Dekoncentracja w czasie rzeczywistym

Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego

Dekoncentracja w czasie rzeczywistym

Dekoncentracja w czasie rzeczywistym

17 sierpnia, 2026

Dekoncentracja w czasie rzeczywistym

Dekoncentracja w czasie rzeczywistym

Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego

Dekoncentracja w czasie rzeczywistym

Autor: Maciej Dachowski

Opublikowano: 17 sierpnia, 2026

W ostatnich miesiącach obserwujemy bardzo znaczącą zmianę w relacjach międzynarodowych. Zmienia się sposób, w jaki państwa budują swoją pozycję w systemie międzynarodowym. Coraz więcej państw średnich nie organizuje już całej swojej strategii wokół jednego centrum ani nie traktuje relacji z konkurującymi mocarstwami jako wzajemnie wykluczających się. Zamiast wybierać między Waszyngtonem a Pekinem, Zachodem a Globalnym Południem czy istniejącymi sojuszami a nowymi formatami współpracy, rozkładają swoje powiązania między wielu partnerów. Bezpieczeństwo, energia, technologie, infrastruktura i kapitał nie muszą już pochodzić z tego samego kierunku.

Nie jest to klasyczna wielobiegunowość, w której kilka mocarstw dzieli między siebie świat na strefy wpływów. Nie jest to również powstanie spójnego porządku postzachodniego. Zmiana zachodzi na poziomie samych powiązań między państwami. Zamiast jednej dominującej osi coraz częściej powstaje wachlarz relacji. Przez dekoncentrację nie rozumiem końca amerykańskiej przewagi ani powstania nowego bloku. Chodzi o rozproszenie zależności, w którym państwa średnie budują równolegle kilka architektur, dzięki którym żadna pojedyncza potęga nie uzyskuje pozycji, z której może zablokować ich strategiczne wybory.

7 sierpnia w Mekce Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan podpisały Porozumienie o Wspólnej Obronie, w którym zbrojny atak na jedno z państw jest traktowany jako atak na wszystkie trzy, kilka tygodni po zawiązaniu w Rijadzie saudyjskiej wielonarodowej koalicji morskiej dla Morza Czerwonego. Istotna jest przy tym nie tylko waga samego porozumienia. Turcja nie opuszcza NATO, Pakistan nie zrywa strategicznej relacji z Chinami, a Arabia Saudyjska nie rezygnuje ze współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Żadne z tych państw nie wybiera więc nowego centrum. Każde poszerza liczbę dostępnych mu opcji.

Jeszcze bardziej znaczące jest to, że sojusz tej rangi powstał poza Waszyngtonem i bez zaangażowania Stanów Zjednoczonych. Nie jest to wydarzenie odosobnione. Wpisuje się w tendencję widoczną przez cały 2026 rok. Pakt z Mekki jest jej najświeższym przykładem.

Najwięcej o przyszłym układzie sił powiedziały bowiem w tym roku nie deklaracje mocarstw, lecz kalendarz spotkań państw średnich, na tyle gęsty i konsekwentny, że układa się we wzór, a nie w przypadkowy zbieg dat. Trzydziesty dziewiąty Szczyt Unii Afrykańskiej w Addis Abebie, 14 i 15 lutego, otworzył tę sekwencję [1], a wypełniły ją kolejno wizyta prezydenta Brazylii Luiza Inácia Luli da Silvy w New Delhi 21 lutego, z czternastoma ministrami i ponad dwustusześćdziesięcioosobową delegacją biznesową, największą w historii brazylijskiej dyplomacji [2], marcowa wizyta prezydenta Republiki Południowej Afryki Cyrila Ramaphosy w Brasilii [3] oraz dziesiąty Szczyt CELAC w Bogocie w dniach od 18 do 21 marca, po raz pierwszy w historii połączony z Forum CELAC i Afryki [4]. W kwietniu prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung podpisał z premierem Modim wspólną wizję strategiczną otwierającą nową fazę partnerstwa Seulu z Delhi [5], prezydent Pakistanu Asif Ali Zardari spędził tydzień w chińskich prowincjach Hunan i Hainan [6], a minister spraw zagranicznych Australii Penny Wong objechała w jednym tygodniu Tokio, Pekin i Seul [7]. Na początku maja japońska premier Sanae Takaichi odwiedziła Hanoi i Canberrę [8], Japonia zawarła z Indonezją pierwszy pakt obronny po liberalizacji własnych ograniczeń eksportu broni [9], a prezydent Wietnamu To Lam przyjechał do New Delhi [10].

Zaraz potem podpisano Protokół z Cebu, pierwszą zmianę Karty ASEAN od 2007 roku, odbył się inauguracyjny Africa Forward Summit w Nairobi z Kenią i Francją w roli gospodarzy, Erdoğan podpisał w Astanie 14 maja trzynaście porozumień z Kazachstanem, w tym o wspólnej produkcji dronów ANKA, czyli o przemysłowej współpracy członka CSTO z członkiem NATO, a Modi odwiedził Zjednoczone Emiraty Arabskie i Włochy. W tym samym miesiącu Trump spotkał się z Xi w Pekinie, po raz pierwszy od dziewięciu lat amerykański prezydent przybył do Chin, a Putin złożył pod koniec maja drugą w tej kadencji wizytę państwową w Chinach i Kazachstanie, połączoną ze szczytem Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej w Astanie. 1 czerwca w Seulu odbyło się pierwsze w historii spotkanie ministrów spraw zagranicznych Korei i Afryki z udziałem przedstawicieli pięćdziesięciu z pięćdziesięciu czterech państw Afryki, a 3 czerwca Zgromadzenie Ogólne ONZ wybrało Kirgistan niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa na lata 2027 i 2028, po raz pierwszy w jego historii. Latem tempo tylko wzrosło. 8 i 9 lipca ministrowie spraw zagranicznych Mali, Burkina Faso i Nigru spotkali się z Siergiejem Ławrowem w Niamey na drugiej sesji konsultacji AES z Rosją [11], a 31 lipca nad jeziorem Issyk-Kul, w Czołpon-Acie, pięć państw Azji Środkowej oraz Azerbejdżan, od 2025 roku pełny uczestnik tego formatu, przyjęły Deklarację z Czołpon-Aty, przy czym Baku i Biszkek podpisały wtedy traktat o stosunkach sojuszniczych, a kilka dni wcześniej w tym samym miejscu obradowała Rada Ministrów Spraw Zagranicznych Szanghajskiej Organizacji Współpracy pod kirgiskim przewodnictwem [12].

Z wszystkich tych wizyt, podpisanych porozumień i nowo powstałych formatów żaden nie odbył się w Waszyngtonie, żaden nie wymagał amerykańskiego pośrednictwa, żaden nie był uzgadniany w ramach formatu, w którym Stany Zjednoczone byłyby gospodarzem, sojusznikiem lub niezbędnym uczestnikiem. Jedyny epizod z udziałem Stanów Zjednoczonych, spotkanie Trumpa z Xi, był formatem dwustronnym, a nie wielostronnym, i odbył się w Pekinie, nie w Waszyngtonie. Jest to ten sam proces, który Alexander Cooley z Uniwersytetu Columbia i Daniel Nexon z Georgetown opisali jako wychodzenie z hegemonii, czyli powstawanie realnych opcji poza porządkiem zbudowanym wokół jednego mocarstwa [13].

Jest to obraz, który mocno odbiega od tego, do czego przyzwyczailiśmy się w ostatnich dwóch dekadach. Za Baracka Obamy i przez większą część kadencji Joe Bidena to Waszyngton był organizatorem kluczowych szczytów z udziałem państw Pacyfiku, Afryki i Azji Południowo-Wschodniej. W grudniu 2022 roku Biden gościł blisko pięćdziesięciu przywódców afrykańskich na US Africa Leaders Summit, we wrześniu 2022 i ponownie we wrześniu 2023 odbyły się w Białym Domu dwa kolejne US Pacific Island Country Summit, a w maju 2022 pierwszy w historii US ASEAN Special Summit. Otwarto wówczas nowe ambasady amerykańskie na Wyspach Salomona i w Tonga oraz nawiązano stosunki dyplomatyczne z Wyspami Cooka i Niue. Dyplomacja w Indo-Pacyfiku, w Afryce i w Ameryce Łacińskiej rozwijała się z odniesieniem do amerykańskiej obecności, nawet gdy odbywała się bez amerykańskiego udziału. Spotkania państw azjatyckich z Chinami uznawano za próbę równoważenia presji amerykańskiej. Spotkania państw afrykańskich z Rosją czytano jako konsekwencję amerykańskiego wycofania. Spotkania państw latynoamerykańskich w ramach CELAC interpretowano jako alternatywę wobec Organizacji Państw Amerykańskich.

Druga administracja Donalda Trumpa odeszła od tej architektury. Nie kontynuowała formatu szczytów pacyficznych, opóźniła kolejną edycję US Africa Leaders Summit, wykluczyła Republikę Południowej Afryki z grudniowego szczytu G20 w Miami i w listopadzie 2025 roku opublikowała Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, w której dominacja w półkuli zachodniej przesłoniła Indo-Pacyfik. Demontaż USAID i cła wzajemne wobec państw afrykańskich i azjatyckich pogłębiły wrażenie wycofania. Unia Europejska, choć utrzymała własne kanały dialogu, w tym szczyty z Unią Afrykańską, CELAC i Azją Środkową oraz program Global Gateway, w nowej geometrii spotkań państw średnich jest obecna głównie jako jeden z partnerów zewnętrznych, nie jako współarchitekt agendy. Nowe inicjatywy, w tym Forum CELAC i Afryki, konsultacje AES z Rosją, wspólna wizja strategiczna Korei i Indii, spotkanie ministrów spraw zagranicznych Korei i Afryki czy Protokół z Cebu, powstawały bez bezpośredniego udziału unijnego.

W ostatnich miesiącach wyraźnie osłabła rola Zachodu jako głównego punktu odniesienia dla państw średnich i mniejszych. Coraz częściej koncentrują się one na budowie własnych sieci współpracy w obszarze bezpieczeństwa energetycznego, przemysłu obronnego, łańcuchów dostaw czy polityki klimatycznej. Stany Zjednoczone, Unia Europejska, Chiny i Rosja pozostają istotnym kontekstem tych procesów, ale nie są już ich wyłącznymi architektami. Amitav Acharya, który od 2011 roku kieruje Katedrą UNESCO do spraw Wyzwań Ponadnarodowych i Zarządzania i jest profesorem stosunków międzynarodowych w School of International Service na American University w Waszyngtonie, nazywa taki układ światem wieloplanowym, w którym obok siebie funkcjonuje wiele nakładających się porządków i ośrodków, bez jednego reżysera całości [14].

Mapa nowych powiązań

Analiza podpisywanych dokumentów i przebiegu tych wizyt pokazuje, że w różnych regionach świata równolegle zachodzi podobny proces. Państwa średnie i mniejsze rozwijają własne zdolności przemysłowe, obronne i instytucjonalne, przygotowując się na globalne turbulencje w coraz większym stopniu autonomicznie.

Na obszarze Indo-Pacyfiku obraz jest szczególnie wyraźny ze względu na koncentrację wydarzeń. Japońsko-indonezyjskie porozumienie obronne nie jest klasycznym paktem, lecz pierwszym wdrożeniem nowej polityki Tokio po zniesieniu wieloletnich ograniczeń eksportu uzbrojenia, a Dżakarta równolegle podpisuje pakt z Waszyngtonem, kupuje chińskie myśliwce J-10C i podpisuje umowy naftowe z Rosją. W podejściu opartym na podziale świata na dwa rywalizujące bloki taki układ wygląda jak chaos. Z perspektywy Indonezji, ale też Indii, Wietnamu, Korei i Australii, jest to świadome rozpraszanie zależności bezpieczeństwa między wielu partnerów, tak aby żaden nie miał blokującej pozycji. Wspólna wizja indyjsko-koreańska, indyjsko-wietnamskie rozszerzone partnerstwo czy japońsko-australijska deklaracja nie są ruchami przeciw nikomu, lecz konsekwentnym przesunięciem ciężaru relacji z wymiany handlowej na wspólną produkcję i interoperacyjność.

W Afryce ten sam wzorzec jest dla zachodniego odbiorcy mniej czytelny, ale działa tak samo. W lutym organizatorzy Szczytu Unii Afrykańskiej odmówili prezydentowi Zełenskiemu możliwości zdalnego zabrania głosu. Nie wynikało to z sympatii wobec Rosji. Motywy poszczególnych stolic bywają różne, od antykolonialnych po czysto gospodarcze, ale łączy je rosnąca chęć działania bez konieczności uzyskiwania legitymizacji od Zachodu, linia, którą tamtejsza dyplomacja nazywa pragmatycznym niezaangażowaniem. Chodzi o to, by szczyt pozostał forum, na którym Afryka sama określa swoje priorytety.

Widać to również w podejściu do reformy Rady Bezpieczeństwa. Sekretarz generalny ONZ António Guterres mówił w Addis Abebie, że brak stałego miejsca dla Afryki jest nie do obrony. Odpowiedź na ten problem nie rodzi się już jednak w Nowym Jorku. Państwa afrykańskie, zamiast zabiegać o reformę Rady Bezpieczeństwa, przenoszą ciężar decyzji do własnych instytucji regionalnych, takich jak Unia Afrykańska czy Sojusz Państw Sahelu.

Najlepszym przykładem jest właśnie Sojusz Państw Sahelu, który tworzą Mali, Burkina Faso i Niger. Te trzy państwa najpierw wystąpiły z Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej, czyli ECOWAS, a następnie zbudowały obok niej własną strukturę. W pierwszym kwartale 2026 roku wprowadziły wspólną taryfę celną, wspólny paszport, pięciotysięczne wspólne siły zbrojne oraz formalne konsultacje ministerialne z Rosją. To ten sam mechanizm, który w Indo-Pacyfiku realizują nowe formaty dwustronne i regionalne, czyli budowanie nowej struktury zamiast reformowania starej. Państwa podpisują porozumienia, uruchamiają współpracę i utrwalają ją w praktyce, nie czekając na zgodę dawnych ośrodków.

W Ameryce Łacińskiej waga zmiany nie leży w randze samego szczytu CELAC, który przyciągnął tylko pięcioro szefów państw, lecz w odbywającym się równolegle pierwszym wspólnym forum CELAC i Afryki. Po raz pierwszy przy jednym stole spotkali się przywódcy państw Ameryki Łacińskiej i Afryki, regionów liczących razem około dwóch miliardów mieszkańców, i przyjęli wspólny dokument, Deklarację Bogotańską. Zapowiada ona traktowanie obu regionów jako bezpośrednich partnerów i rozwijanie współpracy z pominięciem dawnych pośredników, a zarazem odwołuje się do wspólnego, kolonialnego dziedzictwa obu kontynentów. Brazylia, która w 2026 roku przewodniczy BRICS i jest gospodarzem szczytu klimatycznego COP30, uczestniczy jednocześnie w kilku takich formatach współpracy globalnego Południa i staje się miejscem, w którym one się zazębiają.

Kolejnym przykładem tej samej tendencji jest powołanie do życia morskiego korytarza między Kolumbią a Ghaną, wynegocjowanego przez pierwszą afrokolumbijską wiceprezydent Kolumbii Francię Márquez. Uruchomienie tego szlaku otwiera pierwsze w tej dekadzie bezpośrednie połączenie handlowe między Ameryką Południową a Afryką Zachodnią, czyli między regionami, których wymiana szła dotąd przede wszystkim okrężnie, przez porty i pośredników z Europy oraz Ameryki Północnej. Nowy szlak omija to pośrednictwo i łączy oba brzegi Atlantyku bezpośrednio.

Czwarty z tych układów, najmniej obecny w polskiej i europejskiej debacie, może się okazać najważniejszy dla zrozumienia skali zachodzącej zmiany. Chodzi o współpracę między państwami Rady Współpracy Zatoki Perskiej a pięcioma państwami Azji Środkowej, rozwijaną od 2023 roku w formacie nazywanym GCC plus C5. W ciągu dwóch lat przeszła ona drogę od deklaracji politycznych do konkretnych inwestycji. Saudyjska ACWA Power zapowiedziała projekty w czystej energii o wartości ponad trzynastu miliardów dolarów w Kazachstanie, Kirgistanie i Uzbekistanie. Emiracki Masdar, działający w odnawialnych źródłach energii, przekroczył w samym Uzbekistanie próg czterech miliardów dolarów. Saudyjski Fundusz Rozwoju buduje zaś w regionie portfel projektów wart ponad dwadzieścia miliardów dolarów.

Wojna izraelsko-amerykańska z Iranem, która rozpoczęła się 28 lutego 2026 roku, przyspieszyła ten proces. Po irańskich uderzeniach odwetowych na Bahrajn, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabię Saudyjską stało się jasne, że obecność amerykańskich sił w regionie służy przede wszystkim ochronie własnej infrastruktury i baz, a nie bezpieczeństwu państw gospodarzy. Kraje GCC zaczęły systematycznie budować strategiczne zaplecze w głębi kontynentu, alternatywne szlaki omijające cieśninę Ormuz oraz dywersyfikację kierunków dostaw surowców, a Arabia Saudyjska po zrewidowaniu szacunków własnych zasobów mineralnych do dwóch i pół biliona dolarów ogłosiła program inwestycji górniczych o wartości stu miliardów dolarów. Nie jest to już geopolityka pomocy rozwojowej, lecz strategiczna rywalizacja z Chinami i Rosją prowadzona na obszarze tradycyjnie uznawanym za ich strefę wpływów, przez graczy, których jeszcze kilka lat temu mało kto brał pod uwagę w tej roli.

Latem ta gospodarcza rywalizacja zyskała twardą warstwę bezpieczeństwa. Wróćmy do podpisanego w Mekce Porozumienia o Wspólnej Obronie. Rozwija ono wcześniejszy pakt obronny Arabii Saudyjskiej i Pakistanu z września 2025 roku i po raz pierwszy wiąże w jednym układzie trzy bardzo różne państwa, czyli członka NATO, jakim jest Turcja, mocarstwo nuklearne, czyli Pakistan, oraz największego producenta ropy w regionie, czyli Arabię Saudyjską. Turecki minister spraw zagranicznych zapowiedział, że po uregulowaniu spraw technicznych do porozumienia dołączy także Egipt.

Znaczenie tego kroku dla całego obrazu jest podwójne. Po pierwsze, porozumienie nie powstało w Waszyngtonie ani nie wymagało amerykańskiego pośrednictwa, choć dotyczy odstraszania militarnego, które przez dekady było domeną Stanów Zjednoczonych. Po drugie, Turcja nie wybiera między NATO a nowym sojuszem, lecz łączy oba. Obok sojuszu atlantyckiego buduje drugą warstwę bezpieczeństwa, aktywną tam, gdzie NATO nie sięga.

Warto zauważyć, że te same państwa, które budują w Azji Środkowej infrastrukturę energetyczną i cyfrową, rozpościerają teraz nad nią również parasol bezpieczeństwa. Turcja jest dla tego szlaku wyjściem na zachód, ku Europie, a Pakistan wyjściem na południe, ku portom nad Oceanem Indyjskim, dzięki planowanej kolei z Uzbekistanu przez Afganistan do wybrzeża. Saudyjski kapitał jest już obecny w projektach infrastrukturalnych w Kazachstanie. Gospodarka i bezpieczeństwo zaczynają się więc pokrywać na tej samej mapie.

Osobnym i pouczającym przypadkiem jest Pakistan, który pokazuje tę samą prawidłowość od drugiej strony. Osaczony gospodarczo i politycznie, nie rozkłada powiązań na wielu partnerów, lecz coraz mocniej wiąże się z jednym, czyli z Chinami. Widać to na kilku poziomach naraz. Pakistan rozwija chiński port w Gwadarze, który daje wyjście na ocean z pominięciem newralgicznej cieśniny Ormuz, pogłębia współpracę wojskową, czego znakiem jest nowy okręt podwodny zbudowany według chińskiej technologii, a umowy gospodarcze podpisuje wprost z chińskimi prowincjami, nie tylko z rządem w Pekinie. To odwrotność strategii Kazachstanu. Kazachstan świadomie rozprasza zależności, bo stać go na wybór, Pakistan koncentruje je na jednym kierunku, bo wyboru nie ma. Wniosek jest jednak wspólny. Żadne państwo średnie nie może już dziś pozwolić sobie na bierność i każde, niezależnie od punktu wyjścia, musi przyjąć jakąś strategię. Wachlarz nie jest zatem ideologią, lecz funkcją liczby dostępnych opcji, a sama dekoncentracja zależy również od tego, ile alternatyw państwo potrafi sobie wytworzyć.

To dzieje się szybciej, niż przewidywała większość analityków

To, co czyni tę sekwencję jakościowo nową, to nie sama treść porozumień, bo każde z osobna mogłoby być opisane jako kolejny etap dawno zaczętych procesów. Nowe jest tempo i nasilenie tych relacji. Państwa średnie i mniejsze przestały odpowiadać na ruchy mocarstw. Działają z własnej inicjatywy, traktując wstrząsy globalne, czyli wojnę w Iranie, blokadę Ormuz, nieprzewidywalność polityki amerykańskiej i wycofywanie się z porozumień klimatycznych, jako stały element otoczenia, a nie jako tymczasowe anomalie do przeczekania.

To przesunięcie ma cztery warstwy. Warstwa instytucjonalna tworzy nowe formaty zamiast czekać na reformę istniejących, formaty lekkie, sektorowe, podpisywane dwustronnie i niewymagające zatwierdzenia żadnej zewnętrznej instytucji, a nawet tradycyjne i niezbyt dynamiczne organizacje regionalne, jak ASEAN czy CELAC, zmieniają dziś tempo własnego działania, czego dowodem jest pierwsza od 2007 roku zmiana Karty ASEAN. Oliver Stuenkel, politolog z Fundacji Getúlio Vargas w São Paulo, nazywa to budową równoległych instytucji świata post-zachodniego, które nie zastępują dawnych, lecz rosną obok nich [15]. Warstwa przemysłowa to konkretne fabryki, elektrownie i kopalnie. Raz wybudowana infrastruktura działa dalej niezależnie od decyzji politycznych. Warstwa narracyjna to koniec obowiązkowego tłumaczenia się Zachodowi. Państwa średnie nie usprawiedliwiają już swoich decyzji językiem porządku liberalnego, a era dopasowywania się do amerykańskiej polityki dobiegła końca bez oficjalnego ogłoszenia. Warstwa najmniej widoczna, ale strategicznie najważniejsza, to koordynacja międzyregionalna, czyli wspólna agenda państw afrykańskich i latynoamerykańskich, formaty łączące Zatokę Perską z Azją Środkową oraz Korea i Francja wchodzące w równoległą dwustronną grę z całym kontynentem afrykańskim, czyli architektura, która jeszcze pięć lat temu istniała wyłącznie w retoryce.

Tempo zmiany jest istotne samo w sobie. Większość analiz strategicznych z poprzednich lat zakładała, że proces dekoncentracji potrwa dekadę lub dwie i będzie miał charakter stopniowej erozji. Wojna w Iranie i kryzys wokół Ormuzu nie stworzyły tego procesu, ale gwałtownie przyspieszyły jego przejście od deklaracji do infrastruktury i konkretnych zobowiązań. Państwa, które przez lata mówiły o dywersyfikacji, w ciągu kilku miesięcy ją wdrażają, te, które mówiły o Globalnym Południu jako koncepcji, urzeczywistniają je jako format, a te, które mówiły o autonomii strategicznej, budują infrastrukturę, która ją umożliwia.

Logika wachlarza, nie logika osi

Najczęstszym błędem przy interpretacji tych ruchów jest sprowadzanie ich do nowej zimnej wojny lub do prostej polaryzacji „Zachód kontra reszta”. To podział, który zaspokaja nawyki interpretacyjne ukształtowane w XX wieku, ale nie odpowiada rzeczywistości. Indonezja, Australia, Indie, Brazylia czy Kazachstan operują dziś jednocześnie w kilku architekturach, które jeszcze pięć lat temu uznawano za wzajemnie wykluczające się, podpisując równolegle porozumienia z Waszyngtonem, Pekinem i Moskwą bez poczucia konieczności wyboru. To nie jest niespójność i nie jest hipokryzja, lecz świadome rozkładanie powiązań strategicznych na wielu partnerach, tak by żaden z nich nie miał blokującej pozycji i żaden konflikt między mocarstwami nie zamykał państwu wszystkich opcji. Teoria stosunków międzynarodowych nazywa taką strategię hedgingiem, a jej najpełniejszy opis dla państw średnich i mniejszych zawdzięczamy Kuikowi Cheng-Chwee z Narodowego Uniwersytetu Malezji [16]. Można to nazwać nowym niezaangażowaniem, ale termin ten oddaje tylko połowę zjawiska. Klasyczne niezaangażowanie z lat sześćdziesiątych było defensywne, miało chronić państwa postkolonialne przed wciąganiem ich do cudzych konfliktów. Obecna postawa jest ofensywna, wykorzystuje konkurencję mocarstw jako warunek wytwarzania miejsca dla siebie, a obecność w wielu systemach jako narzędzie zwiększania, a nie ograniczania, własnej sprawczości.

Logika wachlarza działa poprawnie tylko wtedy, gdy jest budowana świadomie i wcześnie. Państwa, które ją budują dziś, robią to w przekonaniu, że w ciągu następnych pięciu lat warunki dostępu do rynków, surowców, technologii i bezpieczeństwa zmienią się gwałtownie. Te, które jej nie budują, ryzykują, że obudzą się w sytuacji wymagającej negocjacji z partnerami, z którymi nie zbudowały operacyjnych kanałów wtedy, kiedy było to relatywnie łatwe. Okno realizacji jest krótkie, a decyzje zapadające w pierwszej połowie 2026 roku są najprawdopodobniej takimi, których nie da się odtworzyć w 2030 roku, kiedy konkurencja o partnerów będzie znacznie ostrzejsza i mniej elastyczna.

Polska działa, ale działa w jedną stronę

Jeśli ta diagnoza jest trafna, Polska powinna należeć do państw budujących wachlarz najszybciej, bo jest państwem średnim o dużym potencjale, z rozwiniętym przemysłem, doświadczeniem transformacji oraz miejscem w NATO i Unii. Tym bardziej warto przyjrzeć się temu, co robi w praktyce. Tezę, że Polska przesypia te zmiany, łatwo byłoby postawić, gdyby nie ostatnie miesiące, w trakcie których polska polityka zagraniczna była aktywna, intensywna i profesjonalna. Premier Donald Tusk między 12 a 15 kwietnia złożył historyczną wizytę w Korei Południowej i Japonii, pierwszą polską wizytę na tym szczeblu w Korei od dwudziestu siedmiu lat i pierwszą w Japonii od sześciu, uzasadniając ją diagnozą, którą warto zacytować dosłownie. „Świat potrzebuje nowej geopolityki. Wszystko się rozsypało na naszych oczach. Nowy ład powstaje na naszych oczach, ale nie może powstać bez naszego udziału” [17]. 28 i 29 kwietnia prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w 11. Szczycie Inicjatywy Trójmorza w Dubrowniku, w trakcie którego trzynaście państw regionu wskazało Polskę jako swojego reprezentanta na szczycie G20 w Miami, a korytarze Via Carpatia i Rail2Sea zostały po raz pierwszy wpisane do deklaracji końcowej jako infrastruktura podwójnego zastosowania [18]. 27 maja w bazie Northolt premier Tusk i premier Keir Starmer podpisali Traktat o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności. Wraz z wcześniejszym traktatem z Francją z 9 maja 2025 roku, lutową deklaracją o partnerstwie strategicznym z Norwegią, podpisaną 17 czerwca 2026 roku umową o współpracy obronnej z Niemcami oraz zapowiadanym porozumieniem z Włochami, składa się to na gęstą sieć dwustronnych porozumień Polski w ramach Zachodu [19]. Umowa z Niemcami ma przy tym węższy charakter niż traktaty z Francją i Wielką Brytanią, ponieważ na życzenie Warszawy nie zawiera klauzuli wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa. Polska polityka zagraniczna nie zaniedbuje obowiązków, nie odkłada decyzji, nie chowa się za inercją.

Pytanie nie brzmi więc, czy Polska działa, lecz w jakim kierunku i czy ten kierunek jest dopasowany do skali zmiany, którą jej własny premier publicznie nazywa po imieniu. Tusk w Seulu mówi, że nowy ład powstaje na naszych oczach, ale ten ład powstaje nie tylko w Tokio i Seulu, lecz przede wszystkim w New Delhi, Bogocie, Hanoi, Dżakarcie, Brasylii, Samarkandzie i Astanie, gdzie Polski w ostatnich miesiącach nie było. Tusk uczestniczy w nowym ładzie tam, gdzie jest on jeszcze najbardziej podobny do starego. Polska rozwija z Japonią i Koreą relacje wykraczające poza klasyczny sojusz atlantycki, ale nadal przede wszystkim poprzez relacje dwustronne, a nie poprzez szerszą strategię obecności w azjatyckich architekturach. Jest to kierunek sensowny i potrzebny, lecz jakościowo inny niż budowa wachlarza powiązań, w którym żaden pojedynczy partner nie ma blokującej pozycji. Polska sieć traktatowa pogłębia istniejącą architekturę i jest jakościowo inna niż to, co robi Lula, jadący do New Delhi, podpisujący równocześnie umowy z Pekinem i utrzymujący strategiczny dialog z Waszyngtonem. Lula buduje pomost między różnymi architekturami, Tusk pogłębia jedną, na której Polsce zależy najmocniej. Polska świetnie opanowała sztukę pogłębiania istniejących sojuszy, ale nie opanowała jeszcze sztuki budowania opcji poza nimi. Trójmorze i mandat na G20 jest najciekawszym z polskich ruchów ostatnich miesięcy, bo zbliża się do logiki wachlarza, ale w wąskiej geograficznie wersji, a jego ukierunkowanie, czyli rozmowy Nawrockiego z sekretarzem energii USA i koncepcja Polski jako „bramy północy” dla amerykańskiego gazu, jest specjalizacją w tej samej osi, w której Polska specjalizuje się od dwudziestu lat, a nie jej dywersyfikacją.

Najbardziej wymowny jest fakt, którego polska debata nie zauważa. Obok Polski przy stole G20 w Miami zasiądą Kazachstan i Uzbekistan, dwa państwa Azji Środkowej, których droga do tego stołu jest jakościowo różna od polskiej. Działają one równocześnie w sześciu układach regionalnych. Są członkami Szanghajskiej Organizacji Współpracy, prowadzą dialog C5+1 ze Stanami Zjednoczonymi, należą do Organizacji Państw Tureckich, są partnerami szczytów Unia Europejska, Azja Środkowa, przyjmują inwestycje funduszy państw Zatoki Perskiej w czystą energię i uczestniczą w chińskim formacie CA5. Do tego budują wspólnie z Azerbejdżanem korytarz transkaspijski z pominięciem Rosji [20]. Zostały zaproszone do G20 nie ze względu na wielkość gospodarki, lecz dlatego, że bez ich udziału nie da się dziś prowadzić poważnej rozmowy o szlakach handlowych, surowcach krytycznych i bezpieczeństwie energetycznym w Eurazji. Ich sąsiad Kirgistan, jeszcze mniejszy gospodarczo, sprawuje w 2026 roku przewodnictwo w Szanghajskiej Organizacji Współpracy i właśnie został wybrany do Rady Bezpieczeństwa ONZ na lata 2027 i 2028. Polska na ten sam szczyt G20 przyjeżdża z innego porządku regionalnego, w którym wszystkie strategiczne kierunki sprowadzają się do jednego, czyli do Brukseli i Waszyngtonu. 

Nie chodzi o to, że Polska powinna przesunąć ciężar dyplomatyczny ze stosunków euroatlantyckich na BRICS, na Globalne Południe czy na ASEAN. Byłaby to tylko zamiana jednej dominującej osi na drugą i równie krótkowzroczna. Chodzi o coś, co wymaga głębszego namysłu. W warunkach, w których system międzynarodowy zmienia się szybciej, niż większość dyplomatycznych aparatów państwowych jest w stanie zauważyć, wartość ma nie tyle obecność w prestiżowych forach, ile zdolność do równoczesnego działania w wielu układach regionalnych, z których żaden nie wymaga rezygnacji z pozostałych. Nie chodzi więc o geografię, lecz o architekturę, bo tą samą logiką objąć można Azję, Zatokę i Globalne Południe, ale też Trójmorze, NATO i Unię. Polska nie potrzebuje zwrotu na Globalne Południe, lecz polityki wielowektorowej wewnątrz zachodniej orientacji strategicznej. Nie chodzi też o kopiowanie polityki Kazachstanu czy Uzbekistanu, których geografia i struktura gospodarki są zupełnie inne, lecz o przejęcie jej logiki, czyli uczestnictwa w wielu formatach jednocześnie, bez traktowania ich jako wzajemnie wykluczających się. Tego właśnie uczą w ostatnich miesiącach Indonezja, Brazylia i Kazachstan.

Polska konsekwentnie buduje sieć dwustronnych traktatów strategicznych w ramach Zachodu i sieć ta jest wartością samą w sobie. Ma to swoje racjonalne uzasadnienie, ponieważ podstawowym problemem bezpieczeństwa Polski jest Rosja u jej granic, a odstraszanie w ramach NATO i partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi pozostają fundamentem, nie jedną z równorzędnych opcji. Problemem Polski nie jest koncentracja na Zachodzie. Problemem jest to, że koncentracja na Zachodzie nie została uzupełniona drugą warstwą relacji, która zwiększałaby polską sprawczość gospodarczą i polityczną poza podstawowym systemem bezpieczeństwa. Polska dywersyfikuje partnerów, ale nie dywersyfikuje architektur, w których działa. Skupienie się prawie wyłącznie na pogłębianiu jednej osi sojuszniczej jest podejściem rozsądnym dopóki ta architektura pozostaje centrum systemu, ale w warunkach, w których inne państwa średnie świadomie rozkładają powiązania na wielu architekturach, koncentracja w jednej staje się ryzykiem, ponieważ nierozłożone powiązania bezpieczeństwa działają dobrze tylko wtedy, gdy żaden z ich elementów nie zawodzi.

Najgłębszy problem nie leży jednak w samej aktywności polskiej dyplomacji, lecz w sposobie, w jaki Polska odczytuje własną pozycję. Zaproszenie do G20 w Miami bywa traktowane jako moment triumfu, jako zwieńczenie trzydziestoletniej drogi awansu strategicznego, jako wejście do najwyższej ligi. Tylko że liga, do której wchodzimy, w trakcie naszej wspinaczki przestała być tą, którą znaliśmy. Dziesięć lat temu G20 było głównym forum, na którym ustalano reguły systemu finansowego, klimatycznego i regulacyjnego. Dziś G20 nadal grupuje większość światowego PKB, ale reguły systemu są w znacznej części ustalane poza nim, w mniejszych formatach, szybciej i z innymi graczami. Wchodzimy więc na szczyt, którego funkcja jest inna niż dekadę temu, bo w mniejszym stopniu samodzielnie wyznacza reguły systemu, a w większym odzwierciedla rosnącą konkurencję między różnymi ośrodkami wpływu, a samo wejście traktujemy tak, jakby forum było wciąż takie, jakim wyobrażaliśmy je sobie dekadę temu.

Wejście do G20 ma sens strategiczny tylko wtedy, gdy Polska wykorzysta je do uruchomienia własnej gry, której dotąd nie prowadziła. Gra ta wymagałaby stałej obecności operacyjnej w stolicach, w których polska dyplomacja nie funkcjonowała dotąd na poziomie strategicznym, czyli w New Delhi, Brasilii, Dżakarcie, Hanoi, Rijadzie, Astanie, Pretorii czy Bogocie, obecności wykraczającej poza placówkę i obejmującej polskie banki rozwoju oraz fundusze inwestycyjne w lokalnych projektach surowcowych i infrastrukturalnych. Wymagałaby też konkretnej oferty, której Polska dziś nie formułuje, choć ma czym handlować, mając przemysł obronny przekonujący w warunkach realnej wojny, doświadczenie w energetyce gazowej i jądrowej, rolnictwo, informatykę oraz lekcje wynikające z trzydziestoletniej transformacji, którą wiele państw Globalnego Południa uważa za wzór. Wymagałaby wreszcie sojuszy nieoczywistych, czyli relacji strategicznych z państwami spoza klasycznej osi euroatlantyckiej, których Polska nigdy nie zbudowała, podczas gdy państwa znacznie mniejsze od niej robią to dziś rutynowo. W tle leży głębsza zmiana percepcji. Państwa, które polska debata nadal opisuje zbiorczo jako Globalne Południe i traktuje jako kategorię peryferyjną, są dziś jednym z miejsc, w których ustalają się reguły handlu surowcami krytycznymi, zarządzania długiem, reformy ONZ i polityki klimatycznej. Bez własnej obecności w tych dyskusjach Polska oddaje reprezentowanie części swoich interesów innym ośrodkom, przede wszystkim Brukseli i Waszyngtonowi, których priorytety nie zawsze pokrywają się z polskimi.

Pytanie, które stąd wynika, nie brzmi, jak Polska ma się odnaleźć w nowym świecie, lecz czy polska polityka zagraniczna jest w stanie zauważyć, że nowy świat już się zaczął, i to nie w odległym horyzoncie strategicznym, lecz w trakcie zwykłego kalendarza dyplomatycznego ostatnich kilku miesięcy. Tusk w Seulu sformułował diagnozę poprawnie. Pytanie nie dotyczy diagnozy, lecz instrumentów, instytucji, ludzi, kontaktów, banków, funduszy i koncepcji, dzięki którym można byłoby stać się twórcą rzeczywistości, a nie biernym obserwatorem. Powiązania, które dziś powstają w Astanie, Bogocie, Dżakarcie i Brasylii, opierają się na własnych zasobach i opierają się na własnej wewnętrznej logice. Polska może w nie jeszcze wejść, jeśli zbuduje narzędzia, których dotąd nie zbudowała. Ale czas na tę decyzję mierzy się dziś w miesiącach, nie w latach. Wróćmy na koniec do Mekki. Pokazała ona, że trzy państwa potrafią zbudować własny układ bezpieczeństwa bez Waszyngtonu, choć wszystkie trzy pozostają jego partnerami. Pytanie dla Polski nie brzmi więc, czy powinna przestać ufać Stanom Zjednoczonym, lecz czy potrafi zbudować dość własnych relacji, by nawet przy zachowaniu tego sojuszu nie być zależna od jednej architektury działania. Dekoncentracja nie oznacza wyboru nowego centrum. Oznacza zdolność do działania także wtedy, gdy dawne centrum przestaje wystarczać.

Przypisy

[1] African Union, 39th Ordinary Session of the Assembly of Heads of State and Government, Addis Abeba, 14 i 15 lutego 2026; UN News, „Guterres tells AU Summit: This is 2026, not 1946 in push for reform”, 16 lutego 2026.

[2] Ministry of External Affairs (India), Joint Statement on State Visit of President of Brazil to India, 21 lutego 2026; The Indian Express, „Brazil sends largest-ever delegation to India as President Lula visits with 260 firms and 14 ministers”, 13 lutego 2026.

[3] Department of International Relations and Cooperation (Republic of South Africa), „President Ramaphosa to strengthen Brazil ties on State Visit”, 8 marca 2026.

[4] Vice Presidency of Colombia, First CELAC, Africa High-Level Forum, Bogotá, 18 i 21 marca 2026; ColombiaOne, „CELAC, Africa Forum Confronts the Past, Strengthens Ties in Colombia”, 22 marca 2026.

[5] Ministry of External Affairs (India), Joint Strategic Vision for the India, Republic of Korea Special Strategic Partnership, 20 kwietnia 2026; ISAS National University of Singapore, „President Lee Jae-myung in India: Boosting Strategic Industrial Collaboration”, 23 kwietnia 2026.

[6] President of Pakistan, komunikat prasowy o State Visit to China, 25 kwietnia i 1 maja 2026; The Diplomat, „Why the Pakistani President’s Visit to China Amid the West Asia Crisis Is Important”, 28 kwietnia 2026; South China Morning Post, „Pakistani president seeks to bolster full spectrum of ties with China on visit”, 28 kwietnia 2026.

[7] Australian Minister for Foreign Affairs, „Visit to Japan, China and the Republic of Korea”, media release, 27 kwietnia 2026; Ministry of Foreign Affairs of the People’s Republic of China, „Wang Yi Holds China, Australia Foreign and Strategic Dialogue with Australian Foreign Minister Penny Wong”, 30 kwietnia 2026.

[8] Ministry of Foreign Affairs of Japan, „Prime Minister TAKAICHI’s visit to Viet Nam and Australia”, 1 i 5 maja 2026; The Diplomat, „Sanae Takaichi’s Canberra Visit”, 8 maja 2026.

[9] Ministry of Defense of Japan, „Joint Press Statement, H.E. Shinjiro Koizumi, Minister of Defense of Japan and H.E. Sjafrie Sjamsoeddin, Minister of Defence of the Republic of Indonesia”, Dżakarta, 4 maja 2026; Reuters, „Indonesia, Japan sign defence cooperation agreement”, 4 maja 2026.

[10] Prime Minister of India, „Joint Statement on Enhanced Comprehensive Strategic Partnership between the Republic of India and the Socialist Republic of Viet Nam”, 6 maja 2026; Vietnam News Agency, „A new phase in Viet Nam, India relations”, maj 2026.

[11] Ministry of Foreign Affairs of the Russian Federation, „Russia, Confederation of Sahel States ministerial meeting”, Moskwa, 3 kwietnia 2025 (pierwsza sesja); druga sesja konsultacji AES, Rosja, Niamey, 8 i 9 lipca 2026 (TASS, APA News); GIS Reports, „Juntas and Moscow reshaping Sahel alliances”, 2026.

[12] ASEAN Main Portal, „Chair’s Statement of the 48th ASEAN Summit”, Cebu, 8 maja 2026; African Union i Republic of Kenya, komunikat Africa Forward Summit, Nairobi, 11 i 12 maja 2026; Ministry of External Affairs (India), BRICS Foreign Ministers’ Meeting, New Delhi, 14 i 15 maja 2026; Organization of Turkic States, Informal Summit, Turkistan, 15 maja 2026; The Astana Times i SpecialEurasia, relacje z wizyty państwowej Putina w Astanie, 27 do 29 maja 2026; Élysée Palace, Joint Statement on the State Visit of the President of Indonesia to France, 28 maja 2026; Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Korea, Korea-Africa Foreign Ministers’ Meeting Joint Statement, Seul, 1 czerwca 2026; UN News, „Kyrgyzstan wins seat on UN Security Council for first time ever”, 3 czerwca 2026. Informal Consultative Meeting of the Heads of State of Central Asia and Azerbaijan oraz Deklaracja z Czołpon-Aty, Czołpon-Ata, 31 lipca 2026; Rada Ministrów Spraw Zagranicznych Szanghajskiej Organizacji Współpracy, Czołpon-Ata, lipiec 2026; Ministry of Foreign Affairs of Pakistan, Makkah Joint Defence Agreement, komunikat 204/2026, oraz Saudi Press Agency, Joint Statement of the Makkah Al-Mukarramah Summit for Joint Defence, 7 sierpnia 2026; saudyjska inicjatywa wielonarodowej koalicji morskiej dla Morza Czerwonego, Rijad, 2026.

[13] Alexander Cooley, Daniel Nexon, Exit from Hegemony. The Unraveling of the American Global Order, Oxford University Press, Nowy Jork 2020.

[14] Amitav Acharya, The End of American World Order, Polity Press, Cambridge 2014 (wyd. 2 2018), skąd pochodzi pojęcie świata wieloplanowego; zob. też tegoż, The Once and Future World Order, Basic Books, Nowy Jork 2025.

[15] Oliver Stuenkel, Post-Western World. How Emerging Powers Are Remaking Global Order, Polity Press, Cambridge 2016.

[16] Cheng-Chwee Kuik, „The Essence of Hedging. Malaysia and Singapore’s Response to a Rising China”, Contemporary Southeast Asia, t. 30, nr 2 (2008), s. 159 i nast.

[17] Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, „Wizyta premiera Donalda Tuska w Korei i Japonii”, 12 i 15 kwietnia 2026; Defence24, „Historyczna wizyta premiera w Azji. Polska wzmacnia relacje z Koreą i Japonią”, kwiecień 2026. Defence24, „Tusk w Korei i Japonii: zbrojeniówka priorytetem, w tle bilans handlowy i technologie”, 13 kwietnia 2026; Ośrodek Spraw Azjatyckich Uniwersytetu Łódzkiego, „Dynamiczna Korea, stabilna Japonia: o partnerstwach z Polską”, kwiecień 2026.

[18] Kancelaria Prezydenta RP, „Szczyt Inicjatywy Trójmorza w Dubrowniku”, 28 i 29 kwietnia 2026; Polsat News, „Szczyt Trójmorza. Prezydent Nawrocki: Polska gotowa, by stać się bramą północy”, 28 kwietnia 2026; Euronews, „Szczyt Inicjatywy Trójmorza w Dubrowniku i jego nowa rola w zmieniającym się porządku globalnym”, 29 kwietnia 2026; Bank Gospodarstwa Krajowego, list intencyjny w sprawie Three Seas Initiative Infrastructure Fund of Funds, 28 kwietnia 2026.

[19] Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, „Przełomowy traktat polsko-francuski podpisany w Nancy”, 9 maja 2025; „Polska i Norwegia wzmacniają partnerstwo strategiczne i militarne”, luty 2026; „Donald Tusk i Giorgia Meloni zapowiadają nowy etap współpracy Polski i Włoch”, 7 maja 2026; „Traktat Polska, Wielka Brytania o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności”, Northolt, 27 maja 2026; Ministerstwo Obrony Narodowej, umowa o współpracy obronnej między Polską a Niemcami, podpisana przez ministrów Władysława Kosiniaka-Kamysza i Borisa Pistoriusa, Warszawa, 17 czerwca 2026.

[20] European Bank for Reconstruction and Development, „The Trans-Caspian Transport Corridor”, 2023; Council of the European Union, First EU, Central Asia Summit, Samarkanda, 3 i 4 kwietnia 2025; Xinhua, „China and Central Asia Leaders Hold First Summit in Xi’an”, 19 maja 2023; The Diplomat, „Washington Hosts Central Asian Leaders in C5+1 Format”, listopad 2025.