KOMENTARZ PUŁASKIEGO: Irańskie rakiety spadają na Irbil – co dalej z JCPOA-bis? (Jakub Gajda)

KOMENTARZ PUŁASKIEGO: Irańskie rakiety spadają na Irbil – co dalej z JCPOA-bis? (Jakub Gajda)

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wydał w niedzielę oświadczenie, że za pomocą precyzyjnie naprowadzanych pocisków balistycznych zaatakował „izraelskie ośrodki szkoleniowe Mosadu” w autonomicznym regionie Kurdystanu w Iraku. IRGC poinformowała, że ​​operacja była odpowiedzią na izraelskie zabójstwo (również w ataku rakietowym) dwóch irańskich doradców wojskowych na obrzeżach Damaszku w Syrii, które miało mieć miejsce w poniedziałek 7 marca br. 

Sprawstwo Iranu zaskoczyło analityków, zwłaszcza w kontekście będących na finiszu rozmów w sprawie nowego porozumienia nuklearnego, które ma zapewnić Iranowi złagodzenie sankcji i powrót do systemu gospodarki światowej. Co interesujące, jeszcze zanim dowództwo IRGC przyznało się do ataku, nawet irańskie media wskazywały jako potencjalnych sprawców szyickie milicje w Iraku, które miały mścić się w ten sposób na Amerykanach i jej sojusznikach za śmierć gen. Qasema Solejmaniego i Abu Mahdiego al-Muhandisa w styczniu 2020 roku.

Oświadczenie IRGC o wzięciu na siebie odpowiedzialności za atak, można uznać zatem za niespodziewane i dość kontrowersyjne. Bezsprzecznie przeciwnicy nowego układu z Iranem uzyskali w tym momencie kolejny argument świadczący jednoznacznie o tym, że działania Iranu w regionie są agresywne. Oświadczenia Teheranu w tej sprawie o konieczności samoobrony, bez względu na ich zasadność bądź jej brak, nie będą brane pod uwagę, gdyż fakty są jednoznaczne: Iran wystrzelił rakiety balistyczne w stronę terytorium innego państwa i jego władze same się do tego przyznały. Można zatem omawiane zdarzenie uznać za sabotaż wiedeńskich rozmów z mocarstwami ze strony irańskiej. Jest to teza całkiem prawdopodobna, albowiem wśród irańskiego establishmentu nie brakuje figur politycznych niechętnych ewentualnemu porozumieniu. W irańskich serwisach pojawiają się opracowania, które głoszą, że nie należy negocjować nowej umowy, gdyż prawdopodobnie i tak zostanie ona pogwałcona przez następnego republikańskiego prezydenta, który zasiądzie w Białym Domu. Należy przy tym zauważyć, że irańscy konserwatywni politycy, a już w szczególności duchowni ze środowiska Alego Chameneiego, nawet  po sukcesie M. Chatamiego i Dż. Zarifa, jakim było podpisanie pierwszej  umowy –JCPOA w 2015 roku zachowywali postawę sceptyczną i zdystansowaną.

Obok obiektywnie słusznej obawy o prawdziwe intencje Zachodu z Waszyngtonem na czele, istnieje jeszcze drugi istotny wątek związany z niechęcią części irańskiej elity do JCPOA-bis. Szyickie władze obawiają się zachwiania obecnego systemu i trwającej od czterech dekad politycznej równowagi w Iranie. Z pewnością wejście zachodnich firm na irański rynek, jak i ekspansja na Zachód irańskiego biznesu, pociągną za sobą zmiany w sferze obyczajowej, kulturowej i światopoglądowej oraz utworzą niepokojące powiązania z instytucjami obcych wpływów – jest to nieuchronne. Dlatego też, niewątpliwie, ludzie rahbara – Alego Chamenei od zawsze przedkładali ideologię ponad biznes i sukces gospodarczy. W Iranie nieoficjalnie mówi się, że gdyby władze odpuściły swoje regionalne gry – głównie wobec Izraela, w Lewancie oraz rywalizację na Półwyspie Arabskim, to „każdego dnia Iran zarabiałby miliony dolarów”. Można by było wówczas budować nowe drogi, lotniska, dokonywać olbrzymich inwestycji, które przybliżyłyby Iran do statusu faktycznego lidera na Bliskim Wschodzie. Tymczasem wierność ideom rewolucji ze strony władz Republiki Islamskiej sprawia, że skłócony z Zachodem Iran wykorzystuje tylko część swojego potencjału gospodarczego.  Zachód jest dla Iranu atrakcyjny pod względem gospodarczym, ale istnieje przed nim ideologiczny strach. W świetle obecnych wydarzeń coraz czytelniejsza jest zatem strategia spojrzenia na Wschód i szukanie przez Teheran powiązań z państwami w Azji (w tym z Rosją).

Warto nadmienić, że w piątek w Taszkencie, podpisując stosowny protokół, Iran zbliżył się do pełnego członkowstwa w określanej mianem anty-NATO Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW). W ostatnim roku wzrosła też jego wymiana handlowa z państwami tej grupy o ponad 40 proc. Postawa Iranu może w obecnej sytuacji budzić na Zachodzie uzasadnione obawy w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę i konieczności rychłej dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych na europejski rynek. Potencjał Iranu w tym zakresie stanowi niewątpliwie dużą wartość. Pozostając w klinczu z Moskwą należy bezdyskusyjnie prowadzić odpowiednie działania dyplomatyczne i polityczne w Azji. Iran, ze swoimi słabościami i atutami, jest na tej mapie jednym z istotnych graczy.

Autor: dr Jakub Gajda, Research Fellow w programie Polityka Międzynarodowa Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego