KOMENTARZ: Czy Polityka „maksymalnego nacisku” Donalda Trumpa złamie opór Teheranu?

KOMENTARZ: Czy Polityka „maksymalnego nacisku” Donalda Trumpa złamie opór Teheranu?

W  ostatnich tygodniach utrzymuje się napięcie pomiędzy rządami USA oraz Islamskiej Republiki Iranu. Seria incydentów zakończona rzekomym zatwierdzeniem, a następnie odwołaniem przez prezydenta USA Donalda Trumpa ataku na irańskie instalacje wojskowe ponownie zwróciła uwagę opinii publicznej na cieśninę Ormuz. Jednocześnie powstaje pytanie czemu ma służyć eskalacja konfliktu na linii Waszyngton – Teheran.

Przebieg i przyczyny eskalacji napięcia

Obecnie obserwujemy dynamiczną eskalację konfliktu pomiędzy USA a Iranem. Już w maju 2018 r., relacje między tymi państwami uległy pogorszeniu, gdy administracja prezydenta Donalda Trumpa wycofała się z zawartego w 2015 r. porozumienia nuklearnego (JCPOA). Jednak w ciągu ostatnich miesięcy doszło do kolejnych wydarzeń, które doprowadziły do pogorszenia napiętych stosunków na linii Waszyngton – Teheran. 8 kwietnia 2019 r., administracja USA uznała, stanowiący integralną część irańskich sił zbrojnych, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną. Pomijając polityczny wydźwięk tej decyzji, warto wspomnieć, że Korpus Strażników Rewolucji kontroluje dużą część irańskiego przemysłu. Ten krok, w myśl ustawy o przeciwdziałaniu terroryzmowi, umożliwił pośrednie nałożenie na Iran kolejnych sankcji. Teheran odpowiedział podobnym krokiem uznając wojska USA za organizację terrorystyczną.

2 maja 2019 r., rząd USA zniósł pozwolenia, które zwalniały niektóre państwa z embarga  na import irańskiej ropy (8 krajów w tym Chiny i Indie). To działanie rządu USA miało na celu odcięcie Iranu od wpływów z eksportu tego surowca sięgających około 50 mld USD rocznie, a tym samym wymusić na irańskiej stronie m.in. zaprzestanie testowania rakiet balistycznych, wstrzymanie rozwoju programu atomowego oraz wspierania konfliktów toczących się w Jemenie oraz Syrii. W odpowiedzi Korpus Strażników Rewolucji zagroził zamknięciem cieśniny Ormuz, przez którą transportuje się około 30 proc. światowego wydobycia ropy naftowej oraz 25 proc. światowej produkcji LNG. 5 maja 2019 r. John Bolton, doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego poinformował o dyslokacji w rejon Bliskiego Wschodu grupy uderzeniowej lotniskowca USS Abraham Lincoln wraz z grupą zadaniową bombowców. Rząd USA zdecydował się na taki krok ze względu na przesłanki wskazujące na możliwy atak sił irańskich, lub organizacji wspieranych przez Teheran, na znajdujące się w rejonie bliskiego wschodu wojska USA. Trzy dni później na Iran zostały nałożone kolejne sankcje dotyczące przemysłu ciężkiego, miedzi, stali i aluminium. W odpowiedzi rząd irański oznajmił, że odstępuje od części ustaleń porozumienia JCPOA oraz poinformował o wznowieniu programu wzbogacania uranu. 24 maja 2019 r., amerykańska administracja ogłosiła, że w wyniku rosnącego zagrożenia ze strony Iranu, w rejon Bliskiego Wschodu wysłanych zostanie kolejnych 1500 żołnierzy. Natomiast 13 czerwca 2019 r. w Zatoce Omańskiej znajdującej się u wylotu cieśniny Ormuz zaatakowano dwa tankowce transportujące ropę. Sekretarz Stanu USA Mike Pompeo oskarżył o te ataki rząd w Teheranie. Co więcej, 17 czerwca 2019 r. Iran poinformował, że w ciągu następnych 10 dni przekroczy limity dotyczące wzbogacania uranu zawarte w porozumieniu nuklearnym, a trzy dni później (20 czerwca 2019 r.) armia irańska zestrzeliła drona amerykańskiej marynarki wojennej patrolującego cieśninę Ormuz. Waszyngton uznał ten incydent za bezpodstawny atak twierdząc, że ów dron znajdował się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej. Wreszcie 21 czerwca 2019r. prezydent USA Donald Trump poinformował o zatwierdzeniu, a następnie o odwołaniu ataku odwetowego wymierzonego w irańskie instalacje wojskowe. Powodem zmiany decyzji miały być nieproporcjonalne konsekwencje tego ataku. Natomiast 4 lipca 2019r. miał miejsce kolejny incydent pogłębiający kryzys dyplomatyczny. W okolicy Gibraltaru brytyjska marynarka wojenna zatrzymała irański tankowiec o nazwie Grace 1. Statek przewożący 2,1 miliona baryłek ropy jest podejrzany o naruszenie sankcji Unii Europejskiej wobec syryjskiego rządu. Według Wielkiej Brytanii, transportował on ropę z irańskiego portu Assalouyeh do rafinerii Bonyas w Syrii. Następnie 10 lipca 2019 r., w ramach akcji odwetowej, trzy irańskie kanonierki rzekomo próbowały powstrzymać przechodzący przez Cieśninę Ormuz (należący do brytyjskiej firmy naftowej BP) statek British Heritage. Wojska irańskie zaniechały dalszych działań ponieważ tankowiec był eskortowany przez brytyjski okręt wojenny HMS Montrose, a rząd Wielkiej Brytanii podjął decyzję o wzmocnieniu obecności Royal Navy w rejonie Zatoki Perskiej. W międzyczasie, 8 lipca 2019r., Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, poinformowała w krótkim oświadczeniu, że Iran rozpoczął wzbogacanie uranu powyżej poziomu 3,67 proc.. Natomiast irańskie media państwowe, informowały wcześniej, że Iran zaczął wzbogacać uran do poziomu 4,5 proc.. Oznacza to oficjalne przekroczenie limitu ustanowionego cztery lata temu w umowie JCPOA, zawartej przez Teheran z USA, krajami UE, Chinami oraz Rosją.

Obserwowane i ewentualne skutki eskalacji napięcia

Jednym z głównych efektów zaostrzenia relacji pomiędzy USA i Iranem, jest możliwy wzrost ceny ropy oraz gazu ziemnego. Nawet niewielkie prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu w rejonie cieśniny Ormuz, silnie wpływa na międzynarodowe rynki zbytu tych dwóch surowców. Jedna z części składowych ceny ropy jest obliczana na podstawie czynnika politycznego (geopolitycznego). Obecnie ta składowa wynosi około 1-2 USD dla jednej baryłki. Szacuje się, że gdyby prezydent Trump zdecydował się na atak, ów czynnik mógłby wzrosnąć do poziomu 5-10 USD dla jednej baryłki. Dalsza eskalacja, jeżeli nie doprowadzi do otwartej wojny, z pewnością będzie miała negatywny wpływ na handel ropą a z pewnością głęboko wstrząsnęłaby rynkiem zbytu LNG. Ze względu na niskoemisyjny charakter, wysoki wskaźnik produkcji oraz możliwość omijania rurociągów transgranicznych, to właśnie ten surowiec uznaje się jako główne paliwo pomostowe dla zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego. Jednak jego głównym atutem jest niska cena. Jeśli cena LNG zanotowałaby wzrost, miałoby to głębokie konsekwencja dla globalnej gospodarki, która coraz bardziej staje się zależna od tego surowca.

Od momentu wycofania się USA z porozumienia JCPOA, rząd amerykański stara się zaostrzać sankcje ekonomiczne wobec Iranu, aby zmusić Teheran do ustępstw i renegocjacji warunków porozumienia nuklearnego. Amerykańska administracja wierzy, że „maksymalny nacisk” ekonomiczny, w połączeniu z groźbą konfliktu zbrojnego oraz izolacją na arenie politycznej, zmusi irańskich polityków do ponownego podjęcia negocjacji. W przeszłości ta strategia przyniosła efekty, zmuszając Iran do podpisania porozumienia JCPOA. Powodem niezadowolenia administracji USA jest fakt, że umowa JCPOA obejmowała jedynie zagadnienie irańskiego programu wzbogacania uranu. Według Białego Domu, zagadnienia takie jak prowadzone przez Iran programy rakietowe oraz zaangażowanie w wojny w Syrii i Jemenie, również powinny być ujęte w nowym, „lepszym” porozumieniu. Jednakże, ze względu na otwarcie wyrażaną przez Teheran niechęć do administracji Donalda Trumpa, prawdopodobieństwo podjęcia przez Iran kolejnych negocjacji jest raczej znikome.

Obecnie, Iran znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji ekonomicznej a jedynie rząd rosyjski zapewnił Teheran o ewentualnej pomocy i uruchomieniu programu łagodzenia skutków międzynarodowych sankcji nałożonych na ten kraj. Jednak taka pomoc znów stawiałaby Rosję w opozycji do Zachodu, co z kolei mogło by stać się zarzewiem większego konfliktu. Strategia „maksymalnego nacisku”, wymaga wsparcia Unii Europejskiej oraz szeroko pojętej opinii międzynarodowej. Dlatego też, administracja USA starała się wykorzystać (odbywający się w dniach 28-29 czerwca) szczyt G20 w Osace, aby wpłynąć na swoich sojuszników i przekonać ich do słuszności nowej strategii wobec Iranu.

Rozważając też prawdopodobieństwo ewentualnego konfliktu zbrojnego pomiędzy USA a Iranem, warto wspomnieć o zmieniających się założeniach strategicznych Pentagonu. Ze względu na zmieniającą się sytuację geopolityczną, Pentagon uznał że dotychczasowa strategia obrony narodowej, biorąca pod uwagę możliwość prowadzenia wojny na dwóch frontach, jest już nieaktualna. W Narodowej Strategii Obronnej  (National Defense Strategy) z 2018 r. Departament Obrony Stanów Zjednoczonych podkreślił potrzebę zmiany strategii planowania sił (ze strategii uwzględniającej ewentualne prowadzenie dwóch konfliktów ze słabszymi oponentami jednocześnie, na rzecz strategii zakładającej możliwość prowadzenia tylko jednej wojny z silnym, dobrze przygotowanym przeciwnikiem). Biorąc pod uwagę ewentualne konsekwencje wojny z Iranem, USA będą starały się grozić lecz nie powinny dążyć do otwartego konfliktu. Teheran wytrzymywał już długie okresy zapaści ekonomicznej, dlatego też będzie starać się przeczekać prezydenturę Donalda Trumpa, licząc na bardziej ugodowe stanowisko jego następcy. Dlatego też w najbliższej przyszłości może dochodzić do kolejnych incydentów, jednak żadna ze stron celowo nie powinna dążyć do otwartej wojny.

Eskalacja napięcia a Unia Europejska

Obecna sytuacja stanowi dla Unii Europejskiej ogromne wyzwanie. Zwłaszcza dla państw wspierających stanowisko Iranu w sprawie porozumienia JCPOA (Niemcy, Francja, Wielka Brytania). Kolejne sankcje sprawią, że dotrzymanie ustaleń porozumienia JCPOA stanie się dla Teheranu niemożliwe, a to doprowadzi do uznania go za nieważne. Unia Europejska, stała się obecnie celem nacisków zarówno ze strony USA jak i Iranu (Teheran grozi powtórnym wzbogacaniem uranu do poziomu 20 proc. czyli wartości osiąganej przed podpisania umowy JCPOA). Oba kraje starają się szukać w Brukseli wsparcia w prowadzeniu swojej polityki zagranicznej. Na chwilę obecną, stanowisko Unii jest nie jasne, jednak w opozycji do administracji USA Bruksela nawołuje do „maksymalnej powściągliwości”. Warto też pamiętać, że w świadomości europejskich polityków wciąż świeże są amerykańskie nadinterpretacje informacji które doprowadziły do wojny w Iraku. Unia nie chce poddawać się presji USA tak, aby nie legitymizować kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie. Politycy z Brukseli rozumieją, że dalsza destabilizacja tego regionu bardzo negatywnie wpłynęłaby na ogólnoświatową gospodarkę oraz na opinię wyborców, którzy stają się coraz bardziej eurosceptyczni. Dla Unii Europejskiej, po latach izolacji, Iran,  jest niezwykle chłonnym, liczącym około 80 mln ludzi rynkiem zbytu. Ze względu na perspektywy gospodarcze Bruksela będzie starała się utrzymać pozytywne relacje z Teheranem. Ponadto ewentualne dostawy LNG z Iranu mogłyby pomóc krajom Unii w uniezależnieniu się od dostaw gazu z Rosji (dla wielu państw Unii Europejskiej ma znaczenie strategiczne).Trzeba też zaznaczyć, że napięcia na linii USA – Iran pokazały, że Unia Europejska ma obecnie podrzędną rolę w kształtowaniu globalnej polityki. Unia uczestniczy w strategii USA jako mediator, zapewniając kanał dyplomatyczny między Waszyngtonem a Teheranem. Warto jednak zauważyć, że Bruksela nie jest w stanie samodzielnie wywierać presji na żadną ze stron konfliktu, a tym samym osiągać swoich własnych celów gospodarczo-politycznych. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy, jest na przykład fiasko stworzonego przez kraje tzw. E3 (Niemcy, Francja i Wielka Brytania), mechanizmu Instex SPV (Special Vehicle Mechanism). Ten mechanizm transakcji, miał pomóc w łagodzeniu skutków sankcji, nałożonych przez USA na irańską ropę i jej pochodne. Jednak, nie przynosząc rządowi w Teheranie wymiernych korzyści (firmy handlujące ropą nie podjęły ryzyka, obawiając się ewentualnych sankcji), wpłynął negatywnie na wiarygodność administracji UE.

Autor: Stanisław Mrówka, Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: Hosein Velayati, www.ypa.ir, CC BY 4.0