Kalifat czy Emirat? Perspektywy dla tzw. Państwa Islamskiego w Afganistanie

Kalifat czy Emirat? Perspektywy dla tzw. Państwa Islamskiego w Afganistanie

Na początku stycznia br. lokalne władze kilku afgańskich prowincji oficjalnie potwierdziły obecność bojowników tzw. Państwa Islamskiego (Islamic State, IS). Oprócz prezydenta Aszrafa Ghaniego oraz lokalnych władz południowych prowincji, obecność IS zaniepokoiła również władze Ruchu Talibów. Choć teoretycznie cele tzw. Państwa Islamskiego i Islamskiego Emiratu Afganistanu (oficjalna nazwa Ruchu Talibów) są zbieżne, w rzeczywistości obie organizacje na afgańskiej ziemi zaczęły rywalizować o wpływy wśród środowisk niechętnych Kabulowi oraz „o serca” ochotników do walki przeciwko władzy.

Według afgańskich źródeł powiązanych z siłami bezpieczeństwa, bojownicy tzw. Państwa Islamskiego przybywają do Afganistanu z Pakistanu. Są wśród nich zarówno obcokrajowcy, jak również byli talibowie, którzy zdecydowali się wystąpić z szeregów armii „emira” mułły Mohammada Omara i podążyli za „kalifem” Abu Bakrem Baghdadim. Spektakularne sukcesy IS na terenie Syrii i Iraku oraz otwartość, z jaką prowadzi działania Baghdadi, są przez niektórych talibów przedkładane nad rozkazy zakonspirowanych prawdopodobnie w pakistańskiej Kwecie władz Islamskiego Emiratu. Kolejną motywacją mają być pieniądze. Według dostępnych informacji, bojownicy IS otrzymują miesięczny „żołd” w wysokości ok. 500 dolarów amerykańskich. W Ruchu Talibów szeregowy bojownik zarobić może równowartość 300 dolarów. Warto zauważyć, że obecność tzw. Państwa Islamskiego w Afganistanie oraz jego rywalizacja z Ruchem Talibów wpisuje się również w szerszy kontekst rywalizacji IS z al-Kaidą, zaś fakt tak szybkiego rozprzestrzeniania się IS na terenie Afganistanu to także efekt zmiany frontu przez niektóre regionalne organizacje, jak pakistański TTP (Tehrik-i-Taliban) czy Islamski Ruch Uzbekistanu (IMU). Obie wyraziły poparcie dla działań „kalifa” Baghdadiego.

Według doniesień medialnych, w Afganistanie może działać już nawet kilkuset bojowników IS, w tym minimum kilkudziesięciu obcokrajowców. Największa ich liczba znajduje się najprawdopodobniej w południowo-zachodnich prowincjach Afganistanu – Helmandzie oraz Farah. O działaniach tzw. Państwa Islamskiego informowały również źródła w prowincjach Herat, Ghazni, Kunar i Nangarhar. Ci spośród talibów, którzy na przełomie 2014 i 2015 roku przeszli na stronę IS, mieli dopuścić się w ostatnich tygodniach symbolicznego zrywania białych flag Ruchu Talibów i zastępowania ich czarnymi flagami nowego dowództwa.

Gubernator prowincji Farah oświadczył pod koniec stycznia br., że zagraniczni bojownicy IS przybywają do Afganistanu z całymi rodzinami, by osiąść na stałe. Jak zauważył, mają jednak problemy ze zdobywaniem zaufania lokalnych mieszkańców. Bojownicy Baghdadiego uznawani są często, w przeciwieństwie do talibów, za element zupełnie obcy, a reputacja tzw. Państwa Islamskiego jest w Afganistanie nadszarpnięta przez doniesienia medialne o zbrodniach na ludności cywilnej, których dopuszczano się w Iraku i Syrii. Ludność afgańska nie zgadza się z wieloma praktykami tzw. Państwa Islamskiego, szczególnie z mocno nagłośnionym przez media handlem kobietami.

Również władze Islamskiego Emiratu Afganistanu w swych najświeższych podziemnych wydawnictwach, które docierają do wielu Afgańczyków na terenach niekontrolowanych przez rząd, zakazują ludności wstępowania w szeregi bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Najprawdopodobniej IS niełatwo będzie zyskać rzeszę zwolenników. W Afganistanie, na kwestie związane z ideologią dżihadu i panislamskimi hasłami nakłada się silna tożsamość narodowa i plemienna. Talibowie, bez względu na to, czy uznawani są przez mieszkańców Afganistanu za bohaterów, czy też bandytów, nie są elementem obcym (ewentualnie wiązanym z Pakistanem), zaś IS to przybysze z państw arabskich, nieznający afgańskiej rzeczywistości i wartości pozaislamskich (głównie zw. z kodeksem honorowym Pasztunwali). Z drugiej strony w Syrii i Iraku, po stronie tzw. Państwa Islamskiego również walczą Afgańczycy, którzy podobnie jak chociażby mieszkańcy państw europejskich, za jakiś czas mogą wracać do ojczyzny, by prowadzić działalność rekrutacyjną w swoim własnym otoczeniu – taka też jest polityka IS.

Nie należy bagatelizować obecności tzw. Państwa Islamskiego we wciąż niestabilnym Afganistanie. Fundamentaliści z IS próbują obecnie wypełnić pustkę po siłach ISAF. Działalność IS w Afganistanie i Pakistanie to również poważne zagrożenie dla całego regionu Azji Południowej, Środkowej, Iranu, a nawet Chin. Oczywiście, istnieje szansa, że sama panislamska ideologia IS nie wystarczy do przekonania większości przywiązanych do rodzimej tradycji Afgańczyków (głównie Pasztunów). Z drugiej strony kwestie ekonomiczne są również czynnikiem istotnym. W kraju panuje bieda i wysokie bezrobocie, a wystarczy wspomnieć, że wielu spośród talibów rekrutowało się właśnie z nizin społecznych i zaciągało się do walki za przysłowiową „kromkę chleba”. IS płaci swym ludziom zdecydowanie więcej. Zaistniała sytuacja wymaga nie tylko monitorowania, ale i stanowczych działań ze strony afgańskich sił bezpieczeństwa. Również stacjonujące w Afganistanie wojska NATO, w ramach operacji Resolute Support, powinny włączyć przeciwdziałanie IS do priorytetów swych działań w 2015 roku. Każdy kolejny sukces tzw. Państwa Islamskiego, niezależnie w którym regionie świata, będzie przysparzał tej organizacji kolejnych zwolenników w niestabilnych ekonomicznie i politycznie regionach globu zamieszkanych przez wyznawców islamu.

Autor: Jakub Gajda, Research Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: NATO HQ JFC Brunssum