Do pionierów najbardziej twardej linii zaliczyć można Danię, Francję, Norwegię, Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Szwecję, Hiszpanię i Włochy. Polska, Holandia, Litwa, Łotwa oraz Rumunia wyraziły poparcie dla Grenlandii, choć z mniej konfrontacyjnym podejściem. Najbardziej ambiwalentne i ostrożne stanowiska zajęły Albania, Czechy, Węgry, Słowacja i Turcja. Premier Czech Andrej Babiš stwierdził, że nie może powiedzieć, iż Czechy stoją jednoznacznie po stronie Grenlandii, a węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó określił Grenlandię mianem „kwestii dwustronnej” i argumentował, że UE nie powinna angażować się w ten spór. Te reakcje pokazują obecne nastroje polityczne wobec Stanów Zjednoczonych i są one wynikiem nie tylko wartości, którymi kierują się państwa, ale również własnych interesów, szczególnie dotyczących Stanów jako gwaranta bezpieczeństwa, obaw przed amerykańskimi cłami, czy po prostu krajowej opinii publicznej.
Trójwymiarowy model europejskiego podejścia do Stanów Zjednoczonych
Europejskie reakcje na kryzys grenlandzki można odczytać jako trzy odrębne profile nastawienia wobec Stanów Zjednoczonych jako gwaranta bezpieczeństwa w regionie i partnera politycznego. Wykraczają one poza komentarze dotyczące jednego sporu i odsłaniają głębsze trendy: sprzeciw, niechętną zależność i oportunistyczne dostosowanie.
Państwa o najsilniejszej, najbardziej konfrontacyjnej postawie: Dania, Francja, Norwegia, Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Szwecja, Hiszpania, Włochy, ucieleśniają to, co można nazwać nastrojem obronnej emancypacji. Ich retoryka jednoznacznie przedstawia politykę Trumpa wobec Grenlandii jako naruszenie fundamentalnych zasad (suwerenności, integralności terytorialnej, nienaruszalności granic) oraz bezpośrednie wyzwanie rzucone powojennemu porządkowi euroatlantyckiemu. Ostrzeżenie Mette Frederiksen, że atak USA na Danię oznaczałby faktyczny koniec NATO, jasne podkreślenie Emmanuela Macrona, iż „wolimy rządy prawa od brutalności”, czy wypowiedź Keira Starmera, że przyszłość Grenlandii należy wyłącznie do Grenlandii i Królestwa Danii, wszystkie one sytuują te rządy po stronie aktywnego sprzeciwu wobec idei, że interesy strategiczne USA mogą podporządkować sobie ograniczenia prawne i polityczne. Państwa te, przy czym najsilniejszym przykładem jest Francja, mogą sobie pozwolić na taką postawę, ponieważ dysponują relatywnie rozwiniętym przemysłem obronnym, większą głębią strategiczną i znaczącą siłą polityczną w ramach NATO i UE, co zmniejsza ich doraźną podatność na presję wojskową czy gospodarczą ze strony Stanów Zjednoczonych. Nie są jedynie rozczarowane Trumpem , a interpretują jego zachowanie jako dowód, że Europa musi przygotować się na mniej przewidywalne, bardziej transakcyjne amerykańskie przywództwo i coraz częściej łączą spór o Grenlandię z szerszymi projektami rozwijania strategicznej autonomii UE.
Druga grupa, państwa takich jak Polska, Holandia, Litwa, Łotwa, Rumunia i inne przyjmuje stanowisko zdecydowane, lecz bardziej powściągliwe, które można określić jako strategiczną zależność z zastrzeżeniami. Kraje te wspierają prawo Danii i Grenlandii do samostanowienia, przyłączają się do komunikatów formułowanych na szczeblu UE czy NATO i nie kwestionują nielegalności wymuszonej aneksji. Jednocześnie ich retoryka publiczna jest mniej teatralna i unika ostrych, personalnych ataków na Trumpa. W przypadku Polski, premier Donald Tusk podpisuje wspólny list podkreślający duńską suwerenność, ale zarazem akcentuje potrzebę unikania podziałów w NATO i utrzymania zaangażowania USA w Ukrainie. W odniesieniu do Holandii, rola Marka Ruttego jako sekretarza generalnego NATO jest znamienna: w Davos, po cichu doprowadza on do deeskalacji kryzysu, równocześnie dbając o zachowanie roboczych relacji z Waszyngtonem. Taka ostrożność odzwierciedla strukturalną zależność, ponieważ wiele z tych państw, zwłaszcza na wschodniej flance NATO, w dużym stopniu opiera swoje bezpieczeństwo na obecności wojskowej USA, wywiadzie, zakupach uzbrojenia i nie dysponuje odpowiednim potencjałem przemysłowym czy strategicznym, aby szybko zastąpić te gwarancje. Państwa te dostrzegają erozję zaufania i rozpoznają zagrożenie wynikające z amerykańskiej presji, a mimo to pozostają świadome swojej zależności od zdolności wojskowych USA oraz ograniczonych możliwości ich zastąpienia w krótkiej perspektywie. Dlatego reagują na kryzys, starając się zarządzać napięciami poprzez instytucje i miękkie równoważenie, a nie poprzez otwartą konfrontację. Stany Zjednoczone są postrzegane jednocześnie jako niezbędne i coraz mniej przewidywalne.
Po trzecie, najbardziej ambiwalentne i ostrożne reakcje Albanii, Czech, Węgier, Słowacji i Turcji ilustrują transakcyjne dostosowanie do Waszyngtonu, w którym utrzymanie bliskich relacji bilateralnych z obecną administracją USA może mieć pierwszeństwo przed wyraźną solidarnością z Danią. Rządy te albo relatywizują omawianą kwestię, albo przedstawiają ją jako sprawę, która nie powinna mobilizować Unii Europejskiej ani NATO jako całości. Ich pozycję umożliwia luźniejsze zakorzenienie w ramach bezpieczeństwa UE, wyraźny eurosceptycyzm lub, w przypadku Turcji, status państwa spoza UE, co przesuwa bodźce z działań kolektywnych w stronę pragmatycznych relacji z Waszyngtonem. W tych przypadkach fundamentem postawy jest mniej zaufanie do Stanów Zjednoczonych jako strażnika porządku opartego na regułach, a bardziej chęć maksymalizacji pola manewru wobec Waszyngtonu i Brukseli. Ideologiczna bliskość wobec krytyki UE formułowanej przez Trumpa, oczekiwanie korzyści bilateralnych czy krajowe kalkulacje polityczne sprawiają, że rządy te są niechętne, by inwestować kapitał polityczny w obronę Grenlandii.
Trzy powyższe profile pokazują, że kryzys grenlandzki pełni funkcję testu wytrzymałości zaufania transatlantyckiego: część państw reaguje domagając się wyraźniejszych ograniczeń amerykańskiej siły, inne starają się równoważyć ją w ramach istniejących instytucji, a jeszcze inne skrycie dostosowują się do preferencji Trumpa, nawet kosztem jedności europejskiej. Ten sam schemat będzie się później powtarzał w postawach wobec proponowanej przez Trumpa „Rady Pokoju”, która przekuwa owe nastroje w spójne linie reakcji.
Rekonfiguracje w podejściu do Stanów Zjednoczonych
Epizod grenlandzki jest czymś znacznie więcej niż pojedynczym sporem dyplomatycznym: ujawnia strukturalną zmianę w tym, jak europejscy sojusznicy postrzegają i obdarzają zaufaniem Stany Zjednoczone jako gwaranta bezpieczeństwa.
Dla państw należących do grupy „obronnej emancypacji” kryzys grenlandzki potwierdza głębszą obawę: że amerykańska gwarancja bezpieczeństwa nie opiera się już na wspólnie podzielanym rozumieniu reguł, lecz coraz częściej na doraźnych preferencjach. Gdy Frederiksen sugeruje, iż atak USA na Danię oznaczałby „koniec NATO”, w istocie stwierdza, że Artykuł 5 nie może być brany za pewnik, jeśli najsilniejszy sojusznik podważa suwerenność innego członka. Zaufanie nie rozpada się z dnia na dzień, lecz ulega przeformułowaniu: zamiast mocnej wiary w niezawodność USA staje się ono warunkowe i transakcyjne, powiązane z ciągłymi wysiłkami na rzecz zabezpieczania się poprzez inicjatywy obronne UE, oraz ściślejszą koordynację wewnątrzeuropejską.
Grupa strategicznej zależności doświadcza innego rodzaju erozji. Polska, Litwa, Łotwa czy Rumunia nie przestają nagle ufać USA w wymiarze wojskowym, ponieważ wiedzą, że ich bezpieczeństwo nadal w dużej mierze opiera się na amerykańskich zdolnościach. Kryzys grenlandzki zmusza je jednak do rozdzielenia potencjału militarnego od przywództwa politycznego. Skutkiem jest bardziej ostrożna, niemal technokratyczna forma zaufania: państwa te wciąż polegają na amerykańskim sprzęcie i gwarancjach nuklearnych, a zarazem inwestują w mechanizmy UE, projekty regionalne i dywersyfikację partnerstw na wypadek, gdyby relacja polityczna stała się jeszcze bardziej chwiejna.
Grupa transakcyjnego dostosowania z kolei pokazuje, jak zaufanie może przesuwać się z instytucji w stronę bardziej personalnych relacji bilateralnych. Albania, Czechy, Węgry, Słowacja i Turcja przywiązują w swojej retoryce publicznej relatywnie mniejszą wagę do obrony norm NATO czy UE jako takich, a większą do utrzymywania konstruktywnych relacji z obecną administracją USA. W tym ujęciu zaufanie do Stanów Zjednoczonych dotyczy mniej przewidywalności działania sojuszu jako całości, a bardziej utrzymania korzystnych stosunków z amerykańską administracją. Nie oznacza to, że rządy te są naiwne wobec amerykańskiej potęgi, a raczej, że skłonne są zaakceptować pewien poziom napięcia w spójności NATO w zamian za to, co postrzegają jako dodatkowe wpływy, ochronę lub wsparcie polityczne, wynikające z bliskich relacji bilateralnych.
“Rada Pokoju” jako instrument podziału
Proponowana przez Donalda Trumpa „Rada Pokoju” wpisuje się ściśle w dynamikę ujawnioną przez “aferę grenlandzką”. Jej znaczenie polega tu nie tyle na ocenie normatywnej czy długofalowej wykonalności, ile na tym, jak rządy europejskie odpowiadają na zaproszenie, sposób organizacji inicjatywy i jej instytucjonalny design. Wczesny model zaproszeń i deklaracji udziału w dużym stopniu odzwierciedla trzy wspomniane profile, choć nie w prosty, mechaniczny sposób. Francja, jeden z najgłośniejszych krytyków podejścia Trumpa zarówno do Grenlandii, jak i do Gazy, oficjalnie odmówiła udziału, argumentując, że statut Rady przyznaje jej przewodniczącemu nadmierne uprawnienia i grozi podważeniem systemu ONZ. Turcja przeciwnie, zadeklarowała udział i obecnie przedstawia Radę jako wartościowe narzędzie dyplomacji regionalnej. Polska zajmuje tu niewygodną pozycję pośrodku: prezydent otrzymał zaproszenie i uczestniczył w inauguracji w Davos, opozycja domaga się wykupienia stałego miejsca, podczas gdy obecny rząd i minister spraw zagranicznych publicznie kwestionują sens zasiadania przy jednym stole z Putinem i podkreślają, że każdy taki krok musiałby zostać zatwierdzony przez parlament.
Wybory te nie pokrywają się jeden do jednego z trzema profilami, ale szeroko potwierdzają zakorzenioną w nim logikę: państwa najmocniej zaangażowane w obronę istniejących reguł multilateralnych są najmniej skłonne do dołączenia do Rady; te, które najlepiej odnajdują się w transakcyjnej relacji z Waszyngtonem, reagują najszybszą gotowością, a grupa pośrednia stara się pozostawić sobie otwarte drzwi, bez pełnego zobowiązania.
W tym ujęciu wspomniane europejskie profile nastawień stają się rodzajem nieformalnego „egzaminu wstępnego” do Rady. Państwa, które najsilniej zareagowały na sprawę Grenlandii, mogą być postrzegane jako „hamulcowe”, uparcie domagające się ograniczeń prawnych i wykorzystania instrumentów unijnych. Są one niezbędne pod względem wojskowym i gospodarczym, lecz politycznie kłopotliwe. W logice Rady Pokoju częściej traktuje się je jako trudnych partnerów niż pożądanych sojuszników.
Państwa z grupy strategicznej zależności są bardziej ambiwalentnymi kandydatami. W zasadzie, wspierają Danię i Grenlandię ale unikają eskalacji konfrontacji i intensywnie zabiegają o utrzymanie zaangażowania USA w Europie i w Ukrainie. Ich rządzący dają do zrozumienia, że są gotowi na bardziej transakcyjne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, o ile ich podstawowe interesy w zakresie bezpieczeństwa będą zachowane. Z punktu widzenia administracji Trumpa czyni to z nich potencjalnych „graczy wahających się”: nie w pełni godnych zaufania, ale podatnych na perswazję, presję czy selektywne zachęty w postaci zaproszeń do inicjatyw prowadzonych przez USA, ofert kontraktów zbrojeniowych czy symbolicznego włączenia do elitarnych formatów takich jak Rada. Trzecia grupa jest najbliższa temu, do czego Rada Pokoju zdaje się być zaprojektowana. Traktując Grenlandię jako „kwestię bilateralną”, blokując mocniejsze oświadczenia UE lub odmawiając podpisania wspólnych deklaracji, rządy te pokazują, że są skłonne przedkładać przychylność Waszyngtonu w relacjach bezpośrednich nad zbiorową dyscyplinę europejską. W logice zarysowanej przez wypowiedzi i zaproszenia ze strony administracji takie zachowanie wydaje się nagradzane bliższym włączeniem przywódców tych państw: jako partnerów, którzy nie kwestionują założenia, że Stany Zjednoczone mogą samodzielnie definiować swoje potrzeby bezpieczeństwa i oczekiwać, że sojusznicy się do nich dostosują. Dla tych państw członkostwo w Radzie obiecuje status, wsparcie polityczne oraz, być może, korzyści gospodarcze lub bezpieczeństwa w zamian za lojalność.
Konkluzja: Grenlandia jako symptom, nie wyjątek
Kryzys wokół Grenlandii pokazuje, jak jeden spór może posłużyć za wczesny test wytrzymałości wobec głębszych zmian w relacjach transatlantyckich. Wypowiedzi Trumpa o nabyciu Grenlandii, groźby nałożenia ceł oraz nowa strategia obronna USA nie doprowadziły do rozpadu sojuszu, ale zmieniły sposób, w jaki Europejczycy myślą o amerykańskim przywództwie. Trzy zarysowane profile nastrojów oddają różne sposoby dostosowywania się do Stanów Zjednoczonych, które pozostają militarnie nieodzowne, ale postrzegane są jako bardziej asertywne i mniej przewidywalne. Część rządów odpowiada na to, mocniej akcentując zasady i autonomię, inne zarządzają napięciami za pomocą instrumentów NATO i UE, a jeszcze inne przedkładają bliskie relacje z Waszyngtonem nad europejską spójność.
Debata wokół Rady Pokoju wzmacnia te wzorce. Decyzje o tym, czy i w jaki sposób angażować się w ten nowy format, w dużej mierze odzwierciedlają postawy ujawnione w epizodzie grenlandzkim. Razem sugeruje to, że zaufanie transatlantyckie nie jest już czymś oczywistym. Stało się zasobem, który państwa europejskie przydzielają w różny sposób, bardziej aktywnie negocjują, a w niektórych przypadkach świadomie obwarowują warunkami. Grenlandia jest więc mniej wyjątkiem niż wczesnym testem bardziej złożonej, bardziej zróżnicowanej fazy partnerstwa między Stanami Zjednoczonymi a Europą.
Źródła:
- Visit Greenland. “American Interest in Greenland.” Visit Greenland. https://visitgreenland.com/articles/american-interest-in-greenland/
- Miranda Bryant, “US Attack on Greenland Would Mean End of Nato, Says Danish PM,” The Guardian, January 5, 2026,https://www.theguardian.com/world/2026/jan/05/trump-must-give-up-fantasies-about-annexation-says-greenland-pm
- Al Jazeera Staff and News Agencies, “European Leaders Hit Back at Trump’s US Takeover Designs on Greenland,” Al Jazeera, January 6, 2026,https://www.aljazeera.com/news/2026/1/6/danish-pm-says-us-attack-on-greenland-would-be-the-end-of-nato
- French Ministry for Europe and Foreign Affairs. “France to Join Operation ‘Arctic Endurance’ in Greenland, Says Minister.” France Diplomacy. https://uk.diplomatie.gouv.fr/en/france-join-operation-arctic-endurance-greenland-minister
- Zoya Sheftalovich, “‘Our American Dream Is Dead’: EU Concedes Trump Is Not on Its Side,” Politico Europe, January 22, 2026,https://www.politico.eu/article/eu-leaders-donald-trump-greenland-summit-davos-relief
- Jorge Liboreiro, “EU Leaders Demand Respect from Trump after Greenland Crisis Rattles Relationship,” Euronews, January 23, 2026,https://www.euronews.com/my-europe/2026/01/23/eu-leaders-demand-respect-from-trump-after-greenland-crisis-rattles-relationship
- Emmanuel Macron at Davos on bullying and rule of law:Aleksandar Brezar, “We Prefer Respect over Bullies, Macron Says at Davos as Trump Tensions Mount,” Euronews, January 20, 2026, https://www.euronews.com/2026/01/20/we-do-prefer-respect-to-bullies-macron-says-at-davos-as-trump-tensions-mount
- Kevin Liptak, Kylie Atwood, and Tim Lister, “Trump’s Greenland Gambit Revives a Long, Complicated History between the US and Denmark,” CNN, January 7, 2026, https://edition.cnn.com/2026/01/07/politics/us-greenland-trump-denmark-history-hnk
- US Department of Defense. 2026 National Defense Strategy of the United States of America. Washington, DC: Department of Defense, January 23, 2026. https://media.defense.gov/2026/Jan/23/2003864773/-1/-1/0/2026-NATIONAL-DEFENSE-STRATEGY.PDF
- Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW). “USA–Dania–Grenlandia: Stan Gry i Scenariusze.” Analizy OSW, January 16, 2026, https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-01-16/usa-dania-grenlandia-stan-gry-i-scenariusze
- Bryant, “US Attack on Greenland Would Mean End of Nato.” https://www.theguardian.com/world/2026/jan/05/trump-must-give-up-fantasies-about-annexation-says-greenland-pm
- Alice Tidey et al., “Relief for EU Leaders as Trump Drops Tariff Threat ahead of Emergency Talks – Follow Live,” Euronews, January 22–23, 2026, https://www.euronews.com/my-europe/2026/01/22/relief-for-eu-leaders-as-trump-drops-tariff-threat-ahead-of-emergency-talks-follow-live
- Frederiksen’s “end of NATO”:Miranda Bryant, “US Attack on Greenland Would Mean End of Nato, Says Danish PM,” The Guardian, January 5, 2026 https://www.theguardian.com/world/2026/jan/05/trump-must-give-up-fantasies-about-annexation-says-greenland-pm
- Brezar, “We Prefer Respect over Bullies”
- European Newsroom. “Babiš Did Not Clearly Say That the Czech Republic Stands behind Greenland: He Prefers an Agreement within NATO.” European Newsroom, January 18, 2026, https://europeannewsroom.com/babis-did-not-clearly-say-that-the-czech-republic-stands-behind-greenland-he-prefers-an-agreement-within-nato-2/
- “Hungary Blocks EU Statement on Greenland as ‘Bilateral Issue’,” Hungarian Conservative, January 19, 2026, https://www.hungarianconservative.com/articles/current/greenland-hungary-viktor-orban-veto-eu-statement/
- Frederiksen’s “end of NATO”:Miranda Bryant, “US Attack on Greenland Would Mean End of Nato, Says Danish PM,” The Guardian, January 5, 2026 https://www.theguardian.com/world/2026/jan/05/trump-must-give-up-fantasies-about-annexation-says-greenland-pm
- Brezar, “We Prefer Respect over Bullies.”
- “Greenland Belongs to Denmark and Greenland, Says Starmer,” BBC News, January 6, 2026, https://www.bbc.com/news/articles/cy9yq8znq37o
- “EU–US Relations Are in Crisis, but Need to Be Protected – Tusk,” Polska Agencja Prasowa (PAP), January 22, 2026,https://www.pap.pl/aktualnosci/eu-us-relations-are-crisis-need-be-protected-tusk
- Lara Jakes, Jim Tankersley, and Zolan Kanno‑Youngs, “Trump Says He Has Framework for Greenland Deal as NATO Mulls Idea of U.S. Sovereignty over Bases,” New York Times, January 21, 2026, https://www.nytimes.com/2026/01/21/us/politics/trump-greenland-threats-diplomacy-force.html
- Clea Caulcutt, “France Rejects Trump Gaza Peace Board Invite over Fears It Wants to Supplant UN,” Politico Europe, January 19, 2026,https://www.politico.eu/article/france-rejects-trump-gaza-peace-board-invite-over-fears-it-wants-to-supplant-un
- Türkiye Signs Trump’s ‘Board of Peace’ Charter,” Daily Sabah, January 20, 2026, https://www.dailysabah.com/politics/turkiye-signs-trumps-board-of-peace-charter/news
- “Miliard dolarów za udział w Radzie Pokoju? Jarosław Kaczyński: Nie jesteśmy biedni,” Rzeczpospolita, January 21, 2026, https://www.rp.pl/polityka/art43692681-miliard-dolarow-za-udzial-w-radzie-pokoju-jaroslaw-kaczynski-nie-jestesmy-biedni
- “Karol Nawrocki w Radzie Pokoju? MSZ Przekazał Opinię,” RMF24, January 22, 2026, https://www.rmf24.pl/polityka/news-karol-nawrocki-w-radzie-pokoju-msz-przekazal-opinie,nId,8059412
Greenland
Autor foto: Domena publiczna
Grenlandia jako test spójności Sojuszu Transatlantyckiego. Europejskie podejście do bezpieczeństwa w erze Trumpa
10 lutego, 2026
Autor: Jagoda Synowiec
Greenland
Autor foto: Domena publiczna
Grenlandia jako test spójności Sojuszu Transatlantyckiego. Europejskie podejście do bezpieczeństwa w erze Trumpa
Autor: Jagoda Synowiec
Opublikowano: 10 lutego, 2026
Ostatnie wydarzenia wokół Grenlandii wywołały debatę i silne reakcje polityczne. Temat nie jest nowy, jako że już 18 sierpnia 2019 r. Donald Trump publicznie zasugerował, że Stany Zjednoczone powinny rozważyć zakup wyspy. Wówczas stwierdził, że ze strategicznego punktu widzenia byłoby korzystne, gdyby znalazła się ona pod kontrolą USA. 10 stycznia 2026 r. prezydent oświadczył, że Stany Zjednoczone „pozyskają” Grenlandię, nie wykluczając użycia siły. Ta deklaracja zapoczątkowała ciąg wydarzeń. Natychmiast przywódcy grenlandzkich partii odrzucili perspektywę aneksji i potwierdzili dążenie do niezależności. Dania oraz inni europejscy sojusznicy wysłali na Grenlandię niewielkie zespoły rozpoznawcze, aby przygotować duńskie ćwiczenia „Arctic Endurance”, których celem było wzmocnienie bezpieczeństwa w Arktyce w ramach struktur NATO. W odpowiedzi Trump zagroził nałożeniem ceł na Danię oraz te państwa europejskie, które zdecydowały się wysłać swoje wojska na Grenlandię. Decyzja ta została w Europie powszechnie odebrana jako przymusowa presja ekonomiczna i sygnał, że obecna administracja USA może poważnie rozważać przejęcie wyspy z użyciem siły militarnej, jeśli presja dyplomatyczna zawiedzie. Tę percepcję odzwierciedliły wypowiedzi części przywódców UE, podkreślające, że suwerenność Grenlandii jest nienegocjowalna, a atak na Danię oznaczałby de facto koniec NATO w obecnej formie. Kilka państw europejskich podpisało wspólny list potwierdzający poszanowanie suwerenności, integralności terytorialnej oraz stwierdzający, że „Grenlandia należy do jej mieszkańców”. Biorąc pod uwagę oświadczenia wspólne i indywidualne, nie ma państwa należącego do NATO, które nie zabrałoby głosu w tej sprawie. Najsłabsze stanowiska zajęły rządy Turcji, Albanii, Węgier, Słowacji i Czech, które ograniczyły się do krótkich lub ostrożnych komentarzy publicznych, odwołujących się do potrzeby dialogu, charakteru dwustronnego sporu lub priorytetu dla pokojowych negocjacji. Z analitycznego punktu widzenia, grenlandzki epizod ma znaczenie nie tyle jako spór terytorialny, ile raczej jako moment wymuszonego ujawnienia, jak daleko rządy europejskie są gotowe się posunąć w obronie norm sojuszniczych, gdy stykają się z jednostronną presją ze strony Stanów Zjednoczonych.
Z perspektywy strategicznej, warto zauważyć, że administracja Trumpa nie działa w całkowitym oderwaniu od szerszego kontekstu. Od dekad, amerykańscy rządzący postrzegali Grenlandię jako kluczową dla obrony kontynentu północnoamerykańskiego, dla systemu wczesnego ostrzegania rakietowego i obserwacji przestrzeni kosmicznej, a także monitorowania aktywności Rosji i Chin w Arktyce. Położenie wyspy w przesmyku GIUK i jej potencjał surowcowy, wpisują się w utrwalone amerykańskie przekonanie, że Grenlandia ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa terytorium USA i długofalowej odporności gospodarczej. W tym znaczeniu, obecne skupienie na Grenlandii stanowi kontynuację szerszej tradycji amerykańskiego strategicznego myślenia, choć tym razem wykorzystuje bardziej konfrontacyjne narzędzia, aby realizować te interesy.
Nowa Strategia Obrony Narodowej USA, opublikowana 24 stycznia 2026 r., nie przysłużyła się uspokojeniu nastrojów w ramach sojuszu. Dokument ten obniża rangę Europy jako priorytetu i jednocześnie wyraźnie wynosi Grenlandię do rangi obszaru strategicznego, umieszczając ją obok Kanału Panamskiego jako terytorium, które Stany Zjednoczone muszą zabezpieczyć, aby chronić interesy własnego bezpieczeństwa narodowego. Strategia przewiduje zagwarantowanie amerykańskiego dostępu wojskowego i gospodarczego do kluczowych szlaków (wśród nich Grenlandii), ujmując to w logice odnowionej Doktryny Monroe. Dla wielu europejskich obserwatorów, ten dokument skodyfikował zwrot amerykańskich priorytetów, które już wcześniej dostrzegano w wypowiedziach przedstawicieli tamtejszej administracji. Zwrot w stronę unilateralną, skoncentrowaną na własnej wizji bezpieczeństwa, w której europejskie obawy i cele schodzą na dalszy plan.
“Zamieszanie” wokół Grenlandii można zatem postrzegać jako przejaw przekształcenia relacji w ramach sojuszu transatlantyckiego; być może do punktu, z którego trudno będzie wrócić do stanu wcześniejszego. Zaufanie między Europą a obecną administracją Stanów zostało widocznie nadwyrężone, z potencjalnie długofalowymi konsekwencjami dla szerszych relacji. Jednocześnie, eksperci podkreślają, że faktyczne przejęcie kontroli nad Grenlandią prawdopodobnie nie stanowi najważniejszego priorytetu operacyjnego dla Stanów Zjednoczonych jako całości: gdyby tak było, istnieje wiele bardziej tradycyjnych środków dyplomatycznych i wojskowych, które można by wykorzystać do forsowania takich roszczeń. Co wielu Europejczyków może postrzegać jako zachowanie chaotyczne czy trudne do zinterpretowania, można także odczytywać jako ryzykowną próbę renegocjowania przez administrację Trumpa, warunków amerykańskiego przywództwa w sojuszu, zasygnalizowania determinacji w relacjach z Rosją i Chinami oraz wywarcia presji na Europejczykach, by wzięli na siebie większą odpowiedzialność za własny region.
Sytuacja wokół Grenlandii ujawnia w szczególnie wyraźny sposób trójwymiarowy model obecnego europejskiego podejścia do Stanów Zjednoczonych. Część państw bardzo zdecydowanie sprzeciwiła się roszczeniom prezydenta Trumpa, inne przyjęły bardziej wyważoną postawę, a pozostałe unikały zajmowania jednoznacznego stanowiska. Do pionierów najbardziej twardej linii zaliczyć można Danię, Francję, Norwegię, Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Szwecję, Hiszpanię i Włochy. Polska, Holandia, Litwa, Łotwa oraz Rumunia wyraziły poparcie dla Grenlandii, choć z mniej konfrontacyjnym podejściem. Najbardziej ambiwalentne i ostrożne stanowiska zajęły Albania, Czechy, Węgry, Słowacja i Turcja. Premier Czech Andrej Babiš stwierdził, że nie może powiedzieć, iż Czechy stoją jednoznacznie po stronie Grenlandii, a węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó określił Grenlandię mianem „kwestii dwustronnej” i argumentował, że UE nie powinna angażować się w ten spór. Te reakcje pokazują obecne nastroje polityczne wobec Stanów Zjednoczonych i są one wynikiem nie tylko wartości, którymi kierują się państwa, ale również własnych interesów, szczególnie dotyczących Stanów jako gwaranta bezpieczeństwa, obaw przed amerykańskimi cłami, czy po prostu krajowej opinii publicznej.
Trójwymiarowy model europejskiego podejścia do Stanów Zjednoczonych
Europejskie reakcje na kryzys grenlandzki można odczytać jako trzy odrębne profile nastawienia wobec Stanów Zjednoczonych jako gwaranta bezpieczeństwa w regionie i partnera politycznego. Wykraczają one poza komentarze dotyczące jednego sporu i odsłaniają głębsze trendy: sprzeciw, niechętną zależność i oportunistyczne dostosowanie.
Państwa o najsilniejszej, najbardziej konfrontacyjnej postawie: Dania, Francja, Norwegia, Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Szwecja, Hiszpania, Włochy, ucieleśniają to, co można nazwać nastrojem obronnej emancypacji. Ich retoryka jednoznacznie przedstawia politykę Trumpa wobec Grenlandii jako naruszenie fundamentalnych zasad (suwerenności, integralności terytorialnej, nienaruszalności granic) oraz bezpośrednie wyzwanie rzucone powojennemu porządkowi euroatlantyckiemu. Ostrzeżenie Mette Frederiksen, że atak USA na Danię oznaczałby faktyczny koniec NATO, jasne podkreślenie Emmanuela Macrona, iż „wolimy rządy prawa od brutalności”, czy wypowiedź Keira Starmera, że przyszłość Grenlandii należy wyłącznie do Grenlandii i Królestwa Danii, wszystkie one sytuują te rządy po stronie aktywnego sprzeciwu wobec idei, że interesy strategiczne USA mogą podporządkować sobie ograniczenia prawne i polityczne. Państwa te, przy czym najsilniejszym przykładem jest Francja, mogą sobie pozwolić na taką postawę, ponieważ dysponują relatywnie rozwiniętym przemysłem obronnym, większą głębią strategiczną i znaczącą siłą polityczną w ramach NATO i UE, co zmniejsza ich doraźną podatność na presję wojskową czy gospodarczą ze strony Stanów Zjednoczonych. Nie są jedynie rozczarowane Trumpem , a interpretują jego zachowanie jako dowód, że Europa musi przygotować się na mniej przewidywalne, bardziej transakcyjne amerykańskie przywództwo i coraz częściej łączą spór o Grenlandię z szerszymi projektami rozwijania strategicznej autonomii UE.
Druga grupa, państwa takich jak Polska, Holandia, Litwa, Łotwa, Rumunia i inne przyjmuje stanowisko zdecydowane, lecz bardziej powściągliwe, które można określić jako strategiczną zależność z zastrzeżeniami. Kraje te wspierają prawo Danii i Grenlandii do samostanowienia, przyłączają się do komunikatów formułowanych na szczeblu UE czy NATO i nie kwestionują nielegalności wymuszonej aneksji. Jednocześnie ich retoryka publiczna jest mniej teatralna i unika ostrych, personalnych ataków na Trumpa. W przypadku Polski, premier Donald Tusk podpisuje wspólny list podkreślający duńską suwerenność, ale zarazem akcentuje potrzebę unikania podziałów w NATO i utrzymania zaangażowania USA w Ukrainie. W odniesieniu do Holandii, rola Marka Ruttego jako sekretarza generalnego NATO jest znamienna: w Davos, po cichu doprowadza on do deeskalacji kryzysu, równocześnie dbając o zachowanie roboczych relacji z Waszyngtonem. Taka ostrożność odzwierciedla strukturalną zależność, ponieważ wiele z tych państw, zwłaszcza na wschodniej flance NATO, w dużym stopniu opiera swoje bezpieczeństwo na obecności wojskowej USA, wywiadzie, zakupach uzbrojenia i nie dysponuje odpowiednim potencjałem przemysłowym czy strategicznym, aby szybko zastąpić te gwarancje. Państwa te dostrzegają erozję zaufania i rozpoznają zagrożenie wynikające z amerykańskiej presji, a mimo to pozostają świadome swojej zależności od zdolności wojskowych USA oraz ograniczonych możliwości ich zastąpienia w krótkiej perspektywie. Dlatego reagują na kryzys, starając się zarządzać napięciami poprzez instytucje i miękkie równoważenie, a nie poprzez otwartą konfrontację. Stany Zjednoczone są postrzegane jednocześnie jako niezbędne i coraz mniej przewidywalne.
Po trzecie, najbardziej ambiwalentne i ostrożne reakcje Albanii, Czech, Węgier, Słowacji i Turcji ilustrują transakcyjne dostosowanie do Waszyngtonu, w którym utrzymanie bliskich relacji bilateralnych z obecną administracją USA może mieć pierwszeństwo przed wyraźną solidarnością z Danią. Rządy te albo relatywizują omawianą kwestię, albo przedstawiają ją jako sprawę, która nie powinna mobilizować Unii Europejskiej ani NATO jako całości. Ich pozycję umożliwia luźniejsze zakorzenienie w ramach bezpieczeństwa UE, wyraźny eurosceptycyzm lub, w przypadku Turcji, status państwa spoza UE, co przesuwa bodźce z działań kolektywnych w stronę pragmatycznych relacji z Waszyngtonem. W tych przypadkach fundamentem postawy jest mniej zaufanie do Stanów Zjednoczonych jako strażnika porządku opartego na regułach, a bardziej chęć maksymalizacji pola manewru wobec Waszyngtonu i Brukseli. Ideologiczna bliskość wobec krytyki UE formułowanej przez Trumpa, oczekiwanie korzyści bilateralnych czy krajowe kalkulacje polityczne sprawiają, że rządy te są niechętne, by inwestować kapitał polityczny w obronę Grenlandii.
Trzy powyższe profile pokazują, że kryzys grenlandzki pełni funkcję testu wytrzymałości zaufania transatlantyckiego: część państw reaguje domagając się wyraźniejszych ograniczeń amerykańskiej siły, inne starają się równoważyć ją w ramach istniejących instytucji, a jeszcze inne skrycie dostosowują się do preferencji Trumpa, nawet kosztem jedności europejskiej. Ten sam schemat będzie się później powtarzał w postawach wobec proponowanej przez Trumpa „Rady Pokoju”, która przekuwa owe nastroje w spójne linie reakcji.
Rekonfiguracje w podejściu do Stanów Zjednoczonych
Epizod grenlandzki jest czymś znacznie więcej niż pojedynczym sporem dyplomatycznym: ujawnia strukturalną zmianę w tym, jak europejscy sojusznicy postrzegają i obdarzają zaufaniem Stany Zjednoczone jako gwaranta bezpieczeństwa.
Dla państw należących do grupy „obronnej emancypacji” kryzys grenlandzki potwierdza głębszą obawę: że amerykańska gwarancja bezpieczeństwa nie opiera się już na wspólnie podzielanym rozumieniu reguł, lecz coraz częściej na doraźnych preferencjach. Gdy Frederiksen sugeruje, iż atak USA na Danię oznaczałby „koniec NATO”, w istocie stwierdza, że Artykuł 5 nie może być brany za pewnik, jeśli najsilniejszy sojusznik podważa suwerenność innego członka. Zaufanie nie rozpada się z dnia na dzień, lecz ulega przeformułowaniu: zamiast mocnej wiary w niezawodność USA staje się ono warunkowe i transakcyjne, powiązane z ciągłymi wysiłkami na rzecz zabezpieczania się poprzez inicjatywy obronne UE, oraz ściślejszą koordynację wewnątrzeuropejską.
Grupa strategicznej zależności doświadcza innego rodzaju erozji. Polska, Litwa, Łotwa czy Rumunia nie przestają nagle ufać USA w wymiarze wojskowym, ponieważ wiedzą, że ich bezpieczeństwo nadal w dużej mierze opiera się na amerykańskich zdolnościach. Kryzys grenlandzki zmusza je jednak do rozdzielenia potencjału militarnego od przywództwa politycznego. Skutkiem jest bardziej ostrożna, niemal technokratyczna forma zaufania: państwa te wciąż polegają na amerykańskim sprzęcie i gwarancjach nuklearnych, a zarazem inwestują w mechanizmy UE, projekty regionalne i dywersyfikację partnerstw na wypadek, gdyby relacja polityczna stała się jeszcze bardziej chwiejna.
Grupa transakcyjnego dostosowania z kolei pokazuje, jak zaufanie może przesuwać się z instytucji w stronę bardziej personalnych relacji bilateralnych. Albania, Czechy, Węgry, Słowacja i Turcja przywiązują w swojej retoryce publicznej relatywnie mniejszą wagę do obrony norm NATO czy UE jako takich, a większą do utrzymywania konstruktywnych relacji z obecną administracją USA. W tym ujęciu zaufanie do Stanów Zjednoczonych dotyczy mniej przewidywalności działania sojuszu jako całości, a bardziej utrzymania korzystnych stosunków z amerykańską administracją. Nie oznacza to, że rządy te są naiwne wobec amerykańskiej potęgi, a raczej, że skłonne są zaakceptować pewien poziom napięcia w spójności NATO w zamian za to, co postrzegają jako dodatkowe wpływy, ochronę lub wsparcie polityczne, wynikające z bliskich relacji bilateralnych.
“Rada Pokoju” jako instrument podziału
Proponowana przez Donalda Trumpa „Rada Pokoju” wpisuje się ściśle w dynamikę ujawnioną przez “aferę grenlandzką”. Jej znaczenie polega tu nie tyle na ocenie normatywnej czy długofalowej wykonalności, ile na tym, jak rządy europejskie odpowiadają na zaproszenie, sposób organizacji inicjatywy i jej instytucjonalny design. Wczesny model zaproszeń i deklaracji udziału w dużym stopniu odzwierciedla trzy wspomniane profile, choć nie w prosty, mechaniczny sposób. Francja, jeden z najgłośniejszych krytyków podejścia Trumpa zarówno do Grenlandii, jak i do Gazy, oficjalnie odmówiła udziału, argumentując, że statut Rady przyznaje jej przewodniczącemu nadmierne uprawnienia i grozi podważeniem systemu ONZ. Turcja przeciwnie, zadeklarowała udział i obecnie przedstawia Radę jako wartościowe narzędzie dyplomacji regionalnej. Polska zajmuje tu niewygodną pozycję pośrodku: prezydent otrzymał zaproszenie i uczestniczył w inauguracji w Davos, opozycja domaga się wykupienia stałego miejsca, podczas gdy obecny rząd i minister spraw zagranicznych publicznie kwestionują sens zasiadania przy jednym stole z Putinem i podkreślają, że każdy taki krok musiałby zostać zatwierdzony przez parlament.
Wybory te nie pokrywają się jeden do jednego z trzema profilami, ale szeroko potwierdzają zakorzenioną w nim logikę: państwa najmocniej zaangażowane w obronę istniejących reguł multilateralnych są najmniej skłonne do dołączenia do Rady; te, które najlepiej odnajdują się w transakcyjnej relacji z Waszyngtonem, reagują najszybszą gotowością, a grupa pośrednia stara się pozostawić sobie otwarte drzwi, bez pełnego zobowiązania.
W tym ujęciu wspomniane europejskie profile nastawień stają się rodzajem nieformalnego „egzaminu wstępnego” do Rady. Państwa, które najsilniej zareagowały na sprawę Grenlandii, mogą być postrzegane jako „hamulcowe”, uparcie domagające się ograniczeń prawnych i wykorzystania instrumentów unijnych. Są one niezbędne pod względem wojskowym i gospodarczym, lecz politycznie kłopotliwe. W logice Rady Pokoju częściej traktuje się je jako trudnych partnerów niż pożądanych sojuszników.
Państwa z grupy strategicznej zależności są bardziej ambiwalentnymi kandydatami. W zasadzie, wspierają Danię i Grenlandię ale unikają eskalacji konfrontacji i intensywnie zabiegają o utrzymanie zaangażowania USA w Europie i w Ukrainie. Ich rządzący dają do zrozumienia, że są gotowi na bardziej transakcyjne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, o ile ich podstawowe interesy w zakresie bezpieczeństwa będą zachowane. Z punktu widzenia administracji Trumpa czyni to z nich potencjalnych „graczy wahających się”: nie w pełni godnych zaufania, ale podatnych na perswazję, presję czy selektywne zachęty w postaci zaproszeń do inicjatyw prowadzonych przez USA, ofert kontraktów zbrojeniowych czy symbolicznego włączenia do elitarnych formatów takich jak Rada. Trzecia grupa jest najbliższa temu, do czego Rada Pokoju zdaje się być zaprojektowana. Traktując Grenlandię jako „kwestię bilateralną”, blokując mocniejsze oświadczenia UE lub odmawiając podpisania wspólnych deklaracji, rządy te pokazują, że są skłonne przedkładać przychylność Waszyngtonu w relacjach bezpośrednich nad zbiorową dyscyplinę europejską. W logice zarysowanej przez wypowiedzi i zaproszenia ze strony administracji takie zachowanie wydaje się nagradzane bliższym włączeniem przywódców tych państw: jako partnerów, którzy nie kwestionują założenia, że Stany Zjednoczone mogą samodzielnie definiować swoje potrzeby bezpieczeństwa i oczekiwać, że sojusznicy się do nich dostosują. Dla tych państw członkostwo w Radzie obiecuje status, wsparcie polityczne oraz, być może, korzyści gospodarcze lub bezpieczeństwa w zamian za lojalność.
Konkluzja: Grenlandia jako symptom, nie wyjątek
Kryzys wokół Grenlandii pokazuje, jak jeden spór może posłużyć za wczesny test wytrzymałości wobec głębszych zmian w relacjach transatlantyckich. Wypowiedzi Trumpa o nabyciu Grenlandii, groźby nałożenia ceł oraz nowa strategia obronna USA nie doprowadziły do rozpadu sojuszu, ale zmieniły sposób, w jaki Europejczycy myślą o amerykańskim przywództwie. Trzy zarysowane profile nastrojów oddają różne sposoby dostosowywania się do Stanów Zjednoczonych, które pozostają militarnie nieodzowne, ale postrzegane są jako bardziej asertywne i mniej przewidywalne. Część rządów odpowiada na to, mocniej akcentując zasady i autonomię, inne zarządzają napięciami za pomocą instrumentów NATO i UE, a jeszcze inne przedkładają bliskie relacje z Waszyngtonem nad europejską spójność.
Debata wokół Rady Pokoju wzmacnia te wzorce. Decyzje o tym, czy i w jaki sposób angażować się w ten nowy format, w dużej mierze odzwierciedlają postawy ujawnione w epizodzie grenlandzkim. Razem sugeruje to, że zaufanie transatlantyckie nie jest już czymś oczywistym. Stało się zasobem, który państwa europejskie przydzielają w różny sposób, bardziej aktywnie negocjują, a w niektórych przypadkach świadomie obwarowują warunkami. Grenlandia jest więc mniej wyjątkiem niż wczesnym testem bardziej złożonej, bardziej zróżnicowanej fazy partnerstwa między Stanami Zjednoczonymi a Europą.
Źródła:
Related Posts
180 kilometrów, które kształtują globalną gospodarkę
Między hegemonem a rewizjonistą: chiński klin w zachodniej hemisferze
Poza fałszywym wyborem. Rada Pokoju Trumpa jako test reguł i władzy
Negocjowanie tej samej wojny. Rosyjskie kontinuum, amerykańskie cykle i dlaczego dynamika nie oznacza zmiany?
Wycofanie jako doktryna. Amerykańska władza między instytucją a precedensem.