Między Hagą a Ankarą: od definicji celów do dylematów implementacji
Nadchodzący szczyt przywódców państw członkowskich NATO w Ankarze ma stanowić wyraźną cezurę, przenosząc środek ciężkości działań Sojuszu z fazy deklaracji politycznych przyjętych w Hadze do etapu ich wdrożenia. Zeszłoroczny szczyt pełnił funkcję katalizatora dla ustanowienia nowych minimów alokacyjnych, mających utrzymać sojusznicze status quo na początku drugiej kadencji Donalda Trumpa. W przekonaniu Marka Rutte szczyt w Turcji ma zainicjować rewolucję przemysłowo-obronną i definitywnie przełamać dotychczasowe bariery produkcyjne w Europie [1]. Dla samego Sekretarza Generalnego jest to zarazem sposobność, by dowieść europejskim sojusznikom, że potrafi podjąć wysiłek na rzecz zatrzymania Stanów Zjednoczonych w strukturach Sojuszu, lecz również proces budowy jego bardziej europejskiej odsłony [2]. Nastrój uległ przy tym wyraźnej zmianie względem ubiegłego roku: europejscy członkowie w mniejszym stopniu obawiają się dziś przejęcia odpowiedzialności za własną obronę – w większym natomiast stają wobec znacznie trudniejszego wyzwania, jakim jest zmiana samego DNA Sojuszu i przejście od struktury zdominowanej przez USA do wspólnoty z silniejszym przywództwem europejskim [2].
Głównym instrumentem owego przełożenia ma stać się przemysł obronny, czemu podporządkowano strukturę szczytu. Jego pierwszy dzień ma zostać poświęcony forum przemysłu obronnego, podczas którego zapowiedziano sformalizowanie kontraktów o wartości dziesiątek miliardów dolarów [1]. Diagnoza leżąca u podstaw tej agendy jest klarowna: transatlantycką potęgę gospodarczą należy skonsolidować i przełożyć na realną siłę bojową, co wymaga przełamania rozdrobnionych rynków krajowych, ograniczenia biurokracji oraz utrzymania innowacji w centrum uwagi. Źródło problemu nie leży w samych nakładach finansowych, jako że w 2025 roku europejscy członkowie NATO i Kanada zwiększyli łączny budżet obronny o 20% w ujęciu realnym, osiągając sumę 574 miliardów dolarów – co stanowi największy jednoroczny wzrost w historii Sojuszu – a po raz pierwszy od 2014 roku wszystkie 32 państwa członkowskie przeznaczają na ten cel co najmniej 2% PKB [3]. Wyzwaniem pozostają zdolności konwersji wydatków na siłę bojową.
Logika tego przedsięwzięcia wpisuje się w wyłaniającą się koncepcję NATO 3.0 – amerykańską wizję modelu Sojuszu o silniejszym komponencie europejskim, w którym państwa Starego Kontynentu przejmują główną odpowiedzialność za obronę konwencjonalną, pozostając jednak pod amerykańskim parasolem nuklearnym. Za tą formułą kryje się jakościowa zmiana w myśleniu strategicznym Waszyngtonu: administracja odchodzi od dotychczasowej logiki „dzielenia się ciężarem” (burden-sharing) na rzecz jego pełnego „przerzucenia” (burden-shifting) [2]. Choć proces ten stanowi odpowiedź na realną potrzebę europeizacji struktur obronnych, to zasadnicza trudność tkwi w pytaniu o podmiotowość i autorstwo owej wizji.
Europa nie tyle świadomie podąża za amerykańskim przywództwem, ile nie dysponuje własną kulturą strategiczną tj. wspólnym poziomem zgodności co do natury i źródeł zagrożeń, mechanizmom koniecznym ich sprostaniu oraz akceptowalnych kosztów ryzyka politycznego i konwencjonalnego, które gotowi są ponieść dla realizacji samodzielnie definiowanych celów strategicznych. Obecnie jej brak wymusza na Europie działalność w głównej mierze reaktywną wobec impulsów płynących z USA. W rezultacie to Stany Zjednoczone jednostronnie wyznaczają kierunek transformacji Sojuszu, bowiem Europa nie potrafi wypracować go samodzielnie w oparciu o autonomiczną definicję własnych interesów.
Z tej asymetrii wyrasta fundamentalny paradoks organizujący współczesne relacje transatlantyckie, oparte na strukturalnie odmiennych motywacjach po obu stronach Atlantyku. Dla Amerykanów rozstrzygające jest, by Europa pozostawała zaangażowana wobec transformacji sojuszu – by dowiodła operacyjnej sprawczości, zdolności przemysłowych i realizacji podjętych minimów wydatkowych, co pozwoliłoby na relokację zasobów Pentagonu na odcinek Indo-Pacyfiku. Dla strony europejskiej istotne pozostaje natomiast oczekiwanie wprost odwrotne: by Stany Zjednoczone pozostały zaangażowane wobec sojuszu jako całości, niezależnie od jego nowej odsłony, która obecnie zdaje się być warunkiem utrzymania zaangażowania USA w struktury NATO.
Szczyt w Ankarze dostarczy kontraktów, memorandów i listów intencyjnych, jednak nie wyklaruje tego, czego Europie brakuje w stopniu szczególnie dotkliwym – własnej odpowiedzi na pytanie o długofalowy kierunek podejmowanej transformacji. U źródła współczesnego kryzysu tożsamościowego leży bowiem nie deficyt środków finansowych, lecz brak wspólnej europejskiej kultury strategicznej, który Ankara może szczególnie uwidocznić, udowadniając, że materialne zbrojenia wyprzedzają zdolność do definiowania kierunków wspólnego działania. Znamienne jest przy tym, że presja ta spadła na Europę nagle. Impuls do całej transformacji nadszedł dopiero wraz z powrotem Donalda Trumpa do władzy przed rokiem – i to jego kolejne posunięcia, nie zaś stopniowa ewolucja rozłożona na dekadę, wymusiły obecne przyspieszenie. Europa stanęła więc przed zadaniem zdefiniowania własnej odpowiedzialności strategicznej, podczas gdy ukształtowanie dojrzałej kultury strategicznej wymaga lat. Deficyt, który Ankara obnaży, jest zatem w równej mierze deficytem uzgodnienia, co deficytem czasu
Granice transatlantyckiego zaufania
Obraz sojuszu sprawnie przełamującego rozdrobnienie przemysłowe i mobilizującego zasoby na rzecz wspólnej obrony traci ostrość, po zestawieniu go z serią kryzysów, które w miesiącach poprzedzających szczyt obnażyły strukturalne rozejście się interesów i percepcji po obu stronach Atlantyku. Napięcia te nie stanowią jedynie tła dla obrad w Ankarze, lecz wyznaczają ich właściwy kontekst, uderzając wprost w spoiwo, którego transakcyjna formuła szczytu nie jest w stanie wytworzyć – wspólne rozumienie tego, przed jakimi zagrożeniami Europa się broni i z jakimi partnerami. Zaufanie w relacjach transatlantyckich podlega przy tym widocznej erozji, korespondującej z ewolucją amerykańskiej myśli strategicznej w kierunku doktryny zaangażowania bez uwikłania. Wśród priorytetów wobec Europy najnowsza Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA wymienia zakończenie postrzegania NATO jako sojuszu nieustannie się rozszerzającego – stanowi więc formalny sygnał ograniczenia, nie poszerzenia, amerykańskich zobowiązań [4].
Pierwszym i najdalej idącym symbolicznie przejawem tego rozejścia stał się spór o Grenlandię, gdzie groźby Donalda Trumpa o możliwym przejęciu kontroli nad autonomicznym terytorium duńskiej korony – rozważane w spektrum wariantów od nacisków ekonomicznych po użycie siły – postawiło sojusz w sytuacji bezprecedensowej. Groźby te wywołały w Europie szok; premier Danii Mette Frederiksen ostrzegła, że amerykańskie uderzenie na terytorium duńskie oznaczałoby faktyczny koniec NATO i powojennego ładu bezpieczeństwa [5]. Ujawnił się przy tym głęboki paradoks porządkujący współczesną architekturę bezpieczeństwa: podczas gdy Francja i Wielka Brytania w ramach Koalicji Chętnych deklarowały gotowość operacyjnego zaangażowania wobec broniącej się Ukrainy jako państwa zewnętrznego, w przypadku bezpośredniego zagrożenia integralności terytorium członka NATO przeważyło wahanie, pozostawiając wspólnotę nieprzygotowaną na scenariusz, w którym źródłem niestabilności staje się jej własny lider. Znamienne, że skierowanie przez kilka państw Europy kontyngentów na Grenlandię w ramach wspólnych ćwiczeń, Donald Trump odczytał jako prowokację, odpowiadając groźbą ceł [6]. Solidarność sojusznicza w ramach NATO stała się w ten sposób powodem do gospodarczego odwetu ze strony jego największego kontrybutora.
Jeszcze wyraźniej granice transatlantyckiego zaufania odsłoniła wojna w Iranie, gdzie amerykańsko-izraelskie operacje militarne oraz wezwanie do udziału sojuszników w zabezpieczeniu żeglugi przez cieśninę Ormuz wywołały w Europie reakcję opartą na publicznym dystansowaniu się przy jednoczesnej, operacyjnej uległości [7]. Gdy Iran zablokował kluczową dla światowego handlu ropą cieśninę, Waszyngton zażądał, by to państwa europejskie sfinansowały i zorganizowały misję jej patrolowania [7]. Choć większość europejskich liderów stanowczo odcięła się od konfliktu z Iranem, zakazując wykorzystywania swoich baz do uderzeń, to część państw ostatecznie udostępniło Amerykanom infrastrukturę [8]. Rozłam między polityczną odmową a technicznym przyzwoleniem jaskrawo obrazuje napięcia transatlantyckie: solidarność sprowadza się tu do operacyjnej zależności, pozbawionej wpływu na cele i procedury. Nieskonsultowana z Waszyngtonem co do celów operacji, Europa zdecydowała się ostatecznie ponieść ekonomiczne konsekwencje destabilizacji szlaków energetycznych. W wymiarze strategicznym ta erozja wzajemnych konsultacji sojuszników przynosi zyski Rosji, Chinom i Iranowi – rywale Zachodu odbierają bowiem czytelny sygnał o braku jedności Zachodu w sferze militarnej.
Sytuację dodatkowo komplikuje niepewność co do dalszej konwencjonalnej obecności sił USA na kontynencie, co z całą ostrością ujawnia strukturalne uzależnienie Europy od decyzji Waszyngtonu. Sekretarz Wojny Pete Hegseth zapowiedział już nie tylko sześciomiesięczny przegląd amerykańskiego kontyngentu, ale i wprost ostrzegł, iż jeśli państwa europejskie nie osiągną wyznaczonych progów wydatków, Stany Zjednoczone zaczną proporcjonalnie redukować swój udział we wspólnym budżecie NATO [9]. W zestawieniu z wycofaniem około pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec oraz wstrzymaniem planowanej rotacji brygady pancernej do Polski działania te składają się na najgłębszą rewizję amerykańskiej postury na kontynencie od czasu zimnej wojny – wprowadzoną w momencie, gdy Rosja kontynuuje wojnę przeciw Ukrainie, zbrojnie przeciwstawiając się zachodniemu porządkowi zbudowanemu pod przywództwem Stanów Zjednoczonych. Powiązanie tych decyzji z poziomem europejskiego wsparcia dla operacji bliskowschodnich dowodzi, że postura wojskowa przestała być odizolowana od bieżących tarć politycznych, zmuszając europejskich planistów do reaktywnego łatania dziur w planach obronnych.
Wspólnym mianownikiem tych kryzysów nie jest sama nieprzewidywalność Waszyngtonu, lecz fundamentalny fakt, że żaden z nich nie wywołał po stronie europejskiej jednej, spójnej odpowiedzi. U podłoża tych pęknięć leży brak wspólnej europejskiej doktryny, która określałaby wektory zagrożeń, strukturę partnerstw obronnych oraz pożądane środki reagowania. Napięcia transatlantyckie ujawniają, że Europa, która przez dekady uzależniała swoje bezpieczeństwo od relacji z Waszyngtonem, wobec zachwiania ich stabilności nie wypracowała własnej ramy strategicznej, w oparciu o którą mogłaby zdefiniować autonomiczne cele i reagować w sposób zjednoczony.
Pluralizm albo paraliż – zbrojenia bez doktryny
Sprowadzanie kryzysów transatlantyckich wyłącznie do nieprzewidywalności Waszyngtonu maskuje głębszy problem wewnętrzny Europy. Prawdziwa trudność Starego Kontynentu wynika z nieuzgodnionej istoty odpowiedzialności strategicznej. Najwyraźniej widać to na trzech osiach: odstraszania nuklearnego, instytucjonalnej architektury obrony zbiorowej oraz samej percepcji zagrożenia. O ile rozwój europejskiego przemysłu obronnego jest dla kontynentu koniecznością zmierzającą do wzmocnienia niezależności od USA, o tyle bez jasnej wizji kierunku europeizacji sojuszu materialne przyspieszenie w sferze produkcji wyprzedza uzgodnienie samych celów, którym ta produkcja ma służyć. Europa dysponuje wieloma kulturami strategicznymi i nie potrafi nimi zarządzać pod presją, która przyniósł powrót Donalda Trumpa do władzy w ubiegłym roku.
Najbardziej newralgicznym przykładem tej tezy jest brak jednoznacznego stanowiska Europy wobec parasola nuklearnego. Administracja USA konsekwentnie rysuje rozgraniczenie między swoją posturą konwencjonalną a odstraszaniem nuklearnym: podczas gdy od Europejczyków oczekuje przejęcia głównej odpowiedzialności za tę pierwszą, drugą deklaruje utrzymać. Amerykańska obecność konwencjonalna w Europie nigdy nie służyła wyłącznie bezpośredniej obronie – stanowiła fundament wiarygodności rozszerzonego odstraszania, sprzęgając interesy bezpieczeństwa obu brzegów Atlantyku. Pełniła ona funkcję „potykacza”, który czynił wiarygodnym amerykańskie zaangażowanie, łącznie z ostatecznym użyciem broni jądrowej. Wycofywanie obecności konwencjonalnej z Europy osłabia ową wiarygodność, a przez to – cały Sojusz.
W tę lukę kompetencyjną próbuje wpisać się Europa, co jednak obnaża głębokie rozwarstwienie percepcji bezpieczeństwa i pluralizm sprzecznych doktryn – których Europa nie potrafi zestroić. Najdalej idącą propozycją pozostaje francuska koncepcja odstraszania wysuniętego (dissuasion avancée), ogłoszona przez prezydenta Macrona w marcu 2026 roku [9]. Zakłada ona włączenie innych państw europejskich w ćwiczenia francuskich sił nuklearnych oraz możliwość czasowego rozmieszczenia francuskiego lotnictwa strategicznego na terytoriach sojuszników, na przykład w Polsce czy w Niemczech [10]. Choć operacjonalizuje ona europejski wymiar francuskich żywotnych interesów, Paryż kategorycznie odrzuca współdzielenie decyzji o użyciu broni jądrowej oraz włączenie własnego arsenału w struktury Grupy Planowania Nuklearnego NATO. Odmiennie sytuuje się Wielka Brytania: jej arsenał pozostaje formalnie przypisany do Sojuszu, a Londyn utrzymuje podniesiony w 2021 roku pułap 260 głowic [11]. Oparte na zasadzie ścisłej wystarczalności, Paryż i Londyn nie zastąpią jednak parasola amerykańskiego.
Wokół tej osi ujawnia się szersza dywergencja kultur strategicznych, wykraczająca poza spór geograficzny czy podział na sztywne formaty regionalne. Kontynent zmaga się z wielością nakładających się na siebie interpretacji suwerenności obronnej. W rezultacie pączkują sprzeczne koncepcje odpowiedzi na kryzys – od presji na rozszerzenie natowskiego programu Nuclear Sharing po inicjatywy podejmowane samodzielnie przez pojedyncze państwa. W Polsce prezydent Karol Nawrocki jako pierwszy tak wysoki rangą urzędnik otwarcie poparł rozpoczęcie prac przygotowawczych nad narodowym programem nuklearnym, wskazując na zagrożenie ze strony Rosji, podczas gdy Litwa prowadzi z Waszyngtonem rozmowy o możliwości rozmieszczenia amerykańskiej broni jądrowej na swoim terytorium [12][13].
Druga oś wewnętrznych wyzwań ma charakter instytucjonalny i dotyczy pytania, czy unijna klauzula wzajemnej obrony może zastąpić natowski artykuł 5. Tekstualnie klauzula bywa uznawana za silniejszą – mówi o obowiązku pomocy i wsparcia wszelkimi dostępnymi środkami wobec państwa będącego ofiarą zbrojnej agresji, podczas gdy art. 5 odnosi się do zbrojnej napaści i wyższego progu. Szczególna różnica tkwi jednak w systemach zbudowanych wokół obu klauzul, co bezlitośnie obnażyły przeprowadzone na początku maja 2026 roku sztabowe symulacje z udziałem unijnych ambasadorów [14]. Wykazały one fundamentalne braki operacyjne Unii w zarządzaniu kryzysem militarnym. W przeciwieństwie do NATO Unia nie dysponuje zintegrowaną architekturą dowodzenia ani wspólnym planowaniem zdolności bojowych niezbędnym do prowadzenia operacji na dużą skalę [15]. Co więcej, klauzula opiera się na pomocy międzyrządowej i dwustronnej, nie zaś zintegrowanej: gdy Francja jako jedyna w historii aktywowała ją w 2015 roku po zamachach w Paryżu, musiała negocjować wsparcie bilateralnie z poszczególnymi stolicami, bez reakcji na poziomie całej Unii [16]. Ponadto, zasada jednomyślności oraz skłonność do nadmiernych konsultacji, przy braku z góry zdefiniowanych protokołów działania, grożą paraliżem decyzyjnym w obliczu nagłego ataku [15]. Tym samym w obecnej formie unijna klauzula nie jest w stanie działać jako zastępstwo art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Znamienne jest również, że samo rozumienie tego, czym artykuł 42.7 miałby być, dzieli Europejczyków. Dla jednych – np. Prezydenta Francji Emmanuela Macrona – jest to zobowiązanie silniejsze od natowskiego; dla innych narzędzie działania poniżej artykułu 5, nadające się do reagowania na zagrożenia hybrydowe i szarą strefę, tam gdzie NATO pozostaje ograniczone; dla jeszcze innych element budzący obawę, że jego wyeksponowanie przyspieszy amerykańskie wycofanie [15]. Ta rozbieżność interpretacji jest kolejnym świadectwem tego, że Europejczycy nie uzgodnili ani jakich zobowiązań oczekują od siebie nawzajem, ani jakim ramom instytucjonalnym miałaby przypaść polityczna odpowiedzialność.
Trzecia oś dotyka najgłębiej zakorzenionej warstwy problemu – percepcji zagrożenia. Państwa flanki wschodniej, takie jak Polska czy kraje bałtyckie, postrzegają Rosję jako bezpośrednie, egzystencjalne zagrożenie i koncentrują się na obronie terytorialnej oraz niedopuszczeniu do fizycznej agresji i okupacji, podczas gdy stolice Europy Zachodniej w znacznie większym stopniu lękają się niekontrolowanej eskalacji, która mogłaby wciągnąć je w katastrofalny konflikt jądrowy [17][18]. Różnica ta nie jest przy tym neutralna: Rosja świadomie dąży do jej pogłębienia, traktując rozbieżność europejskich lęków jako narzędzie rozbijania spójności Sojuszu. To właśnie ów rozłam – między wschodnim lękiem przed okupacją a zachodnią obawą przed eskalacją – sprawia, że wspólna odpowiedź pozostaje trudna do wykucia.
Europa dysponuje dziś rosnącymi zasobami, coraz śmielszymi inicjatywami i realną gotowością do ponoszenia kosztów; czego jej brakuje, to podzielanego rozumienia, przed czym się broni, jakimi środkami i pod czyim przywództwem. Brak wspólnej europejskiej kultury strategicznej – pozostaje właściwą stawką momentu, w którym Europa po raz pierwszy od dekad musi rozważyć, czym jest jej własny sposób prowadzenia obrony w warunkach malejącego amerykańskiego przywództwa.
Czego Ankara nie rozstrzygnie
Pozostaje pytanie o kierunek, jaki Europa obierze po szczycie, który przyniesie kontrakty, lecz nie rozstrzygnie żadnego z zasadniczych sporów. Nastrój wewnątrz sojuszu wyraźnie dojrzał względem ubiegłorocznej Hagi: rozwiała się nadzieja, że sama zapowiedź rekordowych wydatków wystarczy, by trwale uspokoić Waszyngton. Całość relacji transatlantyckich wchodzi w fazę trwałej korekty.
Europeizacja NATO przebiega dziś przede wszystkim w wymiarze materialnym i operacyjnym: rosną budżety, ruszają wspólne programy zakupowe, Europejczycy obejmują kolejne stanowiska w strukturach dowodzenia sojuszu [19]. Za tym postępem nie nadąża jednak zdolność do politycznego przywództwa. Udźwignięcie większej odpowiedzialności wymaga, by sojusznicy zbliżyli się w ocenie tego, czym jest wiarygodne odstraszanie, gdzie leży próg akceptowalnej eskalacji i jakie okoliczności legitymizują użycia siły [19]. Dopóki taka zbieżność nie powstanie, każda nowa inicjatywa wojskowa nie tyle scala kontynent, ile utrwala jego rozdrobnienie. Jednocześnie sojusznicy muszą pamiętać, że pieniądze wydane na zdolności obronne nie zamieniają się samoczynnie w zdolność do wspólnego działania [18]. Choć wśród państw europejskich odżył konsensus co do potrzeby obrony terytorialnej i realnego potencjału wojskowego, wciąż brak zgody w kwestii najtrudniejszej – kiedy i w jaki sposób ów potencjał miałby zostać uruchomiony. Zbrojenia zyskują ciężar polityczny dopiero w chwili, gdy ich posiadacze potrafią uzgodnić warunki ich użycia; bez tego pozostają arsenałem bez wspólnej doktryny. W miarę słabnięcia amerykańskich gwarancji, Europa staje wobec zagrożenia, na które ma niewiele odpowiedzi i jeszcze mniej realnych środków, dryfując ku niepewnej przestrzeni pomiędzy uporządkowanym ładem a chaosem [18].
Szczyt w Ankarze odpowie na amerykańskie żądania i udowodni, że Europa umie przekuć gospodarczą potęgę w konwencjonalne zdolności. Nie odpowie natomiast na pytanie, dokąd owa transformacja zmierza, jakimi metodami operacyjnymi miałaby być prowadzona obrona w warunkach głębokich podziałów i pod czyim ostatecznie przywództwem. Materialna europeizacja obrony wciąż wyprzedza europeizację strategicznego myślenia. Sojusz, dawniej scalany wspólnotą wartości, funkcjonuje dziś w rytmie nieustannych tarć, chłodnej kalkulacji i głębokiego transakcjonizmu – a to wyzwanie nieporównanie poważniejsze niż lista kontraktów, które zostaną w Ankarze podpisane. Jeśli transformacja pod szyldem NATO 3.0 nie uleczy tych relacji, lecz zamknie się w granicach siły konwencjonalnej i przemysłowej postury, nowa odsłona sojuszu może okazać się jego ostatnią.
Źródła:
[1] NATO News, „NATO Secretary General at Atlantic Council Front Page Conversation, Washington, DC 🇺🇸, 25 JUN 2026,” YouTube video, 1:02:12, June 25, 2026, https://www.youtube.com/watch?v=RLif3Rua_i0.
[2] Sophia Besch et al., „Ahead of the Ankara Summit, NATO’s Mood Has Changed,” Emissary (blog), Carnegie Endowment for International Peace, July 1, 2026, https://carnegieendowment.org/emissary/2026/07/nato-summit-ankara-united-states-europe-turkey-ukraine-alliance.
[3] Alexandra de Hoop Scheffer, „Trans-Atlanticism Isn’t Dead—It’s Being Renegotiated,” German Marshall Fund of the United States, July 1, 2026, https://www.gmfus.org/news/trans-atlanticism-isnt-dead-its-being-renegotiated
[4] The White House, National Security Strategy of the United States of America, Washington, DC, The White House, November 2025, https://www.whitehouse.gov/wp-content/uploads/2025/12/2025-National-Security-Strategy.pdf
[5] Miranda Bryant, Trump Must Give Up 'Fantasies’ about Annexation, Says Greenland PM,” The Guardian, January 5 2026, https://www.theguardian.com/world/2026/jan/05/trump-must-give-up-fantasies-about-annexation-says-greenland-pm.
[6] Alejandra Jaramillo, Nic Robertson, Sophie Tanno and Michael Rios, „Trump Threatens New Tariffs on European Allies over Greenland until Deal Reached, as Thousands Protest,” CNN, January2026, https://edition.cnn.com/2026/01/17/europe/protesters-denmark-greenland-trump-intl
[7] Marcin Zaborowski, „Transatlantic Split Over Iran: The Alliance Under Strain,” GLOBSEC, March 25, 2026, https://www.globsec.org/commentaries/transatlantic-split-over-iran-nato-under-strain.
[8] James M. Lindsay, „Why Allies Aren’t Following on Iran,” featuring Kristi Govella and Constanze Stelzenmüller, March 24, 2026, in The President’s Inbox, podcast, audio, 33:48, Council on Foreign Relations, https://www.cfr.org/podcasts/presidents-inbox/why-allies-arent-following-on-iran.
[9] „Hegseth Announces Review of U.S. Forces in Europe, Threatens NATO Cuts,” The Wall Street Journal, June 19, 2026, https://www.wsj.com/politics/national-security/hegseth-announces-review-of-u-s-forces-in-europe-threatens-nato-cuts-d455bee3
[10] Darya Dolzikova and Héloïse Fayet, „Macron Offers a Promising Vision for Nuclear Deterrence in Europe,” Royal United Services Institute (RUSI), March 11, 2026, https://www.rusi.org/explore-our-research/publications/commentary/macron-offers-promising-vision-nuclear-deterrence-europe.
[11] Munich Security Conference, Mind the Deterrence Gap: Nuclear Safety in the 21st Century, MSC Munich Security Report Special Edition, 2026, https://securityconference.org/en/publications/special-editions/mind-the-deterrence-gap/
[12] Jakub Bornio, „Poland Considers Developing Nuclear Program,” Eurasia Daily Monitor 23, no. 43, Jamestown Foundation, March 5, 2026, https://jamestown.org/poland-considers-developing-nuclear-program/.
[13] „Lithuania Signals Interest in American Nukes,” Politico Europe, June 3, 2026, https://www.politico.eu/article/lithuania-signals-interest-in-american-nukes/.
[14] Charles Cohen, „EU Test Its Mutual Assistance Clause in First Administrative Drill Since 2022,” Euractiv, May 5, 2026, https://www.euractiv.com/news/eu-test-its-mutual-defence-clause-in-first-administrative-drill-since-2022/
[15] James Batchik and Katherine Johnson, „Can the EU’s Mutual-Defense Clause Replace NATO’s Article 5?,” Issue Brief, Atlantic Council, May 29, 2026, https://www.atlanticcouncil.org/in-depth-research-reports/issue-brief/can-the-eus-mutual-defense-clause-replace-natos-article-5/
[16] Daniela Melissa Escarria Parra, „Article 42.7: Are EU States Compelled to Collective Defense?,” Deutsche Welle, February 8, 2026, https://www.dw.com/en/article-427-are-eu-states-compelled-to-collective-defense/a-75848009
[17] Rafael Loss and Katrine Westgaard, „The Bear with the Bomb: Russian Nuclear Coercion and the Future of European Deterrence,” Policy Brief, European Council on Foreign Relations, June 17, 2026, https://ecfr.eu/publication/the-bear-with-the-bomb-russian-nuclear-coercion-and-the-future-of-european-deterrence/
[18] Niklas Helwig et al., Strategic Culture(s) in Europe: Taking Advantage of Diversity in Security and Defence, FIIA Report 438, Finnish Institute of International Affairs, June 2026, https://www.fiia.fi/en/publication/strategic-cultures-in-europe
[19] Alexander Graef, „A More European NATO, but Who Leads?,” European Leadership Network, June 22, 2026, https://europeanleadershipnetwork.org/commentary/a-more-european-nato-but-who-leads/.
Problem Europy w NATO
Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego
Kultura strategiczna z importu — utrwalony problem Europy w NATO
6 lipca, 2026
Autor: Patryk Litwiński
Problem Europy w NATO
Autor foto: Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego
Kultura strategiczna z importu — utrwalony problem Europy w NATO
Autor: Patryk Litwiński
Opublikowano: 6 lipca, 2026
Między Hagą a Ankarą: od definicji celów do dylematów implementacji
Nadchodzący szczyt przywódców państw członkowskich NATO w Ankarze ma stanowić wyraźną cezurę, przenosząc środek ciężkości działań Sojuszu z fazy deklaracji politycznych przyjętych w Hadze do etapu ich wdrożenia. Zeszłoroczny szczyt pełnił funkcję katalizatora dla ustanowienia nowych minimów alokacyjnych, mających utrzymać sojusznicze status quo na początku drugiej kadencji Donalda Trumpa. W przekonaniu Marka Rutte szczyt w Turcji ma zainicjować rewolucję przemysłowo-obronną i definitywnie przełamać dotychczasowe bariery produkcyjne w Europie [1]. Dla samego Sekretarza Generalnego jest to zarazem sposobność, by dowieść europejskim sojusznikom, że potrafi podjąć wysiłek na rzecz zatrzymania Stanów Zjednoczonych w strukturach Sojuszu, lecz również proces budowy jego bardziej europejskiej odsłony [2]. Nastrój uległ przy tym wyraźnej zmianie względem ubiegłego roku: europejscy członkowie w mniejszym stopniu obawiają się dziś przejęcia odpowiedzialności za własną obronę – w większym natomiast stają wobec znacznie trudniejszego wyzwania, jakim jest zmiana samego DNA Sojuszu i przejście od struktury zdominowanej przez USA do wspólnoty z silniejszym przywództwem europejskim [2].
Głównym instrumentem owego przełożenia ma stać się przemysł obronny, czemu podporządkowano strukturę szczytu. Jego pierwszy dzień ma zostać poświęcony forum przemysłu obronnego, podczas którego zapowiedziano sformalizowanie kontraktów o wartości dziesiątek miliardów dolarów [1]. Diagnoza leżąca u podstaw tej agendy jest klarowna: transatlantycką potęgę gospodarczą należy skonsolidować i przełożyć na realną siłę bojową, co wymaga przełamania rozdrobnionych rynków krajowych, ograniczenia biurokracji oraz utrzymania innowacji w centrum uwagi. Źródło problemu nie leży w samych nakładach finansowych, jako że w 2025 roku europejscy członkowie NATO i Kanada zwiększyli łączny budżet obronny o 20% w ujęciu realnym, osiągając sumę 574 miliardów dolarów – co stanowi największy jednoroczny wzrost w historii Sojuszu – a po raz pierwszy od 2014 roku wszystkie 32 państwa członkowskie przeznaczają na ten cel co najmniej 2% PKB [3]. Wyzwaniem pozostają zdolności konwersji wydatków na siłę bojową.
Logika tego przedsięwzięcia wpisuje się w wyłaniającą się koncepcję NATO 3.0 – amerykańską wizję modelu Sojuszu o silniejszym komponencie europejskim, w którym państwa Starego Kontynentu przejmują główną odpowiedzialność za obronę konwencjonalną, pozostając jednak pod amerykańskim parasolem nuklearnym. Za tą formułą kryje się jakościowa zmiana w myśleniu strategicznym Waszyngtonu: administracja odchodzi od dotychczasowej logiki „dzielenia się ciężarem” (burden-sharing) na rzecz jego pełnego „przerzucenia” (burden-shifting) [2]. Choć proces ten stanowi odpowiedź na realną potrzebę europeizacji struktur obronnych, to zasadnicza trudność tkwi w pytaniu o podmiotowość i autorstwo owej wizji.
Europa nie tyle świadomie podąża za amerykańskim przywództwem, ile nie dysponuje własną kulturą strategiczną tj. wspólnym poziomem zgodności co do natury i źródeł zagrożeń, mechanizmom koniecznym ich sprostaniu oraz akceptowalnych kosztów ryzyka politycznego i konwencjonalnego, które gotowi są ponieść dla realizacji samodzielnie definiowanych celów strategicznych. Obecnie jej brak wymusza na Europie działalność w głównej mierze reaktywną wobec impulsów płynących z USA. W rezultacie to Stany Zjednoczone jednostronnie wyznaczają kierunek transformacji Sojuszu, bowiem Europa nie potrafi wypracować go samodzielnie w oparciu o autonomiczną definicję własnych interesów.
Z tej asymetrii wyrasta fundamentalny paradoks organizujący współczesne relacje transatlantyckie, oparte na strukturalnie odmiennych motywacjach po obu stronach Atlantyku. Dla Amerykanów rozstrzygające jest, by Europa pozostawała zaangażowana wobec transformacji sojuszu – by dowiodła operacyjnej sprawczości, zdolności przemysłowych i realizacji podjętych minimów wydatkowych, co pozwoliłoby na relokację zasobów Pentagonu na odcinek Indo-Pacyfiku. Dla strony europejskiej istotne pozostaje natomiast oczekiwanie wprost odwrotne: by Stany Zjednoczone pozostały zaangażowane wobec sojuszu jako całości, niezależnie od jego nowej odsłony, która obecnie zdaje się być warunkiem utrzymania zaangażowania USA w struktury NATO.
Szczyt w Ankarze dostarczy kontraktów, memorandów i listów intencyjnych, jednak nie wyklaruje tego, czego Europie brakuje w stopniu szczególnie dotkliwym – własnej odpowiedzi na pytanie o długofalowy kierunek podejmowanej transformacji. U źródła współczesnego kryzysu tożsamościowego leży bowiem nie deficyt środków finansowych, lecz brak wspólnej europejskiej kultury strategicznej, który Ankara może szczególnie uwidocznić, udowadniając, że materialne zbrojenia wyprzedzają zdolność do definiowania kierunków wspólnego działania. Znamienne jest przy tym, że presja ta spadła na Europę nagle. Impuls do całej transformacji nadszedł dopiero wraz z powrotem Donalda Trumpa do władzy przed rokiem – i to jego kolejne posunięcia, nie zaś stopniowa ewolucja rozłożona na dekadę, wymusiły obecne przyspieszenie. Europa stanęła więc przed zadaniem zdefiniowania własnej odpowiedzialności strategicznej, podczas gdy ukształtowanie dojrzałej kultury strategicznej wymaga lat. Deficyt, który Ankara obnaży, jest zatem w równej mierze deficytem uzgodnienia, co deficytem czasu
Granice transatlantyckiego zaufania
Obraz sojuszu sprawnie przełamującego rozdrobnienie przemysłowe i mobilizującego zasoby na rzecz wspólnej obrony traci ostrość, po zestawieniu go z serią kryzysów, które w miesiącach poprzedzających szczyt obnażyły strukturalne rozejście się interesów i percepcji po obu stronach Atlantyku. Napięcia te nie stanowią jedynie tła dla obrad w Ankarze, lecz wyznaczają ich właściwy kontekst, uderzając wprost w spoiwo, którego transakcyjna formuła szczytu nie jest w stanie wytworzyć – wspólne rozumienie tego, przed jakimi zagrożeniami Europa się broni i z jakimi partnerami. Zaufanie w relacjach transatlantyckich podlega przy tym widocznej erozji, korespondującej z ewolucją amerykańskiej myśli strategicznej w kierunku doktryny zaangażowania bez uwikłania. Wśród priorytetów wobec Europy najnowsza Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA wymienia zakończenie postrzegania NATO jako sojuszu nieustannie się rozszerzającego – stanowi więc formalny sygnał ograniczenia, nie poszerzenia, amerykańskich zobowiązań [4].
Pierwszym i najdalej idącym symbolicznie przejawem tego rozejścia stał się spór o Grenlandię, gdzie groźby Donalda Trumpa o możliwym przejęciu kontroli nad autonomicznym terytorium duńskiej korony – rozważane w spektrum wariantów od nacisków ekonomicznych po użycie siły – postawiło sojusz w sytuacji bezprecedensowej. Groźby te wywołały w Europie szok; premier Danii Mette Frederiksen ostrzegła, że amerykańskie uderzenie na terytorium duńskie oznaczałoby faktyczny koniec NATO i powojennego ładu bezpieczeństwa [5]. Ujawnił się przy tym głęboki paradoks porządkujący współczesną architekturę bezpieczeństwa: podczas gdy Francja i Wielka Brytania w ramach Koalicji Chętnych deklarowały gotowość operacyjnego zaangażowania wobec broniącej się Ukrainy jako państwa zewnętrznego, w przypadku bezpośredniego zagrożenia integralności terytorium członka NATO przeważyło wahanie, pozostawiając wspólnotę nieprzygotowaną na scenariusz, w którym źródłem niestabilności staje się jej własny lider. Znamienne, że skierowanie przez kilka państw Europy kontyngentów na Grenlandię w ramach wspólnych ćwiczeń, Donald Trump odczytał jako prowokację, odpowiadając groźbą ceł [6]. Solidarność sojusznicza w ramach NATO stała się w ten sposób powodem do gospodarczego odwetu ze strony jego największego kontrybutora.
Jeszcze wyraźniej granice transatlantyckiego zaufania odsłoniła wojna w Iranie, gdzie amerykańsko-izraelskie operacje militarne oraz wezwanie do udziału sojuszników w zabezpieczeniu żeglugi przez cieśninę Ormuz wywołały w Europie reakcję opartą na publicznym dystansowaniu się przy jednoczesnej, operacyjnej uległości [7]. Gdy Iran zablokował kluczową dla światowego handlu ropą cieśninę, Waszyngton zażądał, by to państwa europejskie sfinansowały i zorganizowały misję jej patrolowania [7]. Choć większość europejskich liderów stanowczo odcięła się od konfliktu z Iranem, zakazując wykorzystywania swoich baz do uderzeń, to część państw ostatecznie udostępniło Amerykanom infrastrukturę [8]. Rozłam między polityczną odmową a technicznym przyzwoleniem jaskrawo obrazuje napięcia transatlantyckie: solidarność sprowadza się tu do operacyjnej zależności, pozbawionej wpływu na cele i procedury. Nieskonsultowana z Waszyngtonem co do celów operacji, Europa zdecydowała się ostatecznie ponieść ekonomiczne konsekwencje destabilizacji szlaków energetycznych. W wymiarze strategicznym ta erozja wzajemnych konsultacji sojuszników przynosi zyski Rosji, Chinom i Iranowi – rywale Zachodu odbierają bowiem czytelny sygnał o braku jedności Zachodu w sferze militarnej.
Sytuację dodatkowo komplikuje niepewność co do dalszej konwencjonalnej obecności sił USA na kontynencie, co z całą ostrością ujawnia strukturalne uzależnienie Europy od decyzji Waszyngtonu. Sekretarz Wojny Pete Hegseth zapowiedział już nie tylko sześciomiesięczny przegląd amerykańskiego kontyngentu, ale i wprost ostrzegł, iż jeśli państwa europejskie nie osiągną wyznaczonych progów wydatków, Stany Zjednoczone zaczną proporcjonalnie redukować swój udział we wspólnym budżecie NATO [9]. W zestawieniu z wycofaniem około pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec oraz wstrzymaniem planowanej rotacji brygady pancernej do Polski działania te składają się na najgłębszą rewizję amerykańskiej postury na kontynencie od czasu zimnej wojny – wprowadzoną w momencie, gdy Rosja kontynuuje wojnę przeciw Ukrainie, zbrojnie przeciwstawiając się zachodniemu porządkowi zbudowanemu pod przywództwem Stanów Zjednoczonych. Powiązanie tych decyzji z poziomem europejskiego wsparcia dla operacji bliskowschodnich dowodzi, że postura wojskowa przestała być odizolowana od bieżących tarć politycznych, zmuszając europejskich planistów do reaktywnego łatania dziur w planach obronnych.
Wspólnym mianownikiem tych kryzysów nie jest sama nieprzewidywalność Waszyngtonu, lecz fundamentalny fakt, że żaden z nich nie wywołał po stronie europejskiej jednej, spójnej odpowiedzi. U podłoża tych pęknięć leży brak wspólnej europejskiej doktryny, która określałaby wektory zagrożeń, strukturę partnerstw obronnych oraz pożądane środki reagowania. Napięcia transatlantyckie ujawniają, że Europa, która przez dekady uzależniała swoje bezpieczeństwo od relacji z Waszyngtonem, wobec zachwiania ich stabilności nie wypracowała własnej ramy strategicznej, w oparciu o którą mogłaby zdefiniować autonomiczne cele i reagować w sposób zjednoczony.
Pluralizm albo paraliż – zbrojenia bez doktryny
Sprowadzanie kryzysów transatlantyckich wyłącznie do nieprzewidywalności Waszyngtonu maskuje głębszy problem wewnętrzny Europy. Prawdziwa trudność Starego Kontynentu wynika z nieuzgodnionej istoty odpowiedzialności strategicznej. Najwyraźniej widać to na trzech osiach: odstraszania nuklearnego, instytucjonalnej architektury obrony zbiorowej oraz samej percepcji zagrożenia. O ile rozwój europejskiego przemysłu obronnego jest dla kontynentu koniecznością zmierzającą do wzmocnienia niezależności od USA, o tyle bez jasnej wizji kierunku europeizacji sojuszu materialne przyspieszenie w sferze produkcji wyprzedza uzgodnienie samych celów, którym ta produkcja ma służyć. Europa dysponuje wieloma kulturami strategicznymi i nie potrafi nimi zarządzać pod presją, która przyniósł powrót Donalda Trumpa do władzy w ubiegłym roku.
Najbardziej newralgicznym przykładem tej tezy jest brak jednoznacznego stanowiska Europy wobec parasola nuklearnego. Administracja USA konsekwentnie rysuje rozgraniczenie między swoją posturą konwencjonalną a odstraszaniem nuklearnym: podczas gdy od Europejczyków oczekuje przejęcia głównej odpowiedzialności za tę pierwszą, drugą deklaruje utrzymać. Amerykańska obecność konwencjonalna w Europie nigdy nie służyła wyłącznie bezpośredniej obronie – stanowiła fundament wiarygodności rozszerzonego odstraszania, sprzęgając interesy bezpieczeństwa obu brzegów Atlantyku. Pełniła ona funkcję „potykacza”, który czynił wiarygodnym amerykańskie zaangażowanie, łącznie z ostatecznym użyciem broni jądrowej. Wycofywanie obecności konwencjonalnej z Europy osłabia ową wiarygodność, a przez to – cały Sojusz.
W tę lukę kompetencyjną próbuje wpisać się Europa, co jednak obnaża głębokie rozwarstwienie percepcji bezpieczeństwa i pluralizm sprzecznych doktryn – których Europa nie potrafi zestroić. Najdalej idącą propozycją pozostaje francuska koncepcja odstraszania wysuniętego (dissuasion avancée), ogłoszona przez prezydenta Macrona w marcu 2026 roku [9]. Zakłada ona włączenie innych państw europejskich w ćwiczenia francuskich sił nuklearnych oraz możliwość czasowego rozmieszczenia francuskiego lotnictwa strategicznego na terytoriach sojuszników, na przykład w Polsce czy w Niemczech [10]. Choć operacjonalizuje ona europejski wymiar francuskich żywotnych interesów, Paryż kategorycznie odrzuca współdzielenie decyzji o użyciu broni jądrowej oraz włączenie własnego arsenału w struktury Grupy Planowania Nuklearnego NATO. Odmiennie sytuuje się Wielka Brytania: jej arsenał pozostaje formalnie przypisany do Sojuszu, a Londyn utrzymuje podniesiony w 2021 roku pułap 260 głowic [11]. Oparte na zasadzie ścisłej wystarczalności, Paryż i Londyn nie zastąpią jednak parasola amerykańskiego.
Wokół tej osi ujawnia się szersza dywergencja kultur strategicznych, wykraczająca poza spór geograficzny czy podział na sztywne formaty regionalne. Kontynent zmaga się z wielością nakładających się na siebie interpretacji suwerenności obronnej. W rezultacie pączkują sprzeczne koncepcje odpowiedzi na kryzys – od presji na rozszerzenie natowskiego programu Nuclear Sharing po inicjatywy podejmowane samodzielnie przez pojedyncze państwa. W Polsce prezydent Karol Nawrocki jako pierwszy tak wysoki rangą urzędnik otwarcie poparł rozpoczęcie prac przygotowawczych nad narodowym programem nuklearnym, wskazując na zagrożenie ze strony Rosji, podczas gdy Litwa prowadzi z Waszyngtonem rozmowy o możliwości rozmieszczenia amerykańskiej broni jądrowej na swoim terytorium [12][13].
Druga oś wewnętrznych wyzwań ma charakter instytucjonalny i dotyczy pytania, czy unijna klauzula wzajemnej obrony może zastąpić natowski artykuł 5. Tekstualnie klauzula bywa uznawana za silniejszą – mówi o obowiązku pomocy i wsparcia wszelkimi dostępnymi środkami wobec państwa będącego ofiarą zbrojnej agresji, podczas gdy art. 5 odnosi się do zbrojnej napaści i wyższego progu. Szczególna różnica tkwi jednak w systemach zbudowanych wokół obu klauzul, co bezlitośnie obnażyły przeprowadzone na początku maja 2026 roku sztabowe symulacje z udziałem unijnych ambasadorów [14]. Wykazały one fundamentalne braki operacyjne Unii w zarządzaniu kryzysem militarnym. W przeciwieństwie do NATO Unia nie dysponuje zintegrowaną architekturą dowodzenia ani wspólnym planowaniem zdolności bojowych niezbędnym do prowadzenia operacji na dużą skalę [15]. Co więcej, klauzula opiera się na pomocy międzyrządowej i dwustronnej, nie zaś zintegrowanej: gdy Francja jako jedyna w historii aktywowała ją w 2015 roku po zamachach w Paryżu, musiała negocjować wsparcie bilateralnie z poszczególnymi stolicami, bez reakcji na poziomie całej Unii [16]. Ponadto, zasada jednomyślności oraz skłonność do nadmiernych konsultacji, przy braku z góry zdefiniowanych protokołów działania, grożą paraliżem decyzyjnym w obliczu nagłego ataku [15]. Tym samym w obecnej formie unijna klauzula nie jest w stanie działać jako zastępstwo art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Znamienne jest również, że samo rozumienie tego, czym artykuł 42.7 miałby być, dzieli Europejczyków. Dla jednych – np. Prezydenta Francji Emmanuela Macrona – jest to zobowiązanie silniejsze od natowskiego; dla innych narzędzie działania poniżej artykułu 5, nadające się do reagowania na zagrożenia hybrydowe i szarą strefę, tam gdzie NATO pozostaje ograniczone; dla jeszcze innych element budzący obawę, że jego wyeksponowanie przyspieszy amerykańskie wycofanie [15]. Ta rozbieżność interpretacji jest kolejnym świadectwem tego, że Europejczycy nie uzgodnili ani jakich zobowiązań oczekują od siebie nawzajem, ani jakim ramom instytucjonalnym miałaby przypaść polityczna odpowiedzialność.
Trzecia oś dotyka najgłębiej zakorzenionej warstwy problemu – percepcji zagrożenia. Państwa flanki wschodniej, takie jak Polska czy kraje bałtyckie, postrzegają Rosję jako bezpośrednie, egzystencjalne zagrożenie i koncentrują się na obronie terytorialnej oraz niedopuszczeniu do fizycznej agresji i okupacji, podczas gdy stolice Europy Zachodniej w znacznie większym stopniu lękają się niekontrolowanej eskalacji, która mogłaby wciągnąć je w katastrofalny konflikt jądrowy [17][18]. Różnica ta nie jest przy tym neutralna: Rosja świadomie dąży do jej pogłębienia, traktując rozbieżność europejskich lęków jako narzędzie rozbijania spójności Sojuszu. To właśnie ów rozłam – między wschodnim lękiem przed okupacją a zachodnią obawą przed eskalacją – sprawia, że wspólna odpowiedź pozostaje trudna do wykucia.
Europa dysponuje dziś rosnącymi zasobami, coraz śmielszymi inicjatywami i realną gotowością do ponoszenia kosztów; czego jej brakuje, to podzielanego rozumienia, przed czym się broni, jakimi środkami i pod czyim przywództwem. Brak wspólnej europejskiej kultury strategicznej – pozostaje właściwą stawką momentu, w którym Europa po raz pierwszy od dekad musi rozważyć, czym jest jej własny sposób prowadzenia obrony w warunkach malejącego amerykańskiego przywództwa.
Czego Ankara nie rozstrzygnie
Pozostaje pytanie o kierunek, jaki Europa obierze po szczycie, który przyniesie kontrakty, lecz nie rozstrzygnie żadnego z zasadniczych sporów. Nastrój wewnątrz sojuszu wyraźnie dojrzał względem ubiegłorocznej Hagi: rozwiała się nadzieja, że sama zapowiedź rekordowych wydatków wystarczy, by trwale uspokoić Waszyngton. Całość relacji transatlantyckich wchodzi w fazę trwałej korekty.
Europeizacja NATO przebiega dziś przede wszystkim w wymiarze materialnym i operacyjnym: rosną budżety, ruszają wspólne programy zakupowe, Europejczycy obejmują kolejne stanowiska w strukturach dowodzenia sojuszu [19]. Za tym postępem nie nadąża jednak zdolność do politycznego przywództwa. Udźwignięcie większej odpowiedzialności wymaga, by sojusznicy zbliżyli się w ocenie tego, czym jest wiarygodne odstraszanie, gdzie leży próg akceptowalnej eskalacji i jakie okoliczności legitymizują użycia siły [19]. Dopóki taka zbieżność nie powstanie, każda nowa inicjatywa wojskowa nie tyle scala kontynent, ile utrwala jego rozdrobnienie. Jednocześnie sojusznicy muszą pamiętać, że pieniądze wydane na zdolności obronne nie zamieniają się samoczynnie w zdolność do wspólnego działania [18]. Choć wśród państw europejskich odżył konsensus co do potrzeby obrony terytorialnej i realnego potencjału wojskowego, wciąż brak zgody w kwestii najtrudniejszej – kiedy i w jaki sposób ów potencjał miałby zostać uruchomiony. Zbrojenia zyskują ciężar polityczny dopiero w chwili, gdy ich posiadacze potrafią uzgodnić warunki ich użycia; bez tego pozostają arsenałem bez wspólnej doktryny. W miarę słabnięcia amerykańskich gwarancji, Europa staje wobec zagrożenia, na które ma niewiele odpowiedzi i jeszcze mniej realnych środków, dryfując ku niepewnej przestrzeni pomiędzy uporządkowanym ładem a chaosem [18].
Szczyt w Ankarze odpowie na amerykańskie żądania i udowodni, że Europa umie przekuć gospodarczą potęgę w konwencjonalne zdolności. Nie odpowie natomiast na pytanie, dokąd owa transformacja zmierza, jakimi metodami operacyjnymi miałaby być prowadzona obrona w warunkach głębokich podziałów i pod czyim ostatecznie przywództwem. Materialna europeizacja obrony wciąż wyprzedza europeizację strategicznego myślenia. Sojusz, dawniej scalany wspólnotą wartości, funkcjonuje dziś w rytmie nieustannych tarć, chłodnej kalkulacji i głębokiego transakcjonizmu – a to wyzwanie nieporównanie poważniejsze niż lista kontraktów, które zostaną w Ankarze podpisane. Jeśli transformacja pod szyldem NATO 3.0 nie uleczy tych relacji, lecz zamknie się w granicach siły konwencjonalnej i przemysłowej postury, nowa odsłona sojuszu może okazać się jego ostatnią.
Źródła:
[1] NATO News, „NATO Secretary General at Atlantic Council Front Page Conversation, Washington, DC 🇺🇸, 25 JUN 2026,” YouTube video, 1:02:12, June 25, 2026, https://www.youtube.com/watch?v=RLif3Rua_i0.
[2] Sophia Besch et al., „Ahead of the Ankara Summit, NATO’s Mood Has Changed,” Emissary (blog), Carnegie Endowment for International Peace, July 1, 2026, https://carnegieendowment.org/emissary/2026/07/nato-summit-ankara-united-states-europe-turkey-ukraine-alliance.
[3] Alexandra de Hoop Scheffer, „Trans-Atlanticism Isn’t Dead—It’s Being Renegotiated,” German Marshall Fund of the United States, July 1, 2026, https://www.gmfus.org/news/trans-atlanticism-isnt-dead-its-being-renegotiated
[4] The White House, National Security Strategy of the United States of America, Washington, DC, The White House, November 2025, https://www.whitehouse.gov/wp-content/uploads/2025/12/2025-National-Security-Strategy.pdf
[5] Miranda Bryant, Trump Must Give Up 'Fantasies’ about Annexation, Says Greenland PM,” The Guardian, January 5 2026, https://www.theguardian.com/world/2026/jan/05/trump-must-give-up-fantasies-about-annexation-says-greenland-pm.
[6] Alejandra Jaramillo, Nic Robertson, Sophie Tanno and Michael Rios, „Trump Threatens New Tariffs on European Allies over Greenland until Deal Reached, as Thousands Protest,” CNN, January2026, https://edition.cnn.com/2026/01/17/europe/protesters-denmark-greenland-trump-intl
[7] Marcin Zaborowski, „Transatlantic Split Over Iran: The Alliance Under Strain,” GLOBSEC, March 25, 2026, https://www.globsec.org/commentaries/transatlantic-split-over-iran-nato-under-strain.
[8] James M. Lindsay, „Why Allies Aren’t Following on Iran,” featuring Kristi Govella and Constanze Stelzenmüller, March 24, 2026, in The President’s Inbox, podcast, audio, 33:48, Council on Foreign Relations, https://www.cfr.org/podcasts/presidents-inbox/why-allies-arent-following-on-iran.
[9] „Hegseth Announces Review of U.S. Forces in Europe, Threatens NATO Cuts,” The Wall Street Journal, June 19, 2026, https://www.wsj.com/politics/national-security/hegseth-announces-review-of-u-s-forces-in-europe-threatens-nato-cuts-d455bee3
[10] Darya Dolzikova and Héloïse Fayet, „Macron Offers a Promising Vision for Nuclear Deterrence in Europe,” Royal United Services Institute (RUSI), March 11, 2026, https://www.rusi.org/explore-our-research/publications/commentary/macron-offers-promising-vision-nuclear-deterrence-europe.
[11] Munich Security Conference, Mind the Deterrence Gap: Nuclear Safety in the 21st Century, MSC Munich Security Report Special Edition, 2026, https://securityconference.org/en/publications/special-editions/mind-the-deterrence-gap/
[12] Jakub Bornio, „Poland Considers Developing Nuclear Program,” Eurasia Daily Monitor 23, no. 43, Jamestown Foundation, March 5, 2026, https://jamestown.org/poland-considers-developing-nuclear-program/.
[13] „Lithuania Signals Interest in American Nukes,” Politico Europe, June 3, 2026, https://www.politico.eu/article/lithuania-signals-interest-in-american-nukes/.
[14] Charles Cohen, „EU Test Its Mutual Assistance Clause in First Administrative Drill Since 2022,” Euractiv, May 5, 2026, https://www.euractiv.com/news/eu-test-its-mutual-defence-clause-in-first-administrative-drill-since-2022/
[15] James Batchik and Katherine Johnson, „Can the EU’s Mutual-Defense Clause Replace NATO’s Article 5?,” Issue Brief, Atlantic Council, May 29, 2026, https://www.atlanticcouncil.org/in-depth-research-reports/issue-brief/can-the-eus-mutual-defense-clause-replace-natos-article-5/
[16] Daniela Melissa Escarria Parra, „Article 42.7: Are EU States Compelled to Collective Defense?,” Deutsche Welle, February 8, 2026, https://www.dw.com/en/article-427-are-eu-states-compelled-to-collective-defense/a-75848009
[17] Rafael Loss and Katrine Westgaard, „The Bear with the Bomb: Russian Nuclear Coercion and the Future of European Deterrence,” Policy Brief, European Council on Foreign Relations, June 17, 2026, https://ecfr.eu/publication/the-bear-with-the-bomb-russian-nuclear-coercion-and-the-future-of-european-deterrence/
[18] Niklas Helwig et al., Strategic Culture(s) in Europe: Taking Advantage of Diversity in Security and Defence, FIIA Report 438, Finnish Institute of International Affairs, June 2026, https://www.fiia.fi/en/publication/strategic-cultures-in-europe
[19] Alexander Graef, „A More European NATO, but Who Leads?,” European Leadership Network, June 22, 2026, https://europeanleadershipnetwork.org/commentary/a-more-european-nato-but-who-leads/.
Related Posts
Targi zbrojeniowe w Malezji: Wzrost zainteresowania sektora mimo niepewności rynków
Szczyt Trump-Xi, Szczyt Putin-Xi oraz Shangri-La 2026: Ułamki ze wspólnym mianownikiem
Odbudowa Ukrainy i polsko-ukraińskie relacje gospodarcze. Szanse, wyzwania i wspólne interesy
Azja Centralna na rozdrożach – między strategiczną równowagą a strategicznym partnerstwem UE i Polski z regionem C5
Scarborough Shoal: o błędach politycznych, które odbijają się czkawką