Wybory na Tajwanie – konsekwencje dla Chin i Stanów Zjednoczonych

Wybory na Tajwanie – konsekwencje dla Chin i Stanów Zjednoczonych

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów i wcześniejszymi sondażami, wybory prezydenckie na Tajwanie wygrała przewodnicząca Demokratycznej Partii Postępowej (DPP) Tsai Ing-wen, zdecydowanie pokonując obecnego przewodniczącego Kuomintangu (KMT) Erica Chu. DPP wygrała też odbywające się równolegle wybory parlamentarne, kończąc ośmioletni okres rządów KMT, z niepopularnym prezydentem Ma Ying-jeou na czele. Wyniki wyborów mogą wpłynąć negatywnie na stosunki Tajwanu z ChRL, gdyż DPP nigdy formalnie nie wyrzekła się dążeń niepodległościowych od Chin kontynentalnych.

W wyborach, które odbyły się 16 stycznia br. Tsai Ing-wen uzyskała ponad 56 proc. głosów i zostanie pierwszą kobietą na stanowisku Prezydenta Republiki Chińskiej na Tajwanie. Jej główny rywal Eric Chu uzyskał 31 proc. głosów (w wyborach stratował jeszcze James Soong, z centrowej Partii Najpierw Naród, uzyskując 12 proc poparcia). W równoległych wyborach parlamentarnych DPP uzyskała natomiast 44 proc. głosów i zapewniła sobie 68 miejsc w 118-osobowym zgromadzeniu ustawodawczym.

Przyczyny porażki KMT

Przegrana przedstawiciela KMT nie była niespodzianką. Partia dołowała w sondażach od wielu miesięcy, przegrała również wybory samorządowe w listopadzie 2014 r. Spadek poparcia dla KMT, który rządził Tajwanem przez większą część jego współczesnej historii, wynika głównie z polityki prezydenta Ma Ying-jeou, który doprowadził do normalizacji relacji z Chinami. Prezydent wznowił relacje z kontynentem poprzez półoficjalne instytucje – chińską ARATS (Association for Relations Across the Taiwan Straits) i tajwańską SEF (Straits Exchange Foundation), zawarł szereg porozumień technicznych i gospodarczych z ECFA (Economic Cooperation Framework Agreement) na czele. Ukoronowaniem tych wysiłków było pierwsze w historii spotkania prezydenta Tajwanu z Przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem (ze względów proceduralnych obaj wzięli udział w spotkaniu, jako przywódcy swoich partii) w listopadzie 2015 r.

Zdaniem wielu Tajwańczyków w zbliżeniu z Chinami kontynentalnymi Ma poszedł za daleko, a przez wyspę przetoczyła się wiosną 2014 r. fala burzliwych protestów społecznych (tzw. Sunflower Movement). Kością niezgody stało się porozumienie o handlu usługami między Tajwanem a Chinami, które duża część społeczeństwa uznała za przyjęte w sposób nietransparentny, z pominięciem opinii publicznej. Protestujący obawiali się też pogorszenia sytuacji na rynku pracy w związku z porozumieniem, a także dalszego wzrostu zależności tajwańskiej gospodarki od Kontynentu (do Chin idzie blisko 30 proc. tajwańskiego eksportu). Na tym tle wzrosło też poczucie tajwańskiej tożsamości narodowej (według sondaży 90 proc. mieszkańców wyspy definiuje się bardziej jako Tajwańczycy niż Chińczycy), szczególnie wśród młodych ludzi, nieczujących związków z Chinami kontynentalnymi, co również przełożyło się na wzrost poparcia dla tradycyjnie pro-niepodległościowej DPP.

Wybory a relacje z Chinami

Relacje z ChRL były jednym z najważniejszych tematów kampanii wyborczej. Przedstawiciele KMT zarzucali Tsai, że zaprzepaści osiągnięcia i doprowadzi do ponownego załamania relacji z Chinami kontynentalnymi, które pod rządami DPP w latach 2000-2008 były w fatalnym stanie.

Tajwan pozostaje w sporze z Chinami kontynentalnymi od 1949 r., kiedy to wojska Kuomintangu pod przewodnictwem Czang Kaj-szeka (chiń. Jiǎng Jièshí) wycofały się na wyspę po przegranej wojnie domowej z komunistami Mao Zedonga. Rząd na Tajwanie nie zrezygnował formalnie z pretensji do władzy w Chinach (pod rządami Czang Kaj-szeka odzyskanie kontynentu stanowiło zasadniczy cel polityki państwa, dziś ma to wymiar czysto symboliczny), podczas gdy Pekin uważa wyspę za integralną część Chin i nigdy nie wyrzekł się możliwości użycia siły w celu narzucenia tam swojej władzy, szczególnie jeśli Tajwan formalnie ogłosiłby niepodległość od kontynentu (tzw. Two China lub One China-One Taiwan solution). Obie strony w 1992 r. wypracowały taktyczne, nieformalne porozumienie, zwane „konsensusem 92”, na mocy którego są tylko „jedne Chiny – różnie interpretowane” (zgodnie z nim obie strony uznają, że są częścią jednych Chin, choć same zdefiniują, co to oznacza).

Tsai w toku kampanii wyborczej zapewniała, że jej głównym celem będzie utrzymanie stabilnych relacji z Chinami i ich rozwój oparty na woli Tajwańczyków i porządku konstytucyjnym. Unikała jasnego wypowiedzenia się w kwestii „konsensusu 92”, podkreślając jedynie, że termin ten – wbrew nazwie – został stworzony dopiero w 2000 r. i powinien zostać poddany debacie społecznej (jej niejasne podejście do porozumienia było jednym z głównych zarzutów ze strony Erica Chu). Mało prawdopodobne jest by po wyborach Tsai podjęła jakieś radykalne kroki, jak formalne ogłoszenie niepodległości (nie popierają tego mieszkańcy Tajwanu – 65 proc. z nich jest za utrzymaniem status quo). Bardziej prawdopodobne może być intensywniejsze szukanie przestrzeni międzynarodowej, poprzez zawieranie nowych bilateralnych umów handlowych – na wzór tych z Nową Zelandią i Singapurem – i zabiegi w celu włączenia się do umowy o Partnerstwie Transpacyficznym, zmniejszając tym samym zależność od kontynentu w kwestiach handlu. Może to jednak spotkać się z negatywnym reakcjami Pekinu, a w efekcie pogorszeniem relacji między Chinami a Tajwanem. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że obecne chińskie władze z Xi Jinpingiem na czele intensywnie promują koncepcję „chińskiego snu” i „wielkiego odrodzenia narodu chińskiego”, czego elementem ma być zjednoczenie ziem chińskich (chińskie władze od lat 80-tych promują „pokojowe zjednoczenie” z Tajwanem, według modelu „jedno państwo – dwa systemy”).

Konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych

Wybory na Tajwanie intensywnie śledzone były w Waszyngtonie. Oficjalnie Stany Zjednoczone uznają zasadę jednych Chin, sprzeciwiają się jednak rozwiązaniu sporu poprzez użycie siły (czym de facto gwarantują niezależność Tajwanu). Co więcej, amerykańska administracja, choć – podobnie jak w przypadku większości państw na świecie – od końca lat 70-tych nie utrzymuje oficjalnych stosunków z Tajwanem, poprzez Taiwan Relations Act z 1979 r. ma prawny obowiązek sprzedawania rządowi w Tajpej defensywnej broni w zakresie niezbędnym do obrony wyspy (ostatnia taka transakcja na sumę 1,83 mld dolarów została zatwierdzona w grudniu 2015 r.).

Waszyngton podkreśla, że w jego interesie jest utrzymanie stabilnych i pokojowych relacji na linii Pekin-Tajpej, co staje się jeszcze bardziej istotne w obliczu i tak napiętych stosunków między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, na tle m.in. sporów terytorialnych na Morzu Południowochińskim (Chiny roszczą sobie prawa do ok. 90 proc. powierzchni tego terytorium kosztem m.in. sojuszników USA w regionie, podczas, gdy Waszyngton stoi na stanowisku poszanowania wolności mórz). Stąd amerykańska administracja kontynuować będzie politykę zniechęcania Tajwanu do jakiejkolwiek jednostronnej zmiany status quo. Z drugiej strony rządy DPP najprawdopodobniej spowolnią proces gospodarczego zbliżania się Tajwanu w kierunku Chin, które to zbliżenie w dłuższej perspektywie mogłoby osłabić pozycję Stanów Zjednoczonych w Azji. USA dążą do stworzenia w Azji koalicji państw zdolnych zrównoważyć rosnącą potęgę Chin, dlatego utrzymanie bliskich relacji z wyspą stanowi dla Waszyngtonu istotny atut w stosunkach z Pekinem.

Stany Zjednoczone i Unia Europejska powinny wezwać obie strony do utrzymania stabilnych relacji w Cieśninie Tajwańskiej i kontynuowania dialogu bez warunków wstępnych (jak zaakceptowanie przez Tsai „konsensusu 92”). Należy sprzeciwić się ewentualnym naciskom Pekinu na Tajwan wzywającym do przyjęcia określonej interpretacji stosunków między dwoma państwami.

Autor: Tomasz Smura, Kierownik Biura Analiz Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

Zdjęcie: Pasu Au Yeung/CC-BY-2.0