Arabia Saudyjska – „umarł król, niech żyje król”

Arabia Saudyjska – „umarł król, niech żyje król”

Po śmierci króla Abdullaha zmiana na tronie Królestwa Saudów przebiegła wyjątkowo sprawnie, rozwiewając obawy tych, którzy wieszczyli wybuch w Rijadzie przewlekłego kryzysu dynastycznego i politycznego. Arabia Saudyjska wychodzi tym samym z tej sytuacji obronną ręką, co nie oznacza jednak, że przed nowym władcą – królem Salmanem – nie piętrzą się liczne wyzwania i problemy, tak w sferze wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Od ich szybkiego i sprawnego przezwyciężenia zależy przyszłość Arabii Saudyjskiej jako regionalnego mocarstwa oraz lidera sunnickich państw arabskich, zarówno basenu Zatoki Perskiej, jak i całego regionu bliskowschodniego.

Informacja o śmierci Abdullaha ibn Abdulaziza as-Sauda – króla Arabii Saudyjskiej, Strażnika Dwóch Świętych Meczetów – nie doprowadziła wbrew obawom do politycznego trzęsienia ziemi w tym kraju. Jak się wydaje, dynastia Saudów zdołała już wypracować skuteczne mechanizmy sprawnej sukcesji władzy. Pomocnym jest tu fakt, że jak dotychczas wszyscy kolejni władcy saudyjscy (w tym obecny król Salman) byli synami założyciela dynastii, króla Ibn Sauda (zm. w 1953 r.). Sprawne przekazanie władzy w Rijadzie to sukces i szansa na uniknięcie wyniszczającego kryzysu politycznego. Najgorsza rzecz, jaka mogłaby spotkać Królestwo, to przeciągający się konflikt dynastyczny w rozległej rodzinie panującej, liczącej – według niektórych szacunków – nawet ok. 20 tys. członków.

Dziesięcioletnie rządy Abdullaha ibn Abdulaziza (2005-2015) przypadły na wyjątkowo trudny dla całego regionu (i samej Arabii) okres. To wtedy amerykańska operacja w Iraku na dobre przekształciła się w przewlekłą, krwawą wojnę asymetryczną, wpływając na radykalizację wielu wyznawców islamu i zamieniając Mezopotamię w „czarną dziurę” bezpieczeństwa. Był to także okres szybko narastającej geopolitycznej konfrontacji między Rijadem – nieformalnie przewodzącym sunnickim monarchiom Zatoki Perskiej – a szyickim Iranem. Niewiele wcześniej przed objęciem władzy przez Abdullaha, wyszło na jaw, że Teheran prowadzi od wielu lat zaawansowany projekt nuklearny o militarnym przeznaczeniu, intensywnie rozwijając przy tym programy produkcji rakiet balistycznych o dalekim zasięgu. Gdy wiosną 2011 r. wybuchły rewolucje „arabskiej wiosny”, tylko rozważna polityka króla Abdullaha pozwoliła zarówno samej Arabii Saudyjskiej, jak i większości arabskich krajów Zatoki Perskiej uniknąć wstrząsów, jakie stały się udziałem wielu arabskich państw Afryki Północnej i Lewantu. Ekonomiczne koszty tych wysiłków dają jednak o sobie znać do dziś, rodząc pytanie, jak długo jeszcze Rijad może kupować spokój społeczny.

Uniknięcie niszczycielskich fal „Tunisami” z lat 2011-2012 nie oznacza jednak, że Arabia Saudyjska jest dziś oazą spokoju. Król Abdullah zostawił swemu następcy do rozwiązania kilka poważnych problemów wewnętrznych, takich jak narastający ferment wśród dyskryminowanej mniejszości szyickiej (podatnej na propagandę i wpływy Iranu), napięcia między rodzimą ludnością a wielomilionową rzeszą pracowników zagranicznych, pozbawionych elementarnych praw obywatelskich, czy wreszcie uzależnienie finansów państwa od eksportu ropy naftowej. Poważnym wyzwaniem w zakresie bezpieczeństwa jest również rosnąca infiltracja Królestwa ze strony tzw. Państwa Islamskiego (IS), a także struktur Al-Kaidy.

Również sytuacja w otoczeniu międzynarodowym nie była w ostatnich latach korzystna dla Arabii Saudyjskiej. Dynamika regionalnych wydarzeń, w tym zwłaszcza zaangażowanie Teheranu w Syrii, Iraku i Jemenie sprawiły, że to Iran zaczął zyskiwać w rywalizacji z Królestwem Saudów, a dzisiaj kontroluje już politycznie sytuację w Damaszku, Bagdadzie i zajętej niedawno przez szyitów Sanie. Wraz z Bejrutem stworzyło to sieć geopolitycznego oddziaływania Teheranu, obejmującą niemal cały Bliski Wschód i otaczającą Arabię Saudyjską.

Sytuację strategiczną Rijadu dodatkowo pogorszyło pojawienie się w 2014 r. tzw. Państwa Islamskiego i utworzenie przezeń kalifatu – tworu jawnie wrogiego wobec Królestwa Saudów. I chociaż w walce z tym zagrożeniem Saudyjczycy stoją po tej samej stronie, co szyicki Iran, nie będzie to najpewniej oznaczać załagodzenia zadawnionej rywalizacji (w szerszym ujęciu będącej wprost rywalizacją sunnicko-szyicką).

Miary trudnej strategicznej sytuacji Arabii Saudyjskiej dopełnia zła polityka bliskowschodnia obecnej administracji USA. Działania Waszyngtonu doprowadziły nie tylko do zaognienia sytuacji bezpieczeństwa w Iraku, a w efekcie do powstania i rozwoju IS, ale też do umocnienia pozycji Iranu. Rijad nie może już dziś liczyć na mocne strategiczne wsparcie Białego Domu, bardziej zainteresowanego dalekowschodnim wektorem swej polityki zagranicznej i kwestiami wewnętrznymi.

Od nowego króla Arabii Saudyjskiej, Salmana ibn Abdulaziza al-Sauda, powszechnie oczekuje się kontynuacji zasadniczych kierunków polityki państwa, tak w wymiarze krajowym, jak i międzynarodowym. Pytaniem pozostaje jednak to, czy ten 80-letni już, nowy władca Królestwa Saudów zdoła pokierować sterami nawy państwowej z należytą energią i zaangażowaniem, niezbędnymi w obliczu stojących przed państwem wyzwań. Wielu w to wątpi, tak w samej Arabii, jak i w regionie. Nowemu władcy z pewnością nie brak doświadczenia i wiedzy, potrzebnych do kierowania regionalnym mocarstwem, jakim jest dziś Arabia Saudyjska. Jego wiek rodzi jednak poważne obawy o rychłą perspektywę kolejnej sukcesji w Rijadzie. A to zawsze niesie ze sobą ryzyko politycznych zawirowań i kryzysów, osłabiających państwo i jego znaczenie w regionie.

Autor: Tomasz Otłowski, Senior Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego