KOMENTARZ PUŁASKIEGO: Niebezpieczna retrospektywa – rosyjski atak w Cieśninie Kerczeńskiej

KOMENTARZ PUŁASKIEGO: Niebezpieczna retrospektywa – rosyjski atak w Cieśninie Kerczeńskiej

Rosyjski atak w Cieśninie Kerczeńskiej to dla Zachodu mocny sygnał nieodwracalności globalnej i regionalnej polityki Moskwy. Jest to również początek szerszej ingerencji w przebieg ukraińskich wyborów i przejaw nasilenia wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję przeciw Ukrainie. Choć można było przewidywać podobne działania Moskwy, atak stanowi nową jakościowo sytuację, co może być niepokojące również dla Polski.

Przesłanie dla świata

11 listopada Władimir Putin wraz z zachodnimi przywódcami świętował w Paryżu stulecie zakończenia I wojny światowej – konfliktu, którego skutków nie przewidziały mocarstwa rozpoczynając go. Dlatego data rosyjskiego ataku w Cieśninie Kerczeńskiej nie była dziełem przypadku. Kolejny zamach zbrojny na suwerenność Ukrainy ma uzmysłowić zachodnim elitom następujące fakty:

    • Po pierwsze, nieodwracalność powrotu Rosji do roli globalnego centrum siły, a co za tym idzie prawa do ponownego przejęcia Europy Wschodniej jako strefy wyłącznych wpływów.
    • Po drugie, to informacja dla Waszyngtonu i NATO, że jakakolwiek stała obecność wojskowa na Ukrainie, a szczególnie na wybrzeżu Morza Czarnego (baza USA) doprowadzi do natychmiastowej konfrontacji militarnej z Rosją.
    • Po trzecie, kolejny raz po aneksji Krymu, Putin stawia Zachód przed wyborem „umierania za Ukrainę” lub negocjacji na rosyjskich warunkach, a w istocie w obliczu dyktatu połączonego z wojennym szantażem.

Należy zakładać, że taki jest plan maksimum, w którym Ukrainie przypadła rola instrumentu globalnej polityki Kremla.

Wiadomość dla Kijowa 

Z punktu widzenia Kijowa incydent kerczeński wpisuje się w rosyjską strategię hybrydowego oddziaływania na sytuację wewnętrzną. W przyszłym roku Ukraina wchodzi w dwuletni cykl wyborczy – prezydencki i parlamentarny. Jego wyniki przesądzą o kontynuacji prozachodniego kursu lub finlandyzacji Ukrainy, a więc utrwaleniu transformacji rozpoczętej na Majdanie lub powstrzymaniu „marszu” w kierunku struktur zachodnich.

Stawka jest dla Kremla ogromna, podczas gdy ze względu na wojnę w Donbasie i aneksję Krymu możliwości politycznego oddziaływania Rosji na Ukrainie są mocno ograniczone. Dlatego Moskwa rozpoczyna hybrydową ofensywę mającą zmienić preferencje wyborcze Ukraińców. Założeniem jest próba gry na rosnącym zmęczeniu społeczeństwa kosztami niekonsekwentnych reform, korupcji aparatu władzy i wciąż oligarchicznego systemu politycznego. Całość ma przełożyć się na niewiarę w militarny sukces wojny z Rosją.

Pomimo aspektu wojskowego i psychologicznego ważnym elementem strategii jest próba ekonomicznego osłabienia Ukrainy, a przez to spolaryzowania i pogorszenia nastrojów społecznych. Blokując handlowy szlak na Morzu Azowskim Moskwa skazuje ukraińskie wybrzeże tego akwenu na gospodarcze wymarcie. Niemożność eksportu wyrobów lokalnego przemysłu ciężkiego ma doprowadzić do bezrobocia i wybuchów niezadowolenia.

Wydaje się bardzo prawdopodobne, że nastąpią kolejne, coraz ostrzejsze akty podważania suwerenności Ukrainy nad jej wschodnimi i południowymi obwodami, zamieszkanymi przez ludność, która nie przeszła posowieckiej transformacji mentalnej. Wskazuje na to chronologia. Incydent zbrojny został poprzedzony nałożeniem sankcji na ukraińskich polityków, oligarchów i biurokratów. Moskwa wspiera także ukraińską cerkiew moskiewskiego patriarchatu w sporze o autokefalię. W ten sposób Kreml otwiera coraz to nowe fronty oddziaływania na ukraiński elektorat. Celem pozostaje odbudowa rosyjskich wpływów poprzez wzmocnienie i wprowadzenie do gry wyborczej sił promoskiewskich. Taki jest plan minimum ograniczony do Ukrainy i regionu.

Polski alarm

Dla Polski siłowe przejęcie jednostek ukraińskiej marynarki wojennej to sygnał alarmowy najwyższej wagi. Pokaz bezsilności Kijowa powinien zmobilizować władze RP do działania. Szczególnie, że w ostatnich latach zahamowały programy modernizacji armii, zwłaszcza w dziedzinach związanych z wojną hybrydową. Pogorszenie mobilności, destrukcja kadry dowódczej, idea wypełniania części zadań wojsk specjalnych przez obroną terytorialną, a przede wszystkim katastrofalny stan marynarki wojennej i obrony cybernetycznej, w połączeniu z postępującą izolacją Polski w UE stanowi realne zagrożenia bezpieczeństwa RP.

Taka ocena wynikać może przed wszystkim z rozwoju sytuacji wewnętrznej w Rosji. Tamtejsza gospodarka zmaga się ze stagnacją, która jest tyleż wynikiem powszechnej korupcji i braku reform, co skutkiem zachodnich sankcji. Jednak największym zagrożeniem dla reżimu jest wybudzenie się Rosjan z obywatelskiego letargu. Badania socjologiczne wskazują, że rosyjskie społeczeństwo chce zmian, a problemem pozostaje wzrost niesprawiedliwości i ekonomicznych nierówności. Zmiana preferencji byłaby wyrokiem na kleptokratyczne elity władzy. W takich warunkach agresywność międzynarodowa Kremla będzie tylko rosła, bowiem staje się jedynym mechanizmem kompensacji i opóźniania nieuchronnych zmian wewnętrznych. Z tego punktu widzenia Putin jest gotowy do nasilenia prowokacyjnej polityki w różnych częściach świata, w tym na Ukrainie i wobec Polski.

Wnioski

Kremlowski reżim wkracza w fazę najostrzejszego kryzysu wewnętrznego od chwili objęcia władzy przez Władimira Putina, co przekłada się na determinację kleptokratycznych elit w obronie przywilejów. Jest to groźny symptom narastania nieprzewidywalności Kremla na arenie międzynarodowej.

Wspólnota demokratyczna nie wyciągnęła wniosków z aneksji Krymu. Europa nadal trwa w niebezpiecznej iluzji, że i tym razem uda się zapobiec otwartej konfrontacji. Tymczasem brak zdecydowanej reakcji na rosyjską agresję oznacza dla Kremla pozwolenie na dalsze działania. Kalkulacja Moskwy polega właśnie na postawieniu wspólnoty euroatlantyckiej przed takim wyborem. Z polskiego punktu widzenia ostatni kryzys to kolejny wyraźny dzwonek alarmowy wskazujący, iż albo polskie władze nadrobią zaległości w modernizacji polskiej armii, albo Rosja może powtórzyć prowokację, tym razem wobec Polski.

Autor: Robert Cheda, Research Fellow w Programie Polityka Międzynarodowa Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego